21 listopada

Welcome to the real world (4)

Reperkusje dnia wczorajszego. Mam wrażenie, że kolega czuje się skrzywdzony tym, że nie doceniam jego błyskotliwej kreatywności i nie chcę załatwić za niego jego spraw z nadszefem. Wykastrowałem jego rozdęte ego. Zrobiłem w nim dziurę i zeszło trochę powietrza. Powiedział mi dziś „cześć” zbolałym, oburmuszonym głosem, czym mnie zresztą zaskoczył, bo spodziewałem się raczej, że śmiertelnie zbezczeszczony nie będzie się do mnie odzywał. Nie zamierzam robić niczego wbrew własnemu sumieniu i nie będę za kogoś załatwiał jego spraw tylko dlatego, że nadszef mnie szanuje. Uczciwie i ciężko zapracowałem na swoją pozycję zawodową i na to, że jestem szanowany, i nie zamierzam stracić swojej zawodowej wiarygodności, bo koledze się uroił firmowy mesjanizm. Nie będę rekomendował bzdur tylko z litości dla czyjegoś ego. Przykro mi, ale kolega będzie musiał sobie z tym poradzić i żyć dalej.

Koleżanka Ola po przeczytaniu mejla ode mnie, zadzwoniła do mnie późnym wieczorem wytłumaczyć się. Pościemniała, że nie miała nic złego na myśli, że to „niech się cieszy” oznaczało, że pewnie będę niezadowolony, że zawraca mi tym głowę, i tym podobne tłumaczenia. Ściemy, bo wiem, że to była złośliwość, że niby to taki ważny jestem. W gruncie rzeczy nawet lubię Olę. Chętnie wyręcza się innymi, jak ma okazję, ale wynika to z lenistwa, a nie z wredoty. Dałem się przeprosić. Nie zrobię za nią jej roboty i nie pozostawiłem jej w tym względzie żadnych wątpliwości, ale powiedziałem, że mogę te papiery sprawdzić, jak je zrobi. Powiedziałem też, co dalej zrobić z tymi papierami. Ola ma tupet, to fakt, ale nie jest wredna. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger