03 lipca

2

Dwa miesiące minęły odkąd zwróciłem uwagę na Brązowookiego. Po 2 latach mijania się, patrzenia w oczy i uśmiechania się. Szkoda, że za tym nic więcej nie poszło. Nie wiem dlaczego to tak mną zachwiało. Przecież w ogóle nie myślałem o Nim w ten sposób, w ogóle nie zwracałem na Niego uwagi. Owszem jak się mijaliśmy, myślałem odwzajemniając Jego uśmiech, że sprawia wrażenie miłego i jest bardzo dekoracyjny, ale nic więcej. Zaistniał w moich myślach i obudził tęsknotę za miłością. Szczęśliwie mój wbudowany zestaw do surwiwalu się włączył i coraz mniej o Nim myślę, już bez martyrologii i tęsknoty. Cała łzawość gdzieś sobie uleciała. Odzyskuję powoli równowagę – jest jeszcze dość delikatna, ale jest. Żyje we mnie przekonanie, że coś dobrego się między nami zadzieje. Może to tylko złudzenie, którym się karmię, ale nie będę zabijał w sobie tego złudzenia, zbyt wiele razy już to robiłem, więc to niech sobie żyje. Czas pokaże co będzie.

Przypomniał mi się wiersz ks. Jana Twardowskiego:

Miłość przychodzi odchodzi
jest z nami nagle jej nie ma
może do lasu pobiegła
całować podlotki drzewa
czemu nie siądzie przy stole
pobędzie dłużej posłucha
- Ach ten lęk że się nie kochamy
skoro miłość miłości szuka

Dziś optymistycznie:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger