14 stycznia

O wczorajszej rozmowie z przyjacielem

Pogadałem wczoraj dwie godziny z moim przyjacielem Arturem telefonicznie. Jest muzykiem, kolegą z roku Pawła i jednym z moich najbliższych przyjaciół. 28 grudnia, kiedy ja bawiłem z Modrookim na koncercie kolędowym, On bawił publiczność szczecińską koncertem. Na pokoncertowym bankiecie spotkał Szarookiego. Znali się z okresu, kiedy byłem z Szarookim i nawet się polubili. Artur mówił, że Szarooki był miły i serdeczny - pogadali sobie chwilę miło. Szarooki zwierzył mu się, że planuje w sierpniu wyjazd do Paryża na trzyletni kontrakt. Potem, jeśli będzie chciał, będzie mógł przedłużyć kontrakt, bądź też wrócić do Szczecina na to samo stanowisko. Powiedział, że nic poza pracą go w Szczecinie nie trzyma, więc ten wyjazd do Paryża może być fajną odmianą. Nic poza pracą go nie trzyma… Artur mówił, że Szarooki wygląda świetnie – trochę mu się skronia przyprószyły siwizną, co dodaje mu tylko męskości i urody. W relacji Artura jedno mnie zastanowiło. Powiedział mianowicie, że Szarooki zmienił się i nie jest już tym radosnym, wesołym chłopakiem, jakim był niegdyś. Odpowiedziałem, że zmieniamy się wszyscy, bo przecież czas nie stoi w miejscu. Powiedział na to, że to nie to, że jego zdaniem to ta nasza historia zmieniła Szarookiego tak, jak zmieniła mnie. Może. Kochaliśmy się i zostaliśmy rozdzieleni - coś takiego zostawia ślad. We mnie pozostawiło, więc w nim również mogło. Tak sobie pomyślałem… Znam go trochę. Te jego przeprowadzki najpierw do Szczecina, a w tym roku do Paryża… To forma ucieczki przed samotnością? Wydaje mi się, że tak. Mój piękny Szarooki. Samotny z tak niesamowitą powierzchownością i jeszcze bardziej niesamowitym wnętrzem. Dlaczego? Wydaje mi się, że jest ofiarą własnej dekoracyjności. Potencjalni absztyfikanci postrzegają go przez pryzmat jego powierzchowności, akcentując tę jego fizyczną atrakcyjność, a to go zniechęca, bo on nie lubi takiej redukcji. I cynizmu. Płaszczyzna fizyczna jest dla niego bardzo ważna, jak dla każdego człowieka, ale kluczowa jest dla niego płaszczyzna emocjonalna - poczucie bycia zrozumianym, wyczutym, ciepło, akceptacja i poczucie bezpieczeństwa. Komfort emocjonalny jest dla niego warunkiem sine qua non do budowania relacji. Jest człowiekiem głęboko wierzącym, więc też nie prowadzi się lekko. Nie będę się nad tym rozwodził, bo myślę, że takie określenie będzie wystarczające: on nie uprawia seksu – on się kocha. Pod pewnymi, zasadniczymi względami, jesteśmy tacy sami i chyba dlatego było nam ze sobą tak dobrze.
Artur w tej krótkiej rozmowie z Szarookim wspomniał o mnie. Przy powitaniu powiedział mniej więcej coś takiego: „Mariusz! Kopę lat!”. Na co Mariusz powiedział, że rzeczywiście trochę czasu minęło odkąd widzieli się ostatnio. Na co Artur wypalił: „No, ostatnio widzieliśmy się u Adama”. Szarooki powiedział: „Tak…”.  Spuścił wzrok i dodał: „To były piękne czasy”. A powiedział to, zdaniem Artura, z tym szczególnym uśmiechem. „Tak uśmiechał się tylko do ciebie” – zrelacjonował mi Artur. 
Rozumiem tę jego potrzebę zmian. Oprócz ewidentnych korzyści dla jego rozwoju zawodowego, jest to całkiem skuteczny sposób na ucieczkę przed samotnością. Takie radykalne zmiany wymagające reorganizacji życia, dość efektywnie odwracają uwagę od samotności. Z drugiej jednak strony… Myśl, że będzie jeszcze dalej ode mnie…


Dlaczego „Wokaliza” Rachmaninowa i dlaczego w wykonaniu Kiri Te Kanawa? Bo obaj ją uwielbiamy i jej interpretacja „Wokalizy” to cały poemat. O miłości.

Na koniec pozwolę sobie zarekomendować blog Gościa, który mnie wczoraj odwiedził i którego rewizytowałem. Fajnie Chłopak pisze - wyraziście, jędrnie i czasem kolokwialnie. Podoba mi się jego szczerość.  

7 komentarzy:

  1. Jestem jędrny - miło mi ;) a widze, że twój kolega to jak ja - wieczny obieżyświat.
    Mi przynajmniej ilość zer po przecinku na koncie się dzięki temu zgadza, ale słabe to strasznie na dłuższą metę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On ucieka przed samotnością, a Ty przed czym?

      Usuń
  2. Prosząc we francuskiej kawiarnii o herbate, nie znajac francuskiego- po angielsku dopiero sie czlowiek czuje samotny ( procz Paryza, wiekszosc francuzow i angielski to odlegli znajomi)
    Ja nie uciekam przed niczym, raczej odkrywam i doswiaczam do czerwca przynajmniej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wierzę, bo nie znam j. francuskiego. Szarooki zna biegle, więc nie będzie miał tego problemu. Znaczy się kolega student i odkrywca. Studia... Dwadzieścia lat temu zbliżałem się do pierwszej sesji. Studia to piękny czas

      Usuń
    2. “prócz Paryża...” - przekonanie graniczące z pewnością. Niemal czternaście lat temu tak sądzić można było, ale owa pewność okazała się być kolejnym z dopuszczonych do siebie stereotypów. Ciekawa jestem, który z rejonów dostarczył dowodów na podtrzymanie tego przeświadczenia.
      atka

      Usuń
    3. Calais (północ Francji) spędziłem tam 5 miesięcy i spotkałem maksymalnie 10 osób, z którymi mogłem swobodnie rozmawiać po angielsku, Lille - tam już było lepiej ze względu na uniwersytet, ale zapuszczając się do miejsc takich jak Dunkierka, czy okolice Maryslii, bez francuskiego jest bardzo ciężko. Nie jestem stereotypowym człowiekiem i piszę na podstawie własnych doświadczeń , pozdrawiam ;)

      Usuń
    4. Nasze doświadczenia z Lyonu i okolic ( szeroko pojmowanych) mówią innym głosem niż Twoje. Podejrzewam, iż ów rozdźwięk jest wypadkową nie tylko rozbieżności terytorialnej, ale w dużej mierze wynika z rodzaju naszych kontaktów ... i tak być powinno, bo inaczej jaki byłby sens podróżowania, poznawania, smakowania ... :)
      atka

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger