09 maja

O wizytach w przychodni

Dobrze, że przyjechałem tutaj do Mamy, bo przypadkiem wygrzebałem wynik badania poziomu cukru mojej Mamy sprzed miesiąca, który był niepokojąco wysoki. Mama miała powtórzyć badanie, ale nie zrobiła tego. Odłożyła to w myśl zasady, że dopóki czegoś nie wiadomo, to tego nie ma. Zawiozłem Ją wczoraj do przychodni, żeby powtórzyć badanie, którego wynik okazał się jeszcze gorszy od poprzedniego. Skoro i tak byliśmy w przychodni, zdecydowałem (tak, ja zdecydowałem, bo Mama najchętniej by zwiała), że pokażemy ten wynik jej lekarce rodzinnej. Czekaliśmy na nią prawie dwie godziny. Nie dlatego, że taka była kolejka, bo czekaliśmy tylko my, ale dlatego, że pani doktor miała inne, ważniejsze od pacjentów sprawy. Spotkanie z księgową! W godzinach przyjmowania pacjentów! Siedzieliśmy pod gabinetem i słyszeliśmy ich rozmowę. Po godzinie czekania zapytałem pielęgniarkę w rejestracji, jak długo jeszcze mamy czekać? Odpowiedziała mi, że pani doktor zaraz przyjdzie, bo bierze lekarstwo. Nie wytrzymałem i roześmiałem się w głos. Zapytałem dlaczego nie ma innego lekarza, skoro dyżurująca lekarka jest niedysponowana? Wszak podstawowym wymogiem NFZ dla POZ jest zapewnienie opieki lekarskiej od 8 do 18. Piguła łypnęła na mnie złym okiem i powtórzyła, że pani doktor zaraz przyjdzie. Minęła druga godzina, wkurzyłem się i zapytałem ponownie, gdzie jest lekarz? Musiałem zrobić to takim tonem, że piguła poszła pogonić lekarkę i zniknęła w jej gabinecie na dłuższą chwilę. Lekarka też chyba słyszała, bo… Tu nastąpiła taka ściema, że z trudem powstrzymałem śmiech. Pani doktor kazała pigule owinąć rękę bandażem, za który zatknęła venflon, wysłała księgową na kawę i łaskawie nas przyjęła. W takiej kolejności. Ściema z bandażem i venflonem pierwsza klasa, dla uniknięcia awantury, ale nietrafiona, bo w jej gabinecie nie było stojaka do podwieszenia kroplówki. Nie sądzę, żeby trzymała kroplówkę w ręku nad głową przez 2 godziny, nie przypuszczam też, żeby za stojak do kroplówek robiła księgowa. Poczułem się tym faktem nieco zażenowany, ale zostawiłem to. Lekarka zdiagnozowała u mojej Mamy cukrzycę typu II insulinoniezależną. Postraszyła moją Mamę, że wynik jest tak zły, że kwalifikuje do hospitalizacji, co było nieprawdą. Ciekawe, czy owa pani doktor potrafiłaby poprowadzić cukrzycę? Domniemywam, że nie. Mama zdenerwowała się tak, że ciśnienie wystrzeliło jej na 180, co z kolei zdziwiło panią doktor. Nie zdzierżyłem i powiedziałem jej, że nie powinno jej to dziwić, skoro nastraszyła moją Mamę. Pani doktor, która jest w sumie fajną babką, kazała pigule w rejestracji zapisać moją Mamę na cito do diabetologa w tej przychodni. Na dzisiaj. Wracając do domu, słyszałem, jak Mama powiedziała do siebie: „Jak ja tę cukrzycę przeżyję?”. Wytłumaczyłem, że tak jak nadciśnienie. Dało się je opanować lekami i normalnie funkcjonuje – z cukrzycą będzie tak samo. Nawet jeśli będzie musiała sobie robić zastrzyki z insuliny, poradzi sobie. Po obiedzie wyciągnąłem Mamę w góry, żeby się trochę odstresowała. Przeszliśmy jakieś 12 km, trasą, którą kiedyś wędrowałem z Szarookim. Zatrzymałem się w miejscu, w którym leżeliśmy na trawie i rozmawialiśmy patrząc w niebo. Stanąłem, spojrzałem w dal i tamte uczucia wróciły na chwilę. Były cudowne. Jakby on stał obok i trzymał mnie za rękę… W drodze powrotnej wstąpiliśmy do pani Zosi, która jest w bardzo dobrej formie. To zasługa inhibitora wychwytu zwrotnego serotoniny. Bardzo przejęła się tym, że u mojej Mamy zdiagnozowano cukrzycę. Onegdaj pani Zosia również miała podejrzenie tej choroby. Nawet na tę okoliczność nabyła glukometr i paski, i od roku dzielnie mierzy sobie cukier raz w tygodniu. Hobbystycznie, bo cukrzycy nie ma, a podniesiony cukier okazał się chwilowym wahnięciem. Pani Zosia jednak nie zrezygnowała z przyjemności korzystania z glukometru  i zapisywania wyników pomiarów w kajeciku. Bo przecież może się przydać w przyszłości…
Dzisiaj byliśmy u diabetologa. Przemiła pani doktor spokojnie wytłumaczyła wszystko mojej Mamie. Na szczęście na razie insulina nie jest potrzebna. Odetchnęliśmy, bo chyba właśnie ta wizja autoiniekcji insulinowych stresowała moją Mamę najbardziej. Mnie też. Co prawda dopiero za miesiąc (codzienne pomiary cukru zdecydują) tak naprawdę się okaże, czy tabletki będą wystarczały. Czekając na Mamę, która po wizycie u diabetologa wstąpiła jeszcze wyedukować się u dietetyka, uciąłem sobie pogawędkę z lekarką rodzinną mojej Mamy, która w myśl zasady „pańskie oko konia tuczy” wstąpiła do przychodni rzucić okiem, czy biznes się kręci. Podeszła do mnie i zapytała, co z Mamą. Tłumaczyła się, że musiała postraszyć moją Mamę, żeby na przyszłość słuchała się lekarzy. Uważam, że to było niepotrzebne, ale zostawiłem to. Miło, że zapytała. 

8 komentarzy:

  1. Uważam, że lekarze pierwszego kontaktu to debilizm i wymysł funkcjonalny. Nie sprawdzają się tak samo jak definicja SORu. Są tylko formalną przepustką do systemu. Rzadko, bardzo rzadko zdarza się lekarz oddany sprawie, mądry, znający swoich pacjentów. Za każdego przychodnia dostaje około 10 zł ( w miarę zdrowego, sercowcy np wyceniani są na 25 zł ) zatem ilu ich trzeba mieć by opłacało się mieć przychodnię i na tym zarobić. Niestety biznes jest biznes i służba zdrowia też się tym kieruje. Punkty, obliczenia, kontrakty są ważniejsze niż idea. Bardzo to przykre ale dr Quinn u nas nie mieszka. Jak coś trzeba poradzić, pomóc, to ja bardzo chętnie, Nawet w kwestii glukometrów. Głowa do góry, cukrzyca jest do przejścia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Michaś dziękuję Ci bardzo. Glukometr moja Mama otrzymała od diabetologa gratisowo One Touch SelectMini. Jutro rozpoczynam szkolenie Mamy w pomiarach, bo w poniedziałek wyjeżdżam i będzie musiała sobie radzić. Jeśli będę miał jakieś pytania chętnie Cię zapytam, skoro pozwalasz:) Bardzo Ci dziękuję. Doceniam

      Usuń
  2. Jestem do usług :-) chociaż w kontekście rozmowy zabrzmiało głupio. Pozdrawiam serdecznie Mamę.

    OdpowiedzUsuń
  3. Myślę, że byłoby wskazane, żeby Twoja mama dobrze orientowała się w tym jak poszczególne produkty podbijają cukier, żeby należycie interpretować i na spokojnie znosić podwyższony wynik pomiaru. W przeciwnym razie będzie jej za każdym razem skakać ciśnienie.
    Nietrudno przeoczyć jakiś pokarm mocno podnoszący cukier, zwłaszcza, że wielu się wydaje, że najgroźniejsze są tu słodycze, a tymczasem rzeczy tłuste też potrafią potężnie namieszać. No i każdy organizm ze swoją cukrzycą reaguje jednak nieco inaczej - mama musi się tego / siebie nauczyć. Moja mama też to ma, najpierw na tabletkach, od kilku lat na insulinie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję MrA:) Mama została wczoraj wyedukowana przez dietetyczkę, glukometr też został już dziś opanowany. Jest ok i mam nadzieje, że tak pozostanie, jesli nie na stałe, to przynajmniej na jakiś, oby dłuższy, czas. Dzięki za wsparcie. Doceniam.

      Usuń
  4. Dobrze mieć syna, który trzyma rękę na pulsie... Pozdrawiam Adamie i uśmiechy dla mamy :) Ważne, że wszystko jest jasne i na dobrej drodze.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger