30 listopada

Dziewczę w bordowym Tico

Śliczne blond dziewczę w bordowym Tico sprawiło dziś, że szczęka mi opadła. Nie, nie w podziwie nad jej naprawdę wyjątkową urodą. Ale po kolei. Wracałem do domu drogą szybkiego ruchu. Przede mną jechało bordowe Tico. Jakoś tak dziwnie jechało, jakby niepewnie. Miałem się na baczności, bo z doświadczenia wiem, że tak jeżdżą kierowcy lubiący robić niespodzianki. I niespodzianka była, a jakże. Aż trudno mi wciąż w to uwierzyć. Z tej drogi szybkiego ruchu odchodzą zjazdy na obwodnice miasta oraz na pobliską autostradę. Dziewczę w bordowym Tico minęło sobie taki zjazd i… gwałtownie zahamowało, wrzuciło wsteczny i dalejże cofać! Całe szczęście, że działo się to dzisiaj, a nie w dzień roboczy w godzinach szczytu, bo doszłoby do gigantycznego karambolu! Widziałem, że była zła, że ja i stojące za mną samochody, nie cofamy, żeby jej umożliwić powrót i zjechanie na wybrany zjazd, bo rozkładała rękami i coś pyskowała. Zrezygnowała jednak, kiedy stojący za mną kierowcy zaczęli trąbić. Pojechała przed siebie. Wyprzedziłem ją – prześliczne blond dziewczę! Kto jej, na litość, dał prawo jazdy!
***
Dzisiaj jest pierwszy dzień adwentu i drugi prawdziwie zimowy dzień. Choć śniegu nie ma, temperatura utrzymuje się poniżej zera (-5) przez cały dzień. Wróciłem do domu z kościoła, odpaliłem ogrzewanie (pierwszy raz tej zimy) i pijąc gorące cafe late cieszę się ciepłem domowego ogniska - w tym wypadku gorących kaloryferów. Dziś już nie wychylam nosa z domu. Pamiętam z dzieciństwa jaką frajdą było dla mnie codzienne wędrowanie z Mamą i lampionem na roraty na 6.30. W górach od początku grudnia leżał już śnieg, mróz czasem był siarczysty, nawet poniżej -20 st. Uwielbiałem jak zmrożony śnieg skrzypiał pod stopami... 

6 komentarzy:

  1. dzisiaj na jednym z blogów przeczytałam o lampionach, co przypomniało moje wędrowanie na roraty w śniegu i mrozie... myślę, że grudzień nieco odpuścił, chociaż śnieg wtedy wydawał mi się wyjątkowo bajkowy :)

    A panienka z Tico... kiedyś mieliśmy podobną sytuację, nie powtórzę, co pomyślałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie wędrowanie na roraty z lampionem to byłą mega frajda

      Usuń
  2. A temu kto dał , a raczej kto mózg odebrał - http://www.dziennikzachodni.pl/artykul/986764,wypadek-w-jasienicy-na-s1-zdjecia-kierowca-zginal-w-plomieniach-jechal-pod-prad,id,t.html?cookie=1

    atka

    OdpowiedzUsuń
  3. Sam miałem podobne przygody na drodze. Nie tylko płeć piękna i nie tylko w Tico potrafi zrobić niespodziankę na drodze, przyprawiając współuczestników ruchu drogowego o szybsze kołatanie serca, a czasem nawet i retrospekcję, jakże krótkiego życia.
    Co do rorat, też pamiętam moje dziecięce wędrówki i radość ze skrzypiącego pod butami śniegu. Dziś zima nie sprawia już tyle radości.

    PS. Dzisiaj trafiłem przypadkiem na Twojego bloga i muszę przyznać, że jest bardzo interesujący i chyba tu jeszcze zajrzę;)
    Pozdrawiam J.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zima sprawia frajdę dalej, choć inaczej. Dziękuję i zapraszam. Pozdrawiam również

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger