14 marca

O "Idzie"

Obejrzałem dziś „Idę”. Moje odczucia są ambiwalentne. Bardzo podobała mi się narracja, taki rodzaj medytacji, zamyślenia, przepięknie sfilmowanego. Zachwyciła mnie Agata Kulesza swoją kreacją Wandy Gruz. Stworzyła kapitalne psychologiczne studium kobiety wewnętrznie roztrzaskanej, zagubionej, samotnej, zgorzkniałej, cynicznej i głęboko nieszczęśliwej. Pawlikowski w warstwie wizualnej stworzył film subtelny, wyrafinowany, delikatny i zachwycający, w warstwie zaś fabularnej neutralny - nie stawia żadnych pytań, nie udziela żadnych odpowiedzi, niczego nie otwiera i niczego nie zamyka. Ta neutralność w moim odczuciu jest tego filmu słabością, bo sprawia, że film bardzo traci na ekspresji. Stwarza też zbyt dużą przestrzeń do domniemań, co w kontekście zaczepienia fabuły w konkretnym, bardzo bolesnym tle historycznym, jest, moim zdaniem, dość niefortunne. Odniosłem wrażenie, że fabuła jest tylko pretekstem dla kontemplowania obrazu, który przypomina pokaz slajdów fotografii artystycznej. Slajd przechodzi w slajd, kadr w kadr, ujęcie w ujęcie, nieśpiesznie, łagodnie. To wszystko ma zachwycać i zachwyca grą światła i cieni. Dużo gorzej jest z warstwą dźwiękową, bo dialogi chwilami znikają w zbyt mocno podbitym tle i to jest irytujące. Reasumując: „Ida” to zachwycający w warstwie wizualnej obraz. Tylko i aż tyle. W porównaniu jednak z wcześniejszymi nominowanymi do Oscara polskimi filmami („Ziemia obiecana”, "Noce i dnie", "Panny z Wilka", "Człowiek z żelaza") nawet ten wizualny walor „Idy” nie jest już taki oczywisty, fabuła zaś wręcz anemiczna. W takiej konfrontacji „Ida” jest… szara.

1 komentarz:

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger