01 kwietnia

O psim szczęściu i Heli

„Cham chamem, na wieki wieków amen” – jak mawia pani Zosia i ma absolutną, bezdyskusyjną rację! Wczoraj po raz kolejny przekonałem się o prawdziwości tych słów. Jak również o tym, że Eduardo ma bardzo poważną konkurencję. Zmaterializowało mi się albowiem ponownie chamstwo w czystej postaci, tym razem jednak, dla odmiany, żeńskiej...
Przyjechałem do pracy jak co dzień, a że miałem dużo czasu, usiadłem na sofie naprzeciwko wind, żeby zadzwonić do Mamy. Nie zdążyłem, bo przeszkodziła mi w tym kaskada wydarzeń. Wszedł nadszef z moją koleżanką, przywitał się, wymieniliśmy kilka kurtuazyjnych zdań. Kiedy konwenansom stało się zadość, nadszef wsiadł do windy, koleżanka razem z nim i pojechali. Po ich przejściu pozostał jednakże wyraźny ślad, ponieważ któreś z nich wlazło w psie szczęście i niosąc je pod butem, znaczyło nim każdy swój krok. Złapałem za telefon i zadzwoniłem do koleżanki – odebrała jeszcze w windzie. Podzieliłem się z nią tą sensacyjną wiadomością, sugerując przy tym, żeby przyjrzała się swoim butom. Albo butom nadszefa. Okazało się, że to ona miała to szczęście. Pod butem. Zadzwoniłem również do sekretarki nadszefa z prośbą o przysłanie siły fachowej, w celu profesjonalnego usunięcia z podłogi owej wątpliwej dekoracji. Wróciłem na sofę i miałem wreszcie zadzwonić do Mamy, ale znowu nie zdążyłem, bo… Winda zjechała, drzwi się rozsunęły… A ze środka wystrzeliła Hela jak rozwścieczona strzyga i… Odegrała czwarty akt „Toski”! Zrobiła taką scenę, że gdyby ją sfilmować, mielibyśmy kolejne Oskary, tym razem za film krótkometrażowy, scenariusz, dźwięk  oraz, co oczywiste, za pierwszoplanową rolę kobiecą! Hela, najwidoczniej rozwścieczona rozczarowaniem, że to nie płatki róż z podłogi sprzątać będzie, wzniosła ręce do nieba i dała upust swej wściekłości, wydzierając się, że ona „G… sprzątać nie będzie!”. Dramatyczna poza Heli z wzniesionymi w górę rękoma świadczyła o tym, że ów okrzyk to dopiero początek theatrum. Ze względu na ewentualnych klientów, którzy mogli się lada chwila pojawić, musiałem zareagować i przerwać ten efektownie zapowiadający się monodram:
- Pani Heleno, przecież coś takiego może się zdarzyć. Nikt tego specjalnie nie zrobił.
W tym miejscu muszę złożyć samokrytykę i przyznać, że popełniłem błąd - nie powinienem był być dla Heli miły, ponieważ uznała to za zachętę do spoufalenia się i wczoraj doświadczyłem tego skutków. Osoby jej pokroju, miłych ludzi postrzegają jako słabych i za takiego Hela mnie uznała. W odpowiedzi bowiem na moje słowa bluzgnęła taką wiąchą, że uszy mi zwiędły. Owym bluzgiem opisała światu osobę, która, żeby zrobić jej na złość – co do tego Hela nie miała żadnych wątpliwości - przyozdobiła podłogę tak efektownie! Nawet gdybym chciał, nie potrafiłbym powtórzyć po niej tej charakterystyki, bo niektórych użytych przez nią epitetów nie słyszałem nigdy wcześniej. Wyrzuciła je z siebie z szybkością karabinu maszynowego. Powiem tylko, że były to girlandy słownych obrzydliwości, którymi przekroczyła wszelkie możliwe granice i… obudziła drzemiącą we mnie zimną sukę.
- Zapomina się pani! Ja nie jestem pani kolegą! – powiedziałem lodowatym, nieznającym sprzeciwu głosem, kiedy Hela zapowietrzona zrobiła pauzę na wdech. Tak ją tym zaskoczyłem, że zamarła z otwartymi ustami. Po raz drugi w życiu ujrzałem, jak komuś, literalnie, szczęka opadła.
- Jest pani zatrudniona w firmie jako sprzątaczka! SPRZĄTACZKA – powiedziałem to drukowanymi literami - a nie rzecznik prasowy ani dyrektorka!
Hela szybko zaczęła się z zaskoczenia otrząsać, a wyraz jej twarzy wskazywał, że jeszcze wiele ma do powiedzenia. Nabrała powietrza z zamiarem kontynuowania swojej barwnej wypowiedzi, ale zdusiłem ten zamiar w zarodku:
- Proszę mi nie przerywać! Nie jest tu pani zatrudniona na stanowisku firmowej maskotki ani królewny, tylko SPRZĄTACZKI i sprzątanie należy do pani służbowych obowiązków! Nie reprezentacja, nie nadzorowanie koleżanek, nie zarządzanie zasobem ludzkim, ale SPRZĄTANIE! Proszę mi się tu nie wydzierać i nie rzucać mięchem, bo jest pani w pracy, a nie w jakiejś melinie!
Jak na zaprawioną w pyskówkowych bojach twardzielkę przystało, Hela nie zamierzała się łatwo poddać i znowu spróbowała wciąć mi się w wypowiedź, ale zdusiłem ponownie:
- Proszę swoje uwagi zachować dla siebie i zrobić to, o co proszę! Proszę zmyć te ślady, bo lada moment pojawią się klienci i jak to będzie wyglądało?! To jest polecenie służbowe!
Jest coś magicznego w słowach „To jest polecenie służbowe!”, bo wypowiedziane w odpowiedni sposób zawsze działają. Jak się okazało, na Helę również to zaklęcie działało. Doskonale wiedziała, że choć nie jestem jej przełożonym, to takie polecenie służbowe mogę jej wydać, więc zamknęła twarz i zmyła podłogę. Po czym ruszyła w stronę windy.
- W windzie podłogę też proszę umyć! – dogoniły ją moje słowa.
Nie odezwała się ani słowem, nie ośmieliła się. Łypnęła tylko na mnie złym okiem, załadowała się do windy i pojechała w górę. W trakcie tej podróży zmyła podłogę w windzie, bo jak kilka minut później do niej wsiadłem, podłoga była jeszcze mokra.
„Co to jest za zgaga! – myślałem jadąc w górę - Po co ona windą jeździ, skoro mogłaby dosiąść mopa i polecieć.”.
Hela, jak się później okazało, wyraziła swoje spostrzeżenia na mój temat do jednej z moich współpracownic. Jak łatwo się domyślić, nie były pochlebne. W ten oto sposób nasze pączkujące i jakże obiecujące kumpelstwo szlag trafił. Czy żałuję? Ani trochę. Całe to wczorajsze zajście skłania mnie do refleksji, że tak jak niektórzy celebryci są ambasadorami jakichś marek, tak Hela wraz z Eduardo są ambasadorami marki cham, całym niezmierzonym bogactwem swoich rozbuchanych osobowości tę markę ilustrując. I nie ma w tej refleksji nic dla nich obraźliwego, bowiem chamstwo to ich naturalny i ulubiony żywioł. 

7 komentarzy:

  1. mili ludzie są słabi, wielokrotnie za to dostawałem w dupę , dlatego powstał Atlu pruski kapral co potrafi wydać tylko rozkazy, ale nie wiadomo jaki ma humor

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Atlu pruski kapral? Hm... Brzmi tak... groźnie:))))))))))))))))

      Usuń
  2. Mnie niepokoi tylko jedno. JAK Hela tę podłogę "zmyła"? Przecież takie g(...) najpierw powinno się zebrać, potem ślad zdezynfekować, a dopiero na samym końcu zmyć ogólnie używanym mopem. Mam podejrzenie, że Hela po prostu zamajtnęła wszystko mopem jak leci, a potem tą sam wodą umyła inne powierzchnie. Na złość.
    Jak u nas ktoś na klatce takie ślady na klatce zostawił, poleciałam na parter z jednorazową szmatą i domestosem. Wolałam się "poświęcić" niż potem się zastanawiać, czy jakiś bezmózgowiec nie umył tą samą wodą np. drzwi od windy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hela to profesjonalistka, więc sprzątnęła profesjonalnie - czyli zamajtnęła mopem i nie zawracała sobie głowy żadną dezynfekcją

      Usuń
  3. Firmowa maskotka i królewna rozłożyła mnie na łopatki:)
    Matko jaki Ty groźny jesteś:)))))

    OdpowiedzUsuń
  4. Nasuwa mi się krótkie stwierdzenie- gówniana afera :D

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger