30 grudnia

Gdyby...

Wprowadziłem wczoraj nową osobę w moją opowieść: Marcina Modrookiego. Jednak wczorajszy dzień nie należał do niego.

Szarooki

Natknąłem się na tę piosenkę przypadkiem - bardzo mnie ujęła tekstem i klimatem. Niesamowicie skojarzyła mi się z Szarookim i sprawiła, że retrospekcja we mnie wybuchła. Słuchałem jej wiele razy. Choć nigdy jej nie słuchaliśmy razem, choć nie towarzyszyła żadnemu związanemu z nim wydarzeniu, to jednak doskonale wpisuje się w moje emocje jego dotyczące. 


Jemu ją dedykuję. W domu, do którego wracam, jego nie zastanę, nie z nim ten bieg ukończę i nie z nim zacznę od nowa… Chciałbym ogromnie, żeby było inaczej i gdyby to tylko było możliwe… Wiem jednak i mam tę absolutną pewność, że nie jest. Między nami po rozstaniu zapadła cisza. Nie dlatego, że brakło nam słów. Kiedy przeznaczenie rozmija się z życiem pozostaje cisza, bo najmniej rani… Mój rozsądek mówi mojemu sercu: ”Pozwól tej tęsknocie stać się przeszłością”. Na co moje serce odpowiada rozsądkowi słowem, jakim onegdaj minister Fedak uraczyła ministra Sawickiego…

Brązowooki

Złapałem dystans i  uświadomiłem sobie, że on się spłoszył. Okazałem mu, że zauważyłem te jego dwie demonstracje mające zwrócić moją uwagę i to go spłoszyło. Włączył się w nim zestaw surwiwalowy i ostrzegł przed ewentualnymi negatywnymi konsekwencjami. Chęć walczy z nim z obawą i przewagę zyskuje obawa, skoro dotąd nie wyszedł do mnie z żadnym gestem. Jak znam życie, gesty się pojawią, jak nie będę już nim zainteresowany. Zostawiam to, bo mielenie tego nie ma sensu.

Modrooki

Wymiana miłych smsów trwa. Napisał mi dziś, że Sylwestra spędza na imprezie w gronie przyjaciół i jeśli miałbym ochotę, zaprasza do przyłączenia się. Nie skorzystam tym razem, bo nie znam jego przyjaciół i tak w ostatniej chwili nie będę ich zaskakiwał swoją obecnością. Może przyjdzie czas na poznanie ich w spokojnym, naturalnym tempie. Muszę się pilnować, żeby nie poddać się pokusie porównywania go do Szarookiego, bo to mogłoby doprowadzić do odrzucenia go tylko dlatego, że nim nie jest. Modrooki dziś popołudniu intensywnie uprawiał squosha, a ja…

Ja

…a ja włóczyłem się dziś „po chałpach”. Koleżanka zaprosiła mnie na kolację. Zaserwowała tartę dyniową, która okazała się całkiem smaczna. Było bardzo, bardzo miło. Ta moja dzisiejsza łazęga „po chałpach” bardzo dobrze mi zrobiła. Choć nie obyło się bez przygód. Mianowicie wyruszyłem autem i przejechałem 200 m zanim zorientowałem się, że jadę na flaku. Z lewego przedniego koła całkiem zeszło powietrze. Zjechałem, zatrzymałem się, wysiadłem i dokonałem inspekcji, odkrywając, że to właśnie ten flak tak hałasował. Ciemno, mróz – 11 st, więc zdecydowałem, że zostawię auto tu, gdzie zjechałem i nie będę zmieniał dzisiaj koła. To tylko 200 m od domu, więc jutro rano pójdę i zmienię koło na zapas i pojadę do mechanika naprawić flaka. Zadzwoniłem do koleżanki, która przyjechała po mnie, a przed chwilą też dostarczyła do domu. 

2 komentarze:

  1. No, to ja też trzymam kciuki:).

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdyby kiedykolwiek Modrooki wysunął propozycję wspólnego odwiedzenia klatki, to nie miej cienia wątpliwości. Squash jest najlepszym z najlepszych. Żadna inna fizyczna aktywność (publiczna)tak nie rozładowuje całotygodniowego napięcia. Bawimy się razem juz jakieś 3 lata, ale tylko w piątkowe popołudnia ... z przyczyn wiadomych :)

    atka

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger