07 marca

Maraton filmowy

Zafundowałem sobie dzisiaj maraton filmowy dla odprężenia. Kiedyś, dawno temu, byłem kinomaniakiem bywającym w kinie trzy razy w tygodniu. Moja kumpela pracowała na bramce w kinie i miałem dzięki temu bilety pracownicze, dużo tańsze od normalnych, więc mogłem szaleć:-) Po pojawieniu się mody na przekąszanie w trakcie seansu przeniosłem kino do domu, bo strasznie wkurzało mnie to szeleszczenie, ciumkanie, mlaskanie i siorbanie. Do dzisiaj mnie wkurza i dlatego muszę mieć naprawdę dobrą motywację, żeby kino odwiedzić. Szarooki podzielał mój brak entuzjazmu dla kinowej mody na przekąszanie, więc w kinie bywaliśmy stosunkowo rzadko, preferując domowe seanse. Odświeżyłem sobie po latach kilka fantastycznych filmów, wśród nich numery 1 Szarookiego i mój, obejrzałem też jeden całkiem świeży, bo z ostatnich tygodni.

"Angielski pacjent" (tyt. oryg. The English Patient) film z roku 1996. Numer 1 Szarookiego. Uwiodła Go w tym obrazie historia wielkiej miłości. Ja miałem z tym filmem problem, bo jak pierwszy raz go oglądałem, miałem wrażenie pewnych dłużyzn, które zakłócały mi narrację i to mi trochę przeszkadzało. Po obejrzeniu zrecenzowałem ten film myślą: „I ten film został obsypany Oskarami? Za co?”. Po kilku latach dość sceptycznie podszedłem do propozycji Szarookiego, żeby sobie ten film razem obejrzeć. Zapowiedział go jako swój numer 1, czym również trochę się zdziwiłem, pamiętając moje mocno średnie wrażenia. Jednak, żeby nie robić Mu przykrości, pomysł na seans z "Angielskim pacjentem" chętnie podjąłem i obejrzeliśmy. Nie wiem, czy to obecność Szarookiego, czy moje zaangażowanie w film (pewnie jedno i drugie) sprawiły, że odkryłem ten obraz na nowo. To nie jest film relaksacyjny do obejrzenia sobie ot tak bez zaangażowania. Żeby docenić jego walory trzeba pozwolić się uwieść nieśpiesznej narracji, a do tego trzeba skupienia. Zdjęcia zapierające dech w piersiach, no i absolutnie przepiękny Ralph Finnes. I Juliette Binoche, którą bardzo lubię. Choć ten film nie jest moim numerem 1, nawet do mojej pierwszej dziesiątki się nie załapuje, to jednak mam do niego stosunek szczególny.  

"Dom dusz" (tyt. oryg. The House of the Spirits), film z 1993 roku. Mój absolutny, niekwestionowany numer 1. Dlaczego? Z każdego możliwego powodu. Wymienię tylko te dla mnie najważniejsze: genialne kreacje aktorskie Maryl Streep, Glenn Close, Wynony Ryder, Jeremiego Ironsa, Vanessy Redgrave, świetny scenariusz i reżyseria Bille Augusta, genialne zdjęcia Jörgena Perssona. Zachłysnąłem się tym filmem, kiedy obejrzałem go po raz pierwszy i tak mi już zostało. Film trudny - poetycki, ale też chwilami cyniczny i brutalny. Genialny. 

"Gosford Park" Roberta Altmana z 2001 roku z genialnymi kreacjami Maggie Smith, Helen Mirren oraz Michaela Gambona. Fascynujący film, w którym najważniejsze dzieje się na drugim i trzecim nawet planie. Film trudny, wymagający koncentracji, bardzo altmanowski, niejednoznaczny, chwilami cyniczny, wielowarstwowy, wielowątkowy, misternie utkany. Genialny. Mój numer 2, który zawsze oglądam oczarowany.

"Jasminum" Jana Jakuba Kolskiego z 2006 r. Piękny, poetycki, klimatyczny, ciepły, „pachnący” film. Świetnie poprawiający nastrój swoim optymizmem, piękną scenografią, pięknymi zdjęciami i wspaniałą kreacją Janusza Gajosa. 

"Senność" Magdaleny Piekorz z 2008 roku. To film, z którym mam problem. Bardzo dobry, świetny nawet. Jednak dla mnie bardzo osobisty. Bo o letargu egzystencjonalnym. Czyli czymś, co nie jest mi obce. Film trójwątkowy, gdzie każdy wątek jest przedstawiony w innej stylistyce. Chwilami nieco szablonowo, ale to nie przeszkadza. Niezła Małgorzata Kożuchowska, nadekspresyjny Michał Żebrowski (ma cudowny głos), mdły Krzysztof Zawadzki, ciekawy Rafał Maćkowiak i znakomita Dorota Pomykała. 

"Pięćdziesiąt twarzy Greya" (tyt. oryg. Fifty Shades of Grey) z 2015 roku. Tak, tak, wiem. Pisałem, że nie zamierzam obejrzeć, a jednak obejrzałem (w necie), bo chciałem zrozumieć, o co chodzi z tym szumem wokół tego filmu i wyrobić sobie swoje własne o nim zdanie. Będzie ono krótkie: kto nie oglądał, niech sobie odpuści, bo nie ma w tym filmie niczego, na co warto byłoby poświęcić dwie godziny życia. Nawet dekoracyjność Jamiego Dornana i jego fajny zadziec, ani to, że porusza się (chodzi) podobnie jak Szarooki, nie rekompensują fabuły zmierzającej donikąd, braku dynamiki, wygłaszanych frazesów, banału i słabego aktorstwa. Tzw. "babskie" kino kojarzyło mi sie dotąd z jędrnymi, soczystymi, świetnymi obrazami, takimi, jak "Pożegnanie z Afryką", "Diabeł ubiera się u Prady", "Czekolada",  "Co się wydarzyło w Madison County- że wymienię te, które pierwsze przyszły mi na myśl - a "Pięćdziesiąt twarzy Greya" to tandentny mózgotrzep. I tyle.

Update 08.03.2015 godz. 11.26

Przy okazji polskiej premiery w mediach trochę zaszumiało o jakoby bardzo odważnych scenach erotycznych. Rzeczywiście są dość odważne, ale przy tym takie tandetnie banalne. Nie pomógł goły super-tyłek Dornana, ani wyskubane łono Dakoty Johnson. Na koniec taka osobista refleksja: dobrze, że to wybitne dzieło obejrzałem w domu a nie w kinie, bo w oszołomieniu, jakiego po obejrzeniu doznałem, nie wiem, czy potrafiłbym do domu trafić:-)

21 komentarzy:

  1. A miałam Ci przy tamtym poście napomknąć, aby Cię nigdy nie pokusiło sięgnąć po ten film. Trylogię „Pięćdziesiąt odcieni” kupiłam skuszona promocją w Empiku. Zdołałam przebrnąć przez dwieście stron pierwszego tomu. W efekcie cała trylogia znalazła swój nowy dom w wiejskiej bibliotece. Za namową ślubnego film jednak oglądnęłam w minioną niedzielę … i … i dobrnęliśmy do końca wciąż łudząc się, iż COŚ się jednak wydarzy…
    A na maratony noce nie chadzałeś do kina ? Swego czasu ( sprzed ery multipleksów) stanowiły bardzo popularną rozrywkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trylogia? Może powstaną następne dwie części filmu? Pięćdziesiąt twarzy Greya i wszystkie identyczne:))))))))))))))))))))))))))))

      Usuń
    2. Jakie identyczne !! Kolejna ma być mroczniejsza … :))))

      Usuń
    3. Zatem autorka książki od zabaw sado-maso przeszła do zoofilii i nekrofilii? Masakra

      Usuń
  2. O matko i córko, naprawdę Greya obejrzałeś, a to w ramach jakiegoś pokutnego umartwiania się?;-))))

    Co do reszty to tak 'Dom dusz' - zdecydowanie doskonały film, no ale nie mogło być inaczej, bo książka też jest świetna.
    'Gosford Park' - lubię, ale to nie jest film, do którego często wracam.
    Jak średnio lubię filmy Kolskiego tak 'Jasminum' należy do moich ulubionych,
    a rola Gajosa - rewelacyjna. Natomiast 'Angielski pacjent' to nie moja bajka, nie podobał mi się i bardzo mnie zmęczyło oglądanie jego, które zresztą odbyło się w ratach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę przyznać, że obejrzenie go było pewnego rodzaju perwersyjną przyjemnością, bo mogłem sobie werbalizować moje wrażenia w trakcie, wzdychając: "o matko, nie wierzę, nie wierzę, że to oglądam", po każdej co bardziej żenującej scenie, albo "nie no, to jest po prostu dno":)))))))))))))))0

      Usuń
    2. A w kolejnych częściach będzie jeszcze gorzej;-))))
      No, ale czego można się spodziewać po fanfiku do 'Zmierzchu', o to jest dopiero dzieło 'wybitne'. Próbowałam to przeczytać, ale głupota
      i grafomaństwo mnie pokonało;-)))))

      Usuń
    3. Czuję się ostrzeżony jeśli chodzi o sagę "Zmierzch" i nie sięgnę:)))))))))))

      Usuń
    4. Przed Greyem też ostrzegałam, ale widać jak mnie posłuchałeś;-))))))

      Usuń
    5. Chciałem zobaczyc goły tyłek Dornana:)))))))))))))) Patrz update w dole posta

      Usuń
    6. A czy ja nie wspominałam, że ten tyłek to lepiej w The Fall obejrzeć, traumy byś uniknął;-))))
      A tak już nic nie będzie takie same;-))))))))))))))))
      No ale ja Cię bardzo proszę, w którym miejscu te sceny są odważne?
      Szmirowato skręcone, a można było coś z tego interesującego wyciągnąć.

      Usuń
    7. Wspominałas, wspominałaś, ale ja to właśnie taki durny jestem:)

      Usuń
  3. Trylogia?! Znaczy jeszcze "100 twarzy Greya" i "150 twarzy Greya"? >:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Noooo, ale póki co możesz spokojnie nynać , bo kolejna „Ciemniejsza strona …” ma podobno duży obsuw ;))))

      Usuń
    2. Tak, tak A. autorka spłodziła trzytomową i wierzę, że wszystkie trzy tomy sa równie wybitne, zatem kolejne części epopei Greya (pierwsza sprzedała się świetnie) na pewno zostaną sfilmowane

      Usuń
  4. Mózgotrzep, bo na ch(...)trzepa pewnie za słaby:)).
    Nie obejrzałam i nie mam zamiaru. Choćby dla zasady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. errata nie wierzę, po prostu nie wierzę, że to napisałaś ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha ha

      Usuń
  5. Wymieniłeś kilka naszych ulubionych filmów - DomDusz, Angielski Pacjent, Pożegnanie z Afryką - to nasz kanon na każdy romantyczny wieczór! Natomiast Senność bije wszystkie na łeb - znam ponad połowę dialogów na pamięć /a K. Zawadzki wg mnie nie jest wcale mdły, lubię go jako filmowego Roberta/. Polecam Ci jeszcze Pręgi w reżyserii M. Piekorz z Michałem Żebrowskim .
    Do tej serii filmów dodałbym jeszcze Anioły w Ameryce, Sheltera i Listy do M.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pręgi widziałem - dla mnie niezły, ale do jednorazowego użytku. Anioły w Ameryce - genialne. Shelter - nie moja bajka. Listy do M. - jeszcze bardziej nie moja bajka:)

      Usuń
  6. Przeoczyłem jeszcze jeden mój hit - Ostatni Mohikanin, z którego muzykę słucham prawie codziennie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatni Mohikanin - fajny, ale tez do jednorazowego użytku. choć muzyka rzeczywiście super

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger