11 stycznia

O gigancie

Wczorajsze natknięcie się na najbliższych Szarookiego przypomniało mi historię o gigancie, którą mi niegdyś opowiedział. Historia owa zdarzyła się, kiedy miał sześć lat i chodził do zerówki. Narozrabiał w szkole, za co w domu… hm… odbył indywidualne szkolenie z ojcem. Nic by nie było oprócz kazania, ale pysknął do ojca arogancko, czym go uruchomił tak, że otrzymał jeden, ale za to porządny, komunikat pozawerbalny. Znaczy tyłek Szarookiego poczuł ojcowską rękę pierwszy (i jedyny) raz w życiu. Tak się za to na ojca obraził, że postanowił uciec z domu. Jak postanowił, tak zrobił. Tak jak stał, wyszedł z mieszkania na klatkę schodową i zamknął za sobą drzwi. Było listopadowe popołudnie – na zewnątrz ciemno, zimno i mokro. Mały uciekinier wystraszył się ciemności, usiadł więc na schodach i czekał, co będzie dalej. Siedział tak całe pół godziny - wydawało mu się, że to strasznie długo. Mama wracając do domu z zakupami zastała synka siedzącego na schodach, więc zapytała go zdziwiona, co się stało. Powiedział jej, że uciekł z domu, bo ojciec trzasnął go w zad. Mama całując go w czubek głowy powiedziała, że nie chce, żeby synuś uciekał z domu, bo bardzo by tęskniła i zapytała, czy wejdzie z nią do domu, czy też może chce sobie jeszcze posiedzieć na klatce schodowej. Wszedł do domu z mamą, bo przecież nie mógł pozwolić, żeby za nim tęskniła. I tak się skończyła jego pierwsza i ostatnia ucieczka z domu. Ojciec udał, że niczego nie zauważył. Po latach powiedział Szarookiemu, że obserwował tę jego ucieczkę przez wizjer, gotowy ścigać go, gdyby rzeczywiście gdzieś się wybrał. Opowieść o gigancie stała się ich rodzinną anegdotą.

2 komentarze:

  1. Ależ ta opowieść serce me ujęła. Taki troskliwy ojciec.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger