29 kwietnia

O tym jak archiwum wzięło się i znikło

Archiwum bloga wzięło mi się wczoraj i znikło! To zniknięcie nie było niestety sprawką jakiegoś wrogiego blogera, opętanego zazdrością o mój wybitny talent blogerski i chcącego w ten perfidny sposób wyeliminować konkurencję. Nie, nie. A szkoda. Bo dzięki takiemu zamachowi mógłbym się nadąć, napuszyć i poczuć kimś w rodzaju blogosferowego celebryty. Zamachu nie było, talentu blogerskiego również, więc nie ma też celebryctwa. Ech... Niestety nie mam na kogo zwalić wczorajszej awarii, więc ze wstydem muszę się przyznać, że to ja znikłem moje blogowe archiwum. Już opowiadam, jak tego dokonałem, a doprawdy bardzo musiałem się postarać, bo łatwo nie było! Postanowiłem wczoraj posprzątać trochę na blogu: popoprawiać błędy interpunkcyjne, ładnie wyjustować tekst tu i ówdzie. Coś mi jednak na mózg padło, bo zdecydowałem (o głupoto!) przenieść całe archiwum do roboczych. Zaznaczyłem ptaszkiem wszystko i... zamiast kliknąć w "Przywróć wersję roboczą" kliknąłem oczko dalej, czyli w kosz i bez czytania komunikatu (durnota jeden!) potwierdziłem komendę. Oczom moim po tych manewrach ukazała się pustka. Przywiązałem się do tej mojej blogowej pisaniny ilustrującej blisko roczną moją drogę, więc jak tę pustkę ujrzałem, chciałem w ramach protestu zapiszczeć, a że nie potrafię, mruknąłem tylko „O żesz f…k!”. Zaraz jednak przypomniałem sobie o backupie wykonanym wczoraj (normalnie jakby mnie coś tknęło!), zabrałem się więc za odtwarzanie archiwum bloga. Cóż, tu też nie wszystko poszło dobrze, bo nie wiem jakim sposobem, ale udało mi się aż trzy razy nieprawidłowo wpisać kod antyrobotowy (kretyn!) i zablokować sobie limit importu na bloggerze. Przewróciłem oczyma i pokiwałem smętnie głową nad swoją durnotą. Przemknęła mi przez głowę straszna myśl, że w ten oto sposób archiwum bloga szlag trafił i będzie biedak już zawsze taki bezarchiwalnie goły. Już miałem się uruchomić i przemówić do siebie jakimś grubym słowem, ale myśl, która mi się narzuciła, przeszkodziła mi w tym, skutecznie zamknąwszy usta mojemu wewnętrznemu oratorowi. Ową myślą była „Pomoc Bloggera”. Zwróciłem się do „Pomocy Bloggera” z uprzejmym zapytaniem i otrzymałem równie uprzejmą odpowiedź, że ta blokada importu, którą mojemu biednemu blogowi uczyniłem, nałożona została tylko na jeden dzień i potem import ma znowu normalnie działać, więc archiwum bloga będę mógł odtworzyć. Odetchnąłem. Wiem, wiem. Zniknąć archiwum własnemu blogowi to nieładnie. Niczym nie da się tego usprawiedliwić! Niczym! Poza roztargnieniem, które w tym przypadku to i owo usprawiedliwić jednak może. Byłem wczoraj u mojej fryzjerki i ostrzygła mnie na American Soldier. Bardzo fajnie. Jednak w mojej głowie kołatała się myśl, że za krótko. Wątpliwości dotyczące fryzury mogą rozkojarzyć i w konsekwencji wywołać całą kaskadę niezamierzonych zdarzeń i nie ma w tym nic dziwnego, nieprawdaż? Dziś już wątpliwości minęły, bo zwierciadło rano powiedziało, że image a lá American Soldier jest twarzowy. Potwierdziły to również koleżanki w pracy. A co do archiwum, to wzięło się i znalazło na swoim miejscu.

7 komentarzy:

  1. Za zrobienie backupu należy Ci się pochwała:)
    Bo reszta:))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))))

    OdpowiedzUsuń
  2. Za to jaki piękny widok....
    Uwielbiam Twój humor.
    Nie znikaj żadnym namolnym przyciskiem więcej. Proszę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Widok za tekstem...
    Ten w mojej rozbrykanej wyobraźni również...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widoczek gdzies z Alp szwajcarskich, z netu:)
      Widoczek w Twojej rozbrykanej wyobraźni? Naughty boy:)

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger