20 maja

Powierzchnia rzeczywistości

Jeżeli chodzi o przemieszczanie się, to w moim życiu zdecydowanie dominuje samochód. Jednak czasem - bardzo rzadko, bo do sportów ekstremalnych cóś mnie nie ciągnie - dla utrzymania się na powierzchni rzeczywistości przewiozę się tramwajem. Wczoraj był taki właśnie dzień. Pogoda piękna, 26o C. Ciepło. No właśnie… Jazda tramwajem w ciepłe dni to czysta masakra! Zaraz po wejściu do tramwaju powonienie zostaje porażone smrodem tak, że chciałoby się gromko zakrzyknąć: „Ludziska, na litość boską myjta się, bo śmierdzita tak, że oszaleć można!!!”. Fetor, jaki niektórzy za sobą ciągną, mógłby ocucić zemdlonego, po czym go na nowo z nóg zwalić. Flejtuchy! Tego nie da się wytłumaczyć biedą, bo mydło można kupić za niecałe 2 złote. Niestety ciągle jeszcze wielu hołduje zasadzie, że ”częste mycie skraca życie” i niestraszna im etykieta brudasa, która via powonienie sama się brutalnie narzuca. Na samo wspomnienie wczorajszej mojej tramwajowej ekskursji zbiera mi się na mdłości. Makabra!

13 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jestem podobnego zdania , ubrania noszone przez kilka dni.

      Usuń
  2. Zbyt rzadkie mycie, ale bardzie rzadkie pranie..
    Moje refleksje po wczorajszym dniu dotyczą nie tyle ludzi ile samej komunikacji. Poczciwe stare autobusy, w których można było otworzyć szeroko okno i zrobić przeciąg, zostały zastąpione nowoczesnymi, klimatyzowanymi..
    Szkoda tylko, że ta nigdy nie działa, tudzież kierowca oszczędza (?)
    I tak kisimy się w saunie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi sie ze człowiek umyty nawet w saunie nie bedzie wonial:))))))))

      Usuń
  3. A ja najczęściej przemieszczam się...pieszo. Po całym Poznaniu, ot co, nawet z jednego końca na drugi, bo uważam, że nic tak dobrego, jak własne nogi. Rzecz inna, gdy nie ma czasu ale...czasem idzie chociaż to rozplanować:) Ale nawet idąc sobie parkiem mam zapaszki a la tramawaj od panów żulów. Chyba rzecz nie do uniknięcia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez długi czas też chodziłem do pracy piechotą, jednak po przeprowadzce zrobiło sie za daleko, bo musiałbym wychodzić godzinę wcześniej. W zimowe poranki godzina snu mniej to dużo:) Żuleria parkowa to pikuś w porównaniu z tramwajowymi brudasami. Fetor ma się gdzie rozejść, stracić na mocy, a w zamkniętej przestrzeni tramwaju kisi się i wali jak obuchem

      Usuń
    2. No ja mam do pracy 20 minut jakoś, więc na to właśnie nie narzekam. Ale powiem ci, że jak była ładna pogoda i miałam iść gdzieś na uczelnię ( bo moja uczelnia to po całym Poznaniu porozrzucana, jakby nie patrzeć- szpitale) nawet i godzinę, to potrafiłam specjalnie wcześniej wstać:) Ale fakt, że zimą to wyjątkowo cenny czas :D
      Jasna sprawa, to tylko taka nutka która nieraz się ciągnie po prost, gdzieś tam przeleci, a nie sardynkowe kiszenie :D
      P.S. Masz linka którego chciałeś:)
      http://go-down-to-the-rabbit-hole.blogspot.com

      Usuń
    3. Dzięki za linka. Poczytam

      Usuń
    4. Gdybym miał do pracy choć pół godziny piechotą, chodziłbym dalej. Niestety piechotą wyszłoby obecnie trochę ponad godzinę, samochodem zaś 10 minut. rano ta godzina to bardzo dużo:)

      Usuń
    5. No ponad godzinę to już różnica. Widzę, wolisz się wysypiać. Ale to zdrowo, jak najbardziej :D

      Usuń
    6. Zimą z bólem zdzieram się z łóżka o 7 rano:)

      Usuń
  4. ja rzadko trafiam na dziwne zapachy w metrze, ale zdarzają się, niektóre czasami tak intensywne, że aż mój żołądek wywraca się na drugą stronę :]

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger