16 czerwca

Brązowooki (5)

- No cześć. Wiesz już? – zapytał mój przyjaciel Artur zaraz jak tylko odebrałem połączenie. Nie lubię takich jego wstępów, bo zawsze poprzedzają jakieś, rzadko dobre, rewelacje.
- O czym? – zapytałem z napięciem w głosie.
- A więc nie wiesz. Dowiedziałem się dzisiaj, a oficjalnie będzie wiadomo jutro: Twój Brązowooki wyjeżdża po wakacjach na studia zagranicę… - tu zawiesił efektownie głos.
- Mój Brązowooki? Bardzo chciałbym, żeby był mój, ale niestety nie jest. A gdzie wyjeżdża? No bo chyba nie do Paryża? Bo to już by było przegięcie…
- Nie. Do Włoch.
- Tyle dobrze – zaśmiałem się, choć trochę tak bez przekonania. – Nie mam nic przeciwko Paryżowi, ale wystarczy, że Szarooki tam zamieszka.
- Nie martw się. Za dwa lata wróci. Brązowooki znaczy. I znowu go porazisz swoim urokiem i czarem…
- Taa… Dobre słowo: porazić. Tak już jest z tym moim urokiem i czarem, że kogo nim porażę, spieprza tak, że Polski mu mało i w Europę uciekać musi…
- No aż tak to sobie już nie pochlebiaj – powiedział Artur śmiejąc się - Wiesz, że to nieprawda.
- Masz rację. Nie można uciekać przed kimś, kto nie istnieje. A ja przecież nie istnieję dla Brązowookiego.
- Tego też nie byłbym taki pewny.
- Myślisz?
- Kto go tam wie...
- Wątpię. Zresztą teraz to już nieważne. Wyjeżdża. Wróci najwcześniej za dwa lata. Po moim uroku i czarze za dwa lata nawet ślad nie zostanie. Będę zgrzybiałym starcem.
- Bzdury opowiadasz! Choć rzeczywiście, może lepiej o nim zapomnieć. Znasz wszystkie okoliczności. Być może mu się podobałeś, ale…
- Tak, wiem. Cieszę się, naprawdę się cieszę, że dostał szansę studiowania we Włoszech, poznania tego przepięknego kraju, jego kultury, zabytków. Jest zdolny, mądry, ambitny. Zasłużył na te studia. 
- Tak. A jednak trochę żal, co?
- Trochę żal, że przestaniemy się mijać. Choć nic z tego mijania nie wynikało, to jednak lubiłem go widywać. Żal mi, że pozostaniemy sobie obcy i to się nie zmieni.
- Nie mów tak, bo przecież nie wiesz, co może się w przyszłości wydarzyć. Może wasze drogi się skrzyżują?
- Może tak. A może nie. Wiesz, że jak wróci wyedukowany to awans dostanie na samodzielne stanowisko, być może eksponowane…
- Być może. Ale to może okazać się zaletą, a nie wadą. Wiesz… - zawiesił głos.
- Wiem… Gdyby  coś w nim zakiełkowało, coś by zrobił…
- To nie jest takie oczywiste. Znasz okoliczności…
- Tak. Trza będzie o nim zapomnieć.
- To bardzo rozsądny pomysł. Ale wiesz Adasiu, mój drogi przyjacielu, czasem życie pisze takie scenariusze, że ludzka wyobraźnia wysiada. Jeśli coś będzie miało się między wami wydarzyć, wydarzy się, bo sam los to sprawi. Nie martw się więc tym, że on wyjeżdża. Wróci. Zresztą znasz moje zdanie w kwestii Brązowookiego. To dobry chłopak jest, ale… może dobrze, że zejdzie ci z oczu. Nie myśl o nim.
- Kurczę Artur. To chyba jakieś fatum. Popatrz: Tomek wyjechał do USA, Szarooki do Szczecina, a teraz do Paryża, Brązowooki do Włoch… Fatum, jak w mordę strzelił. Każdy facet, na którego zwrócę uwagę, spieprza tak, że tylko kurz po nim zostaje.
- Fatum, sratum. Sorry Adaś, ale pieprzysz głupoty! – żachnął się Artur. – Wyjeżdżają i co z tego?! A skoro już mowa o wyjazdach, to nie koniec niusów…
- Aż się boję…
- Nie ma czego. Nie tylko Szarooki i Brązowooki wyjeżdżają. Ja też.
- Zagranicę? – zapytałem, chyba nie najweselszym głosem, skoro Artur zaśmiał się i powiedział:
- Niestety nie. Żegnam się z firmą i wyprowadzam się z Wrocławia. Wracam do Katowic…
- Wreszcie jakaś dobra wiadomość! – ucieszyłem się.
- Muszę wrócić i mieć cię na oku, mały.
- Cieszę się. Bardzo.

Brązowooki… Będzie mi brakowało tego naszego mijania się. Fajnie by było, gdyby zreanimował swój profil na fejsbuku i wrzucał tam czasem jakieś niusy o tym, jak mu tam na tych zagramanicznych studiach będzie. Chętnie luknę. Cieszę się, że został doceniony. To dobra zmiana dla niego. Szansa na rozwój.

Czy ja dla Ciebie zaistniałem, Brązowooki, czy tylko coś sobie uroiłem? Chciałbym to wiedzieć...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger