04 stycznia

Zaklinanie rzeczywistości

Modrooki.
Prosił, żeby intensyfikować kontakt, ale najwidoczniej zapomniał dodać, że to ja mam intensyfikować, a on będzie jedynie odpowiadał krótkimi komunikatami. Narzuciła mi się myśl, że jestem tylko opcją. Nie chcę być opcją. Czy to źle? Przypomniało mi się powiedzenie Szarookiego: Nie czyń priorytetu z kogoś, dla kogo jesteś tylko opcją. Mądre. Czekam, co będzie dalej.

Szarooki
Uświadomiłem sobie dzisiaj, że trochę zaklinam rzeczywistość. Wszystkie te deklaracje pojawiające się na blogu dotyczące mojego uporządkowywania się to nie do końca prawda. Tak, staram się uporządkowywać, myśleć pozytywnie, łapać dystans i właściwe proporcje. Właściwe, czyli jakie? Pozbierałem się. Radzę sobie. Żyję i funkcjonuję normalnie. Ruszyłem do przodu. Jednak wciąż noszę Szarookiego pod skórą i bardzo wiele tego co mnie otacza, z czym się stykam, przypomina mi jego. Te analogie nie są zależne od mojego chcenia, czy niechcenia – po prostu są. Tęsknota za nim nie jest już we mnie wartością stałą – pojawia się i znika, zaostrza się i łagodnieje. Jednak to wciąż dynamiczna tęsknota, czasem, tak jak dzisiaj, dokuczliwie piekąca. To nie jest tylko tęsknota. To bezpańskość, jałowość, poczucie pustki i deficyt nadziei. Mimo wszystko powoli idę do przodu. On również. Szybciej ode mnie, bo podjął radykalne działania i wyjechał na drugi koniec Polski, żeby zmienić swoje życie. Bo tu, w tym naszym mieście, był nieszczęśliwy. Również z mojego powodu. Dobrze, że ruszył do przodu, bo szkoda życia na żale, na tkwienie w przeszłości. Przeraża mnie wizja siebie samego za dwadzieścia lat, zgorzkniałego i wyrzucającego sobie to, że życie przeciekło mi przez palce „o niczym’, bo zbyt byłem zajęty żalem, żeby żyć. Wiele się zmieniło od naszego rozstania. Zniknęła katorżnicza martyrologia, a to bardzo wiele. Jedna rzecz się jednak nie zmieniła – ja ciągle go kocham. Rozstaliśmy się nie z powodu deficytu miłości, ale z innych względów. Nie chcę o przyczynach pisać, bo musiałbym pisać o jego sprawach, a tego nie zrobię, bo jestem i zawsze będę wobec niego lojalny.
Pisanie o nim to forma mojego żegnania się z nim. Użyłem słowa „żegnanie” z wewnętrznym oporem. Nie wiem, jak długo to żegnanie się z nim potrwa. Nie mam pojęcia. Ważne jest jednak to, że pomimo wewnętrznego oporu, ten proces się toczy. Zadziwiające, jak wiele siły w sobie mamy i jak wielkie zdolności adaptacyjne.

6 komentarzy:

  1. Nie czyń priorytetu ... – sama często powtarzam tę maksymę, karmię się nią, ale życie życiem ... i tak w brew rozsądkowi nieustannie wkładam palce w zatrzaskujące się drzwi, bo łatwiej i przyjemniej patrzeć anielskiej nadziei w oczyniż smutnej prawdzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak. zobaczymy jak bedzie w sobote, bo moze to typ intensyfikujacy tylko w osobistym kontakcie?

      Usuń
    2. Oby mu się optyka do soboty zmieniła, oby... :)

      atka

      Usuń
    3. Zobaczymy, aczkolwiek szczerze mówiąc jestem sceptyczny

      Usuń
    4. Czyli lepiej być mile zaskoczonym, niż niemile rozczarowanym - też jakaś metoda.
      Założyć zawsze możesz, iż najgorszym wypadku koncert sam w sobie będzie miłym oraz satysfakcjonującym uwieńczeniem sobotniego dnia ( o ile Modrooki na nim nie przyśnie ... )
      atka

      Usuń
    5. Staram się podchodzic do tego pragmatycznie i nie projektować moich subiektywnych odczuc na niego, bo te moje subiektywne odczucia wcale nie muszą pokrywac się z jego odczuciami czy chęciami. faktem jest, że on nie czuje potrzeby budowania wirtualnego kontaktu, ale dopiero w sobote, o ile stawi sie na ten koncert,, bo ja bede na pewno, okaże sie czy w osobistym kontakcie jego zapał osłabł, a moze nawet całkiem sie ulotnil. Zachowuje wiec spokoj:)

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger