sobota, 17 lutego 2018

czwartek, 15 lutego 2018

Efekt domina

(...)

Zrodziła się dziś we mnie refleksja, że eksowie mają osobliwą właściwość chadzania stadami. Nie w jednym czasie na szczęście. Mam wrażenie, że spotkanie jednego uruchamia efekt domina owocujący wlezieniem na innego. W ubiegłym tygodniu spotkałem się z moim exem, który przybył w odwiedziny do rodziców aż z dalekich Stanów. Pojawia się w ojczyźnie regularnie co dwa lata. W tym roku złapał mnie na fejsie i zaproponował spotkanie. Zgodziłem się pomny dawnych czasów. Spotkaliśmy się tydzień temu, pogadaliśmy. Było miło, choć spotkania z eksami mają w sobie coś z lekkiej perwersji. Potwierdził mi to dzisiejszy poranek. Wlazłem bowiem na innego mojego eksa. Był równie zaskoczony jak ja. Przyszedł robić audyt w mojej firmie. Wypiliśmy kawę, pogadaliśmy. Było miło. Aż boję się jutro iść do roboty, żeby nie wpaść na jeszcze innego…

(...)

środa, 14 lutego 2018

Bliscy i oddaleni

Bo widzisz tu są tacy którzy się kochają
i muszą się spotkać aby się ominąć
bliscy i oddaleni jakby stali w lustrze
piszą do siebie listy gorące i zimne
rozchodzą się jak w śmiechu porzucone kwiaty
by nie wiedzieć do końca czemu tak się stało

są inni co się nawet po ciemku odnajdą
lecz przejdą obok siebie bo nie śmią się spotkać
tak czyści i spokojni jakby śnieg się zaczął
byliby doskonali lecz wad im zabrakło

bliscy boją się być blisko żeby nie być dalej
niektórzy umierają-to znaczy już wiedzą
miłości się nie szuka jest albo jej nie ma
nikt z nas nie jest samotny tylko przez przypadek
są i tacy co się na zawsze kochają
i dopiero dlatego nie mogą być razem
jak bażanty co nigdy nie chodzą parami

można nawet zabłądzić lecz po drugiej stronie
nasze drogi pocięte schodzą się spowrotem.

ks. Jan Twardowski

środa, 7 lutego 2018

Prasówka

(…)

Michał pojedzie na turnus rehabilitacyjny. Dwie wspaniałe, świetliste Osoby sprawiły, że udało się uzbierać niezbędną kwotę: Monika i Małgosia. Chwała im za to!   

(…)

Spędziłem ostatni weekend w górach zasypanych śniegiem. Było pięknie, śnieżnie, mroźno i radośnie. Luśka była przeszczęśliwa – powitała mnie bardzo efektownie piskami, skomleniem, szczekaniem i cyrkowymi niemal akrobacjami. Mam ogromną zaletę, szalenie dla niej wartościową - to ja dzierżę kierownicę i transportuję ją w góry, jestem więc kluczowym elementem wolności powiewającej w jej uszach. Luśka to prawdziwa piękność. I do tego - wbrew stereotypowi, że urodzie z intelektem nie po drodze - bardzo inteligentna. Jestem przekonany, że w poprzednim wcieleniu była człowiekiem. I to co najmniej z doktoratem. I modelką też mogłaby być. Wykasowałaby z kretesem te wszystkie zasuszone, grzechoczące kośćmi modelki, bo jest po prostu od nich ładniejsza.

(…)

Nie wszystko się zmienia. U mnie na przykład jedno pozostało niezmienione: moja okołoangielska ambicja. Zaliczyłem tuż przed wyjazdem kolokwium z angielskiego obejmujące materiał z całego semestru na 87%. Najlepiej z całej grupy. Teoretycznie powinienem być zachwycony, ale nie, nie byłem. Moje zadowolenie skutecznie zmąciła moja nadambicja, atakując mnie myślą: dlaczego TYLKO 87%, a nie 100?! Odświeżam angielski w jednej z katowickich uczelni. Pomimo kilkunastoletniej przerwy, ten język wciąż mnie kręci.

(…)

Aśka-straszny-babol zasnęła dziś w pracy na siedząco. Jej tyłek rozżelował się na krześle, twarz opadła wraz z powiekami, a za tym podążyła też żuchwa. Widząc ją wyprostowaną, z oklapłą bezwładnie dolną wargą, pomyślałem sobie: umarła! No bo przecież niemożliwe, żeby ktoś, kto najgłośniej sprzeciwia się każdej, najmniejszej nawet oznace lenistwa, kto widząc osobę przysypiającą dostaje niemal apopleksji z oburzenia; po prostu niemożliwe, żeby ktoś taki zasnął i to w dodatku tak ostentacyjnie! Kiedy już miałem rzucić się ku niej, by obaliwszy na podłogę zdefibrylować ją, mlasnęła przez sen i ta oznaka tlącego się w niej życia uspokoiła mnie. Randka Aśki-strasznego-babola z Morfeuszem nie uszła uwagi reszty koleżeństwa - ich mordercze spojrzenia zogniskowały się na jej obwisłej wardze odcinając prawdopodobnie dopływ powietrza, bo obudziła się, łypnęła złym okiem wokół i poprawiwszy się na krześle, jak kura na grzędzie, odstawiła pantomimę mającą przekonać nas, że nie ucięła sobie drzemki, ale zamyśliła twórczo nad pracą. 

(...)

czwartek, 25 stycznia 2018

(...)


Mięknę. Drzemiąca we mnie zimna suka już nie taka zimna. Wczoraj okulistka przy okazji badania kontrolnego zapytała ile mam lat. „Nie wygląda pan” – powiedziała otrzymawszy tę informację. Chyba zaczynam się starzeć skoro ludzie zaczynają mi mówić, że wyglądam młodo. W byciu po 40. najbardziej podoba mi się to, że mam wyjechane na wiele spraw, które zaciskały mi zwieracze, kiedy byłem po 20. Polubiłem się i sam się sobie wreszcie podobam, choć gęstość skóry już nie ta i tyłek też już nie tak zajebisty...

wtorek, 23 stycznia 2018

SOS dla Michała

Michał obchodzi dziś 37 urodziny. Dzielnie walczy ze stwardnieniem rozsianym, które pożera jego sprawność w szybkim tempie. Jeszcze dwa lata temu zdrowy, teraz już zmuszony do chodzenia z balkonikiem, bo stwardnienie dobrało się do jego równowagi i koordynacji ruchowej, przy okazji nadgryzając też jego wzrok i pamięć. Aby spowolnić postępy tej strasznej choroby potrzebuje intensywnej rehabilitacji w ośrodku specjalizującym się w rehabilitowaniu cierpiących na SM - Centrum Rehabilitacji dla Osób Chorych na Stwardnienie Rozsiane w Bornem Sulinowie. NFZ refunduje tam zabiegi rehabilitacyjne, jednakże pobyt, wyżywienie i dojazd musi opłacić sam. Koszt turnusu bez rehabilitacji to 3200 zł. Dla niego kwota niebotyczna. Gdybyś chciał Drogi Czytelniku wesprzeć Michała w jego walce, poniżej jest link, który przeniesie Cię na stronę, na której będziesz to mógł uczynić. W zeszłym roku udało się uzbierać te pieniądze, głęboko wierzę, że w tym roku również tak się stanie. Dziękuję.

sobota, 20 stycznia 2018

Blue Friday

(...)

Zaczęło się już o świcie, kiedy budzik wyrwał mnie brutalnie z mojego pięknego snu o niczym. Później było już tylko lepiej. Wstąpiwszy w pracy do sekretariatu po korespondencję nadziałem się na nadszefa.
- Byliśmy umówieni na dzisiaj – powiedział podając mi rękę na powitanie. – Zapraszam.
- Byliśmy? – zdziwiłem się szczerze, bo nie pamiętałem w jakiej sprawie miało być to spotkanie. Improwizowałem, bo spraw służbowych nigdy nie brakuje. Gdzieś z tyłu mojej głowy kołatała się dziwna myśl, że to ja prosiłem o to spotkanie. Kwadrans po opuszczeniu gabinetu nadszefa przypomniałem sobie, po co byliśmy umówieni, więc wróciłem. Nawet nie patrzył na mnie dziwnym wzrokiem, był zbyt zajęty. Cały dzień w pracy spędziłem w jakimś takim roztargnionym rozprzężeniu, wykonując swoje obowiązki automatycznie. Stan ten osiągnął apogeum po pracy, może dlatego, że resztki koncentracji i zborności zużyłem na pokonanie samochodem drogi do domu. Gdzie czekał ciekawy mejl od jednego z blogerów na temat deliberacji, który musiałem przeczytać kilka razy, żeby zrozumieć, a zwykle nie mam problemu z czytaniem ze zrozumieniem. No i odpowiedzieć, co zajęło mi również o wiele więcej czasu niż standardowo. Towarzysząca tym czynnościom refleksja, że oto demencja pożarła resztki mojego intelektu, nie zdołała mnie zgnębić tylko dlatego, że późny wieczór zlitował się nade mną każąc pójść spać…     

(…)

Blogger zdurniał kompletnie i przeniósł większość komentarzy spod postów do spamu. Pewnie zupełnie bym się w tym nie złapał, gdyby nie chwila mniejszego roztargnienia. Zwróciłem mianowicie uwagę na informację o pojawieniu się nowego komentarza pod postem, którą otrzymałem mejlem. Chcąc na niego odpowiedzieć nawiedziłem swojego bloga i ze zdziwieniem skonstatowałem, że komentarzy żadnych nie ma. WTF pomyślałem i zadumałem się egzystencjalnie, co też zaowocowało, dlatego warto się czasem zadumać. Przypomniałem sobie, że eM coś wspominała u siebie o znikających komentarzach i Mr Aberfeldy, wszedłem więc w spam w ustawieniach i tam je odnalazłem. Chyba serwery źle znoszą zmasowany atak blogerów przenoszących swoje blogi z zamykanego blog.pl.

(…)