12 stycznia

O zinwentaryzowaniu

Śnił mi się Szarooki tej nocy. Niby wszystko w tym śnie było ok, ale oczy miał, nie wiedzieć czemu, niebieskie a nie szare. To musiał być jakiś surogat Szarookiego! Zinwentaryzowałem w myślach szczegóły Szarookiego (strasznie mi się podoba to  wyrażenie) i oto, co mi wyszło:

  1. Blizna nad prawym łukiem brwiowym - niemal niewidoczna pozostałość po bliskim spotkaniu ze schodem w wieku lat trzech; lekarz założył „cy sfy”, jak wtedy opowiadał wszystkim dumny ze swojej dzielności, choć tak naprawdę darł się na pogotowiu tak, że pół miasta słyszało.
  2. Lekko cofnięta lewa górna dwójka – maleńka niedoskonałość w doskonałej twarzy.
  3. Blizna na brodzie – druga maleńka twarzowa niedoskonałość, nabyta na lodowisku w wieku ośmiu lat, dwa szwy założone na pogotowiu; łzy się lały obficie – mama obiecała, że tego nie zdradzi nikomu, nawet tacie.
  4. Blizna na wewnętrznej stronie lewej dłoni, czterocentymetrowa – druga ozdoba nabyta w wieku lat ośmiu w krzaczorach koło domu, od rozbitej butelki; chirurg założył na tę ranę kilka szwów - znowu obficie łzy się lały – tato (tym razem) również obiecał, że nikomu tego nie zdradzi, nawet mamie.
  5. Blizna na palcu wskazującym lewej dłoni, centymetrowa – pozostałość po niefortunnym krojeniu pomidora w ręku, w wieku lat dwudziestu, założony jeden szew.
  6. Maleńki pieprzyk, którego widywałem tylko ja, choć potem może jeszcze ktoś...
  7. Blizna na prawym kolanie – ozdoba zyskana w wieku siedmiu lat, kiedy pędząc ze szkoły do domu przewrócił się i walnął kolanem w wystający kamień; był już we własnym mniemaniu duży, więc choć bolało bardzo i łzy się cisnęły do ócz, powstrzymał płacz - wyć zaczął dopiero jak zamknął za sobą drzwi domu; Mama kolano opatrzyła i utuliła małego płaczącego twardziela.
Podobnie było wiele lat później, kiedy drżał o życie bardzo chorego taty. Był wtedy niezawodnym oparciem dla niego, wystraszonej mamy i młodszego brata, głową rodziny w zastępstwie za tatę. Trzymał ich wszystkich w pionie, dodawał odwagi, o wszystko dbał, wszystkiego pilnował. Był bardzo dzielny i nie okazywał lęku najbliższym. W ciągu tych dwóch dni nie widzieliśmy się, bo cały czas po pracy spędzał w szpitalu u ojca. Zapytałem, czy mógłbym coś dla niego zrobić, jakoś pomóc. Podziękował i powiedział, zgodnie z prawdą, że w szpitalu pomóc nie mogę. Dodał, że to, że może zadzwonić do mnie o każdej porze i porozmawiać, jest dla niego wielką pomocą. Mieliśmy zatem telefoniczną gorącą linię i często dzwonił, żeby mnie informować i otrzymywać wsparcie, którego bardzo potrzebował. Nie ukrywał przede mną swojego lęku przed tym, co mogło się stać. Szczęśliwie wszystko skończyło się dobrze. Przyjechał do mnie wymęczony, z wpadniętymi, podkrążonymi oczyma, zamknął za sobą drzwi, a ja objąłem go i przytuliłem policzek do jego policzka, tak jak lubił najbardziej. Czułem jak drżał, bo spadło z niego całe to napięcie z tych pełnych strachu dwóch dni. Tamtego dnia to ja utuliłem dużego drżącego twardziela...

Dla Ciebie Mariusz 


4 komentarze:

  1. Inwentaryzacja wszystkich tych, dech zapierających cudowności, niekiedy bardzo pomaga.
    Mieć wsparcie w Ukochanym - bezcenne.
    Oby już niedługo:).

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm... chlopaki nie placza, oni rycza. 'Mezszczyzna' nie placze, nie ma czasu, trzyma w pionie zbyt wiele... hmm.
    Dobrze, ze nam o tym nie opowiedziales. :)))
    Kolor oczu moze sie zmieniac... reszta ... zreszta tez. Czasem zielone jest szarym, niebieskie jest szarym, dzien sloneczny potrafi byc dla kogos szarym, dzien bez niego, Szarookiego, tez moze byc ... szare...
    Ladnie opowiadasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Echo. Słusznie zauważyłaś rozrost analogii

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger