20 stycznia

O przyjaźni między byłymi partnerami

W komentarzu do poprzedniego posta padło pytanie, słuszne bardzo, czy nie zastanawiałem się nad przeniesieniem znajomości z Szarookim na pole czysto przyjacielskie.

Zastanawiałem się wiele razy i buntowałem się, że tak się nie stało, że nie zachowaliśmy naszej bardzo bliskiej przyjaźni, że nie rozmawiamy, że nie wspieramy się.

Teoretycznie przyjaźń pomiędzy byłymi partnerami jest możliwa, jeśli spełnione są łącznie dwa zasadnicze warunki:
  1. wygaśnięcie miłości i namiętności
  2. pozytywne postrzeganie byłego partnera
Nader często w życiu trzeba zdobywać się na dokonywanie prostego rachunku zysków i strat, żeby uczciwie i pragmatycznie odpowiadać sobie na pytanie, czy ewentualne zyski są w stanie pokryć straty. Innymi słowy, czy warto, czy to możliwe i czy w ogóle wykonalne. Brzmi praktycznie, nieromantycznie, wręcz merkantylnie? I dobrze – tak właśnie ma być. Na taką, dobrze pojętą, merkantylną autorefleksję trzeba się zdobywać, dla własnego, również dobrze pojętego, interesu i komfortu psychicznego. Wielokrotnie takiej autorefleksji w przedmiotowej kwestii dokonywałem i zawsze odpowiedź, jaką otrzymywałem była taka sama. Nasza przyjaźń nie jest możliwa, ponieważ:

ad 1. Moje uczucia do niego nie wygasły, jak wskazuje również zawartość tego bloga. Namiętność również nie wygasła – on wciąż mnie kręci.
ad 2. Postrzeganie jak najbardziej pozytywne. Ale wziąwszy pod uwagę ad 1., czyli niewygasłe uczucia, gdyby wejść w taką „przyjacielską” (celowo ująłem w cudzysłów i wyjaśnię poniżej) relację, dość szybko okazałoby się, że postrzeganie mogłoby ulec zmianie.

Przyjaźń jest uczuciem zasadniczo opartym na bezinteresowności. A ja wobec niego bezinteresowny nie jestem, właśnie dlatego, że wciąż mnie (upraszczając) kręci. Spotykać się z nim, rozmawiać i nie móc go dotknąć, przytulić - to byłaby udręka! Przecież całe moje jestestwo wyrywałoby się do niego! W naszym wypadku przyjaźń nie jest możliwa. Piszę „w naszym” świadomie, bo wiem, że moje uczucia i pragnienia były przez niego odwzajemniane. Nasza relacja była bardzo intensywna i nasze zaangażowanie rozkładało się dość symetrycznie, dlatego jakakolwiek relacja nie będąca realizacją miłości, byłaby marnym substytutem, czymś raniącym do głębi, dewastującym, destruktywnym. Byłaby oszustwem. A ja nie potrafiłbym go oszukiwać, nie umiałbym. No bo jak udawać, że się nie kocha, kochając i że się nie pragnie, pragnąc? Przecież to byłby obłęd. Szaleństwo. Właśnie dlatego po rozstaniu nie zachowaliśmy kontaktu w żadnej formie. Rozstanie było dla nas obu czymś tak bolesnym i traumatycznym, że zerwanie kontaktu było uczynkiem miłosierdzia sobie wzajemnie wyświadczonym.

Powyższe to moja perspektywa. Pytanie, czy Szarooki życzyłby sobie takiej przyjaźni? Znałem go i wiem, że nie. Bo, najprościej, jak się tylko da i dlatego w tym wypadku najtrafniej: między nami była taka chemia, taki emocjonalny i fizyczny pociąg, że - pardon my French (uwielbiam ten idiom) – skonsumowalibyśmy się, bo nie potrafilibyśmy się powstrzymać. A to byłoby okrutne (choć rozkoszne), bo bez perspektyw na kontynuację. Ja, uczciwie mówiąc, zdobyłbym się na taki nierozsądek (popłynąłbym z miłosnej chuci, choć później opłakiwałbym to miesiącami), ale wiem, że Szarooki tak nierozsądny jak ja nie jest. Wiem to. Nie możemy być razem, z powodów, o których nie chcę pisać. Jakiekolwiek by one nie były (z całym szacunkiem dla najzupełniej naturalnej ciekawości Czytelnika - kluczowy jest tu sam niewątpliwy fakt, a nie tego faktu dowody), nie możemy być razem i to determinuje wszystko inne, co nas dotyczy.

Nie wyczerpałem tematu - jedynie lakonicznie prześlizgnąłem się po powierzchni, musnąwszy zaledwie meritum. Po napisaniu tego zdania naszła mnie refleksja, która przyozdobiła mą twarz czułym uśmiechem: gdyby tak zwrócić się do Szarookiego z pytaniem, czy możliwa jest przyjaźń między nim a mną, udzieliłby odpowiedzi czcionką Times New Roman nr 12 na pięć lub sześć stron A4, zgrabnie przeprowadzając wywód prowadzący do tych samych, jak moje powyższe, wniosków. To byłby wnikliwy, mądry i cholernie błyskotliwy wywód. 
______________________________
PS. Hwa bardzo Ci dziękuję za komentarz, którym zainspirowałaś/eś? mnie do przypomnienia sobie powyższego.

20 komentarzy:

  1. Przyznam, że takiego wpisu spodziewałam się biorąc pod uwagę wcześniejszą lekturę Twojego bloga.
    I w tym momencie wracamy do pytania czy to uczucie z czasem osłabnie, zejdzie tyle na dalszy plan, że pozwoli Ci
    stworzyć nowy równie pełen miłości i wzajemnego zrozumienia związek? I jak pisałeś wcześniej obecna retrospekcja
    stanie się punktem wyjścia do nowego otwarcia.
    Szczerze powiedziawszy nie wiem i jak patrzę na to z mojej perspektywy, życia z miłością mojego życia od 22 lat - to jeśli nie moglibyśmy być razem - to ja wiodłabym życie singla. Każdy ewentualny następca byłby tylko marnym substytutem, którego krzywdziłabym nie potrafiąc go kochać tak jak na to zasługuje.
    Tyle, że łatwo się to pisze, kiedy to jest tylko teoretyczne rozważanie, a niewykluczone, że życie zrewidowałoby i to dość szybko moje stanowisko.

    I chociaż znam Cię tylko z lektury blotek to liczę na to, iż któregoś dnia przeczytam o nowych kolorach w Twoim życiu;-)
    Bardzo będę na to czekać, bo masz wiele do ofiarowania i po prostu zasługujesz na szczęście.
    hwa
    P.S.
    Inspirujące być inspiracją;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę o tym czasem z troską. Inspirujesz następnego posta:)

      Usuń
    2. Dzięki hwa, to bardzo miłe, co napisałaś

      Usuń
  2. Pomiędzy mężczyznami mogą być tylko relacje przyjacielski. Relacje przeniesione na wyższy szczebel uczuciowości w kierunku namiętności, a w związku z tym pożądliwości są skazane na śmierć na stosie, z powodu grzeszności . Tam gdzie jest grzech tam jest kara. Tak mi mówi moja wiara.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A moja wiara mówi, że będziemy sądzeni z miłości.

      Usuń
    2. Moja intencja zawarta w komentarzu też wynika z mojej miłości do bliźniego. Nie czujesz tego między wierszami.
      Czy można ukoić ból zęba lub zranienie samym głaskaniem, choćby najczulszym??

      Usuń
    3. Twój komentarz nie wynikł z miłości bliźniego - świadczą o tym użyte słowa o "śmierci na stosie". Kto tę śmierć na stosie miałby zadać? Bóg? Czy człowiek? Żeby mnie uleczyć? Z czego? Z tego, że takiego mnie stworzył? Wybacz, ale mamy diamentralnie różne pojmowanie miłości bliźniego i mądrości Boga.

      Usuń
    4. Stos-jest tu figurą retoryczną , a może parabolą słowną.
      Żar ognia, który płonął w waszych sercach, kiedy byliście razem - teraz trawi Ciebie samotnego. Tak poetycko /lub literackopodobnie/ ująłem to co przeżywasz.
      Skoro nawiązałem do literatury, to przypomina mi się Boska Komedia i Inferno.
      Nie wgłębiam się jednak w to zagadnienie, bo każdy ma własne sumienie i poczucie grzechu,

      Usuń
    5. Wykażę się dobrą wolą i uznam, że to, co napisałeś wynika z życzliwości. Dziękuję - czuję się ostrzeżony. Nie jestem teologiem, ale jedno wiem: jest tylko jedno Źródło każdej miłości - sam Bóg. A skoro tak jest, to znaczy, że nie jestem tu za karę. Tylko Bóg zna moje serce i tylko On wie. Ty postrzegasz to, co przeżywam w kategoriach kary, a ja w kategoriach rozwoju, kształtowania i uwrażliwiania mojego człowieczeństwa. Bóg jawi mi się jako Miłość i jestem Mu za to wdzięczny.

      Usuń
    6. Jeszcze jedno - preferencje seksualne nie definiują ani nie wyczerpują człowieczeństwa, są jedynie niewielkim jego wycinkiem. To prawda, że czasem determinującym wiele działan, ale jednak tylko niewielkim wycinkiem. Redukowanie człowieka do stereotypu jest błędne, bo nikt nie jest czarno-biały.

      Usuń
    7. Adamie przypomnij sobie księgę Genesis, która mówi o stworzeniu pierwszych ludzi i postawieniu przed nimi zadań w raju, w cieniu drzewa prawdy, który później położył się nieszczęśliwie na potomkach Adama i Ewy. Grzech pierworodny objawia się w ludziach w różnych ułomnościach, a jedną z nich jest przekierunkowanie ich popędu seksualnego w stronę tej samej płci, co uniemożliwia im realizację planu Bożego jakie zawarte są w słowach-"Idźcie i rozmnażajcie się i czyńcie sobie ziemię poddaną".
      O tym, jak ważne jest rozmnażanie przekonała się Polska i Europa.

      Usuń
    8. Nie myślałem, że w Twojej osobie znajdę tak twardego adwersarza.Rzeczywiście twoje cierpienie cię rozwija i wzmacnia.Ktoś mądry powiedział - kiedy usycha drzewo, wówczas mogą rozwinąć się boczne odrośla.
      Piękne co?// Trochę oliwy na twe rany wylewam , ale przepraszam jeżeli kropla tej oliwy wpadnie do ognia , który tli w Tobie. Nie chce ogrzeje.

      Usuń
    9. Bo ja twardziel jestem. Doceniam to Twoje litościwe pochylenie się nade mną, ale... Nie jestem szczęśliwy to prawda, jednak nieszczęśliwy też nie jestem. Nie jestem złamanym cierpieniem nieszczęśnikiem. Nie trawi mnie ogien.

      Usuń
  3. Czas leczy wszystkie rany, raz szybciej, raz bardzo opornie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak właśnie jest dopoki się coś czuje do eks

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie ma choć cienia szans na zmianę postawy rozdającego karty w Waszej sprawie ?
    atka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Atka chciałbym, żeby było inaczej, ale w naszej sprawie nic zrobić sie nie da.

      Usuń
  6. Bez znajomości tego, co przed nami ukryte, nie mamy możliwości wczuć się w Twoją sytuację.
    Stąd takie nasze ciągłe - irytujące może - niedowierzanie.
    Rozumiem Twoją rezerwę, masz do niej pełne prawo, lecz zawsze będziemy się zastanawiać. To czysto ludzkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dowody faktu nie są potrzebne, żeby wczuć się w moja sytuację, bo sam fakt jest wystarczający. Czy znajomość dowodu zmieniłaby fakt? Nie. Rozumiem tę naturalną ciekawość kompletnego obrazu - pochlebia mi ona, ale... Są sprawy między dwojgiem, które wyłącznie między tym dwojgiem winny pozostać. Nawet ekshibicjonizm ma swoje granice:)

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger