14 lipca

Trochę się ostatnio...

Miałem wczoraj przyjemny dzień. Pogoda była ładna i mogłem się powłóczyć po górach, przewietrzyć się, przemyśleć to i owo.

Trochę się ostatnio nad sobą porozczulałem, poużalałem, porozsmakowywałem – paradoksalnie dobrze mi to zrobiło. Dziś, tak dla odmiany, na sprawy z Brązowookim patrzę racjonalnie. Nie indukując złudzeń. Pewnie jeszcze parę razy walec skrajnych emocji związanych z Brązowookim przetoczy się po mnie i może „rozedrę jeszcze szaty”, ale wiem, że dam radę bez problemu, bo te emocje z czasem wyparują ze mnie. To osobisty kontakt jest decydujący i weryfikuje wszystko. To nie to, że już coś sobie produkuję, nie. Po prostu będziemy się mijać, bo nasze drogi służbowe kilka razy w roku się krzyżują i ani On, ani ja nie możemy tych spotkań uniknąć. Skoro musimy się mijać, to postaram się znaleźć w tym mijaniu jakąś przyjemność. Martyrologii mówię zdecydowane nie! i żegnam. Postaram się to wszystko traktować z humorem i na luzie. To jedyny rozsądny sposób na te sprawy. A co z Brązowookim? Nie będę Go zdobywał. Niech On zdobywa mnie. Jeśli nie będzie, też nic się nie stanie. Nie będę na to czekał. Postanowiłem odpuścić, choć ze smutkiem i żalem. Nie dlatego, że uznałem, że nie mam szans. Postanowiłem odpuścić dla samego siebie, ze względów zasadniczych. Smutno mi, ale wiem, że tak trzeba.   

Jakie to dziwne, że czyjeś spojrzenie i uśmiech mogą uruchomić kaskadę emocji, pragnień, tęsknot, które przetaczają się w człowieku wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew pragmatyzmowi, nawet wbrew jego woli – z siłą lawiny śnieżnej. Odbierając spokój i równowagę. Tęsknota za miłością to potężny zew. Tak silny, że człowiek sam siebie karmi złudzeniami, łapiąc się każdego drobiazgu, który pozwoliłby mu się łudzić dalej i dawał nadzieję, że to pragnienie będzie zaspokojone. Raniąc samego siebie.

1 komentarz:

  1. Niekiedy trzeba odpuścić. Oby tylko można było rozróżnić...

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger