04 marca

O obłaskawieniu c.d.

Pisałem całkiem niedawno o obłaskawieniu "Zmierzłej Heli". Pod takim pseudonimem bowiem pani Helena funkcjonuje w firmie, nie będąc tego świadomą. Wczoraj miało miejsce zabawne zdarzenie. Jak niemal każdego ranka, Helena z koleżanką myły podłogę w głównym holu. Żeby być precyzyjnym muszę dodać, że Helena bardziej dotrzymywała koleżance towarzystwa niż zmywała podłogę (ewentualnie nadzorowała gadając), bo to koleżanka jechała ze szmatą energicznie, a Helena tak sobie tę podłogę powolutku szmatą myziała, jakby od niechcenia. A że ze swoim ulubionym miejscem przy windzie rozprawiła się wcześniej, panie wykonywały czynności służbowe operując w pewnym od windy oddaleniu. Tak się złożyło, że do pracy wszedłem razem z trójką koleżeństwa. Byliśmy zagadani, więc zanim zdążyłem powiedzieć "Dzień dobry", Helena pomachała mi łapką i powiedziała donośnym głosem: "Witam panie Adamie. Dzień dobry". Dodała do tego jeszcze bonus, niezmiernie u niej rzadki, a mianowicie posłała mi promienny uśmiech. Ja również z uśmiechem powiedziałem: "Dzień dobry. Panie jak zawsze na posterunku. Miłego dnia życzę". "Miłego dnia panie Adamie" równie donośnie jak poprzednio odpowiedziała Helena i pomachała do mnie łapką po raz drugi. Wszedłem do windy wraz z towarzystwem. Trzeba było widzieć ich miny! Jeden z kolegów zapytał: "Coś ty Zmierzłej Heli zrobił, że taka dla ciebie miła?". Uśmiechnąłem się tylko i odpowiedziałem: "Na pewno nie to co ty, zważywszy, jak bardzo cię nie lubi". Helena nie cierpi tego kolegi i jak ma tylko okazję wyrazić swoją krytyczną opinię o jego kulturze i intelekcie, z prawdziwą radością to robi. Dlaczego? Helena, jak każdy człowiek, jakieś swoje ambicje ma i potrzebę bycia zauważoną. Potrzebę naturalną i oczywistą. A kolega nie mówi "dzień dobry" mijając ją. Błąd. Że o ewidentnych brakach w kulturze nawet nie wspomnę. Bo Helena mu się za to rewanżuje, jeśli ma tylko okazję. A z nią żartów nie ma. Wdanie się z nią w pyskówkę jest jak zderzenie z rozjuszonym bizonem. Pyskata jest, w pyskowaniu doświadczona, do tego prosty klim ma, a więc nie waha się wspomóc argumentacji grubym słowem. Ktoś tam kiedyś próbował, ale Helena rozszarpała jak papierową kukiełkę. Więcej prób nie było, bo nie wchodzi się w "dyskusję" z kimś, kto na ukłucie szpilką odpowiada uderzeniem topora. 

12 komentarzy:

  1. Opowieść o pięknej Helenie ma jak widzę ciąg dalszy;-)
    A nie mówiłam, że to będzie Twoja najlepsiejsza koleżanka za chwilę;-)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja kumpela Hela:))))))) NAwet się rymuje

      Usuń
  2. To teraz wierszem będziesz o Heli pisał?
    No, no;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ośmiozgłoskowcem, bo o Heli nie wypada inaczej:)

      Usuń
    2. Oj nie wiem czy to wystarczy. Wszak to taka znamienita postać;-)
      Heksametr daktyliczny byłby jednakowoż bardziej na miejscu;-))))

      Usuń
    3. Brzmi przerażająco, a zatem rzeczywiście będzie najwłaściwszy:))))))))))))

      Usuń
    4. Zapomniałam dodać - po łacinie tym heksametrem, po łacinie;-)

      Usuń
    5. No nie wiem Halinko, Helena mogłaby się poczuć urażona, bo łacina kojarzy jej się z grubym słowem, a nie Wergiliuszem:)))

      Usuń
    6. Choć to tylko moje domniemanie, bo może Helena jest miłośniczką poezji klasycznej? Hm... Nie. Na pewno nie:))))

      Usuń
    7. W takim razie zostaje Ci starogrecki. Za wzór masz Iliadę i Odyseję
      Nie ma lekko;-))))

      Usuń
    8. Myślę, że ta opcja byłaby najgodniejsza:))

      Usuń
  3. Zaczynam myśleć, że wszystkie Heleny są takie same...

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger