02 maja

Majówka

Zapachniał maj bzem i konwalią
już niosą miłość w lektykach
sen odszedł na bok
bo szkoda życia
gdy wszystko miłością rozkwita

Eligiusz Dymowski Majówka

- Mam jutro wolne. Może wyskoczylibyśmy gdzieś za miasto? – zapytał Szarooki patrząc na mnie w ten szczególny sposób, który sprawiał, że kolana mi miękły. Siedzieliśmy na tarasie naszej ulubionej knajpy. Zmierzchało, powietrze pachniało świeżą zielenią. To szczególny, niezwykły zapach unoszący się w powietrzu tylko w wiosenne pogodne wieczory.
- Świetny pomysł! – ucieszyłem się.
- Chcę Ci pokazać bardzo piękne miejsce.
- Jakie? – zapytałem zaciekawiony. Poznałem już jego kreatywność w wynajdowaniu ciekawych, pięknych miejsc.
- Zobaczysz jutro – uśmiechnął się. – Przyjadę po Ciebie, może o… - urwał, patrząc na mnie pytająco.
- No ja Ci nie powiem o której, bo nie wiem, dokąd zamierzasz mnie jutro powieźć.
- Bądź gotowy na 9.
- Ja będę. A Ty? – zachichotałem. Miał same zalety i tylko jedną wadę: często się spóźniał. Nie były to duże spóźnienia – kilka, maksymalnie kilkanaście minut. Zazwyczaj mieścił się w akademickim kwadransie. Na początku naszej znajomości trochę mnie to irytowało, bo ja jestem nadpunktualny, ale przywykłem.
- Dam radę – uśmiechnął się.
Następnego dnia, 2 maja, obudziłem się o 7 i radośnie wyskoczyłem z łóżka. Zrobiłem sobie deszczyk, ogarnąłem się, wysztafirowałem. Poranek był piękny, słoneczny i rześki, wyszedłem więc z kawą na balkon, usiadłem na leżaczku i delektowałem się kawą oraz – pamiętam doskonale – katalogiem Ikea. Słońce coraz mocniej operowało zapowiadając bardzo ciepły, może nawet upalny dzień. Wybiła 9 i… Cisza. Nauczony doświadczeniem nie śpieszyłem się i spokojnie się ubrałem. Założyłem biały T shirt oraz niebieskie dżinsy*. O 9.20 zadzwonił telefon: Szarooki obwieścił, że właśnie wyrusza i zaraz u mnie będzie. Wyszedłem więc poczekać na niego przed blokiem, w którym wtedy mieszkałem. Jazda zajęła mu trochę więcej czasu niż zwykle, bo nadjechał o 9.45. Wyskoczył z auta uśmiechając się przepraszająco. Świetnie wyglądał w granatowych dżinsach i białej koszulce polo z krótkim rękawkiem.
- Strasznie Cię przepraszam, że musiałeś czekać. Zajechałem jeszcze na stację zatankować - zabrał białą reklamówkę leżącą na fotelu pasażera. - Kupiłem wodę i parę batonów, gdybyśmy zgłodnieli w drodze.
- Pomyślałeś o wszystkim.
Uśmiechnął się zadowolony. Zapakowałem się do jego auta pachnącego wanilią i wyruszyliśmy na majówkę.
- Tak się cieszę, że spędzimy ten dzień razem! – pogładziłem dłonią jego udo.
- To było miłe.
- Naprawdę się cieszę.
- Ja też. TO było miłe…  – ujął moją dłoń i położył na swoim udzie.
Przez całą drogę skubałem szew jego granatowych dżinsów. Za każdym razem jak zabierałem dłoń, on kładł ją na swoim udzie ponownie.
Wjechaliśmy w Jurę Krakowsko-Częstochowską. Przepiękne tereny. Zajechaliśmy do kaplicy na wodzie w Ojcowie.



Zjedliśmy obiad w przyjemnej knajpie w pobliżu ojcowskiego zamku, którego ruiny odwiedziliśmy po obiedzie. 


Po obejrzeniu zamku ojcowskiego pojechaliśmy dalej do zamku w Pieskowej Skale. Absolutnie przepięknego. Jak z bajki. Zwiedziliśmy zamek, po czym usiedliśmy w kawiarni na bastionie, z przepięknym widokiem na okolicę, gdzie wypiliśmy kawę i posiedzieliśmy pod parasolem. Było gorąco i słońce operowało w zupełnie letnim stylu. Nie przeszkodziło to nam we włóczędze po okolicy. Pięknie tam jest. Bardzo pięknie. Warto tam pojechać o każdej porze roku, szczególnie zaś wiosną, kiedy przyroda cieszy oko świeżą, soczystą zielenią lub jesienią, kiedy lasy otaczające zamek oszałamiają feerią barw.








Włóczyliśmy się po okolicy do wieczora. Zaczęło robić się chłodno, a miałem na sobie tylko T shirt, bo założyłem optymistycznie, że bluza nie będzie mi potrzebna. Mariusz wyciągnął z bagażnika auta swój szary polar wożony "na wszelki wypadek". Włożyłem go. Pachniał nim. To sprawiło, że stałem się dziwnie spokojny i cichy w drodze powrotnej.
- Co taki cichutki jesteś? Stało się coś? – zapytał.
- Nic. Po prostu jest mi dobrze.
Uśmiechnął się do mnie, uścisnął moją dłoń leżącą na jego udzie, a w jego oczach było tyle ciepła...
Tamtej nocy, nasyceni sobą, leżeliśmy obok siebie i patrzyliśmy sobie w oczy. Pogładził dłonią mój policzek i powiedział, że mnie kocha. Pierwszy raz. Bardzo chciałem te słowa usłyszeć, bardzo też chciałem je wypowiedzieć. Wkrótce zasnął, a ja leżałem obok niego, patrzyłem jak spał, słuchałem jego spokojnego oddechu i ze szczęścia zasnąć nie mogłem.

Pamiętam wszystko z detalami: miejsca, zapachy, widoki, nasze dotknięcia, spojrzenia, słowa, nasz śmiech... Jakby to było wczoraj. Ten jego szary, za duży na mnie polar, mam do dzisiaj w szufladzie komody.
_______________________________
* Wciąż mam owe dżinsy, choć już ich nie noszę. Nie dlatego, że są za ciasne, nie. Są idealnie dopasowane! Tak idealnie, że próba przyjęcia w nich pozycji siedzącej, na skutek gwałtownego ucisku na różne strategiczne miejsca, spowodowałaby wybałuszenie oczu i mroczki oraz przejście głosu w falset. Zdecydowałem nie ryzykować. 

Wszystkie zdjęcia pochodzą ze stron:
oraz

11 komentarzy:

  1. Ależ romantyczna opowieść. Prosimy o więcej:)).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie zachęcaj Errato, nie zachęcaj:))))))))))))

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pięknych, ciepłych, nostalgiczych...

      Usuń
  3. Niesamowity wpis !
    My również dzisiaj wrzuciliśmy coś nowego, czy byłaby możliwość aby dostać twoją opinię na temat naszego wpisu lub całej strony ? Pisz tam, będzie łatwiej :) A tutaj przesyłam link do wpisu :)
    http://blondynkitezgraja.pl/scenki-bialowieskie-kolo-rysunkowe-spotkanie-nr-19/
    Tak pozatym napewno też Ci się spodoba nasza relacja z Pyrkonu :) http://blondynkitezgraja.pl/pyrkon-2015-relacja/

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudownie piszesz o Szarookim. Piękne wspomnienia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wspomnienia. Tyle mi po Nim pozostało...

      Usuń
  5. To sama przyjemność czytać tak miłe wspomnienia, do których serce powraca z utęsknieniem. Dziękuję, że zechciałeś się nimi podzielić.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger