09 kwietnia

O minięciu się na mieście

Minąłem się wczoraj na mieście z moim exem. Nie zauważył mnie lub nie chciał zauważyć. To bez znaczenia. Nie widziałem go kilkanaście lat. Powiadają, że przypadkowe spotkania exów są emocjonujące. Prawdę mówią. Poczułem tę ekscytację, ten wyrzut adrenaliny, jak go zobaczyłem. Trochę to absurdalne, bo przecież od wielu lat jest mi zupełnie obojętny. A jednak serce mocniej zabiło. Bardzo się zmienił – mocno przytył. To bardzo odległy ex, bo jeszcze z czasów studenckich. Bardzo ciekawy człowiek – bardzo inteligentny erudyta, do tego przystojny. Zafascynował mnie intelektem i urodą. Rzuciłem się w tę relację z całym entuzjazmem moich ówczesnych 24 lat. On miał wtedy 28. Trwało to kilka miesięcy i było prawie idealne. A przynajmniej bardzo chciałem, żeby takie właśnie było. Niby wszystko było fajnie, nawet bardzo fajnie, bo na płaszczyźnie fizycznej było super, na intelektualnej również, szwankował jednak jakiś element płaszczyzny emocjonalnej. Choć niby było super, to jednak nie byłem z nim szczęśliwy. Myślałem sobie: „Mam fajnego faceta. Jest inteligentny, przystojny, zaangażowany. Kocham go. Czego mogę chcieć więcej? Ja na pewno jestem szczęśliwy, tylko o tym nie wiem.”. Miotałem się, starając się znaleźć ten szwankujący element, żeby go naprawić, bo uwierał mnie i bolał. Zaklinałem rzeczywistość myśląc, że „na pewno jestem szczęśliwy, tylko o tym nie wiem”. Jednak któregoś dnia olśniło mnie. Powiedziałem mu, że go kocham. Nie pierwszy raz mu to powiedziałem i nie pierwszy raz nie otrzymałem jednoznacznej odpowiedzi. Zgrabnie wywinął się obracając wszystko w żart. Jednak tym razem nie odpuściłem i zapytałem go wprost, czy mnie kocha. Chciałem i musiałem to wiedzieć. Powiedziałem mu, że spotykamy się już kilka miesięcy, można uznać, że jesteśmy z sobą, więc z pewnością ma już wystarczającą ilość danych, żeby odpowiedzieć na to pytanie. Coś tam zaczął mówić, że jest nam z sobą tak dobrze, a chcę to zniszczyć żądając od niego deklaracji. Przerwałem mu zniecierpliwiony, mówiąc, że nie oczekuję od niego oświadczyn ani deklaracji ślubu! Powiedziałem, że chcę tylko wiedzieć, co do mnie czuje. Widziałem jak z sobą walczył czyniąc wysiłek, żeby powiedzieć: „Kocham cię”. Patrzyłem w ogromnym napięciu, jak otworzył usta, wziął oddech i już, już miał to powiedzieć, ale zawahał się i zamiast tego usłyszałem: „Zależy mi na tobie, wiesz o tym. Dobrze mi z tobą.”. „Nie kochasz mnie” - powiedziałem. Milczał. Byłem w szoku, bo chciałem, żeby zaprzeczył, a on... milczał. Uświadomiłem sobie wtedy, że to jest właśnie ten element, który tak mnie uwierał: on mnie nie kochał. Pożądał, tak, pewnie lubił, może nawet bardzo, ale nie kochał. Odkryłem, że pożądanie nie jest tożsame z miłością, że można z kimś być blisko jedynie go pożądając, nie kochając. Powiedziałem mu, że to za mało, że to nie wystarczy. Już nie. Posmutniał. Ja też. Ta konfrontacja mojego w nim zakochania z jego niekochaniem mnie, była dla mnie bardzo bolesna. Jednak dość szybko otrząsnąłem się i odzyskałem równowagę. Jacek… Mój pierwszy facet… Od czasu do czasu dochodziły mnie o nim jakieś wieści – został na swojej uczelni, dobrze się tam ustawił, był z kimś związany przez kilka lat, ale to się skończyło w dość nieciekawych okolicznościach. Czy obecnie kogoś ma, tego nie wiem. I szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie to. Choć dobrze mu życzę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger