10 lipca

Smętnie

Dziś niestety będzie smętnie, bo zestroiłem się z ponurą deszczową pogodą. Ale nie tylko. Jakiś czas temu wykonałem drobny gest w kierunku Brązowookiego – wysłałem Mu zaproszenie do znajomych na Facebooku. Brązowooki bardzo rzadko bywa na FB, ale wczoraj się pojawił – wrzucił coś na profil i… nie przyjął mojego zaproszenia. Nie chce mnie w swoich znajomych. Ma kilkuset znajomych na FB, więc przyjmował jak leci, chyba tylko ja zostałem przez Niego wyróżniony nieprzyjęciem zaproszenia. Przykro mi, że okazałem się niegodny takiego wyróżnienia, choć wiem, że to nie tak. Zastanawiam się, czy uległem złudzeniu, czy może wyprojektowałem coś sobie. Nie. Wiem, co widziałem. Za jakiś czas nasze drogi ponownie się skrzyżują. Dwuletni schemat naszego mijania się zostanie powtórzony – spojrzymy sobie w oczy i może uśmiechniemy się do siebie, a może miniemy się obojętnie. Może pojawi się to subtelne napięcie, które towarzyszyło naszemu mijaniu się, a może już nie. I nic więcej się między nami nie zadzieje. Zrozumiałem, to było jak olśnienie, że to wyróżnianie mnie przez Brązowookiego niezauważaniem w obecności osób trzecich ma swój powód. Uświadomiłem sobie, że właśnie dlatego, że też Mu się podobam (potrafię to dostrzec i dostrzegłem) nic się między nami nie zadzieje. Podobam Mu się, więc jestem Jego słabością, zagrożeniem dla Jego spokoju, pozycji zawodowej, opinii. A zagrożenia się unika. Nie sądzę, żeby Brązowooki był wolny od pragnienia wypełnienia kimś swojej samotności, bo to pragnienie bardzo ludzkie i pierwotne. Ma jednak, jak mniemam, doświadczenie w wypieraniu z siebie tego pragnienia, bo zapewne robił to już nie raz. Nie tylko z ostrożności osoby "na stanowisku", ale ze względów fundamentalnych. Nie zaryzykuje swojej pozycji zawodowej – zbyt się chyba do niej przywiązał. Żałuję, ale rozumiem Go. Zawróciłem Nim sobie głowę, ale przestanę o Nim myśleć i zapomnę.

Czekam, żeby pogoda się przetarła, bo chcę i potrzebuję zanieść to rozczarowanie w góry i wypuścić z siebie, żeby uleciało sobie gdzieś z wiatrem. 

Zapomnę. I dalej będziemy grać swoje role mijając się, jakby nic się nie działo. Bo przecież nic się nie działo, nie dzieje i nie będzie działo. Nic oprócz tego dziwnego, subtelnego napięcia, które kazało szukać się naszym oczom… I nie był to wytwór mojej wyobraźni! Chyba...

Ach ten lęk że się nie kochamy
Skoro miłość miłości szuka.

Co za marnotrawstwo! Zapomnę. Choć mam przeczucie, że to nie koniec. To nawet nie początek.

1 komentarz:

  1. Paradoksalnie większość spraw kończy się ...zanim się zacznie.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger