02 czerwca

O wizerunkowym samogwałcie i waginosceptycyzmie

Zatęskniłem za moją lekarką rodzinną i zapragnąłem ją odwiedzić. Niesiony ową tęsknotą wybrałem się wczoraj do przychodni. Po receptę na moją nocną zgagę, która powróciła była ostatnio. I to był zasadniczy powód mojej za lekarką tęsknoty. Ale mniejsza z tym. Zarejestrowałem się i usiadłem wśród kilkunastoosobowej gromadki ludzi. Szczęśliwie okazało się, że do mojej lekarki czekały tylko dwie osoby i ja trzeci, reszta towarzystwa - a w zasadzie towarzyszek - do ginekologa. Próbowałem pogrążyć się w egzystencjonalnym zamyśleniu, ale próba ta została brutalnie przerwana, bowiem… z sąsiedniego gabinetu wyszła… ZGROZA! Siejąc postrach! Zgroza owa miała z wyfarbowanych na rudo włosów ułożoną kunsztowną koafiurę na kształt hełmofonu z nastroszonym... hm... czymś, wylakierowaną tak, że żaden włosek samodzielnie drgnąć nie był w stanie, przez co cała koafiura sprawiała wrażenie, jakby wielkie, wściekle rude coś usiadło Zgrozie na głowie. Owe coś, będące mistrzostwem sztuki fryzjerskiej - jak mniemam wielokrotnie podrasowanym przez Zgrozę własną jej rączką, wprawnie i niezwykle hojnie posługującą się lakierem do włosów - było niezwykle trafnym zilustrowaniem powiedzenia o miotle porażonej piorunem. I to nie jeden raz. Pomyślałem sobie, że ta kobieta powinna mieć sądowy zakaz używania lakieru do włosów. Ta radosna moja myśl została ubita przez mój wewnętrzny niezwerbalizowany skowyt, kiedy właścicielka owej efektownej fryzury odwróciła się i... zaprezentowała mi się od frontu. Krew mi się w żyłach ścięła na chwilę! Już miałem się porwać i uciekać krzycząc: "Zgiń, przepadnij maro! A kysz!", ale włączyło się na szczęście racjonalne myślenie, podpowiadając mi, że to dzień przecież i to człowiek być musi, choć jak zombi wygląda. Uspokojony tą myślą, przyjrzałem się dyskretnie i lękliwie, acz uważnie... zjawisku. Bez żadnej przesady mogę powiedzieć, że dane mi było wczoraj ujrzeć, po raz pierwszy na żywo, królową botoksu i innych ostrzyknięć kolagenowo-hialuronowo-cholera-wie-jeszcze-jakich. Patrzyłem i nie wierzyłem własnym oczom, a w mojej głowie kołatała się myśl: Jak można zrobić sobie coś takiego!!! Zauważyłem kątem oka, bo zjawisko przykuło mój wzrok hipnotycznie, że nie tylko ja zostałem porażony tym widokiem. Wszystkie oczy w przychodni, jak urzeczone, odprowadziły tę postać od drzwi gabinetu do kontuaru rejestracji i z powrotem do gabinetu. Najzabawniejsza była reakcja jednej bardzo ciężarnej pani, której szczęka literalnie opadła na kolana i nie była w stanie nad tym opadem zapanować. Pierwszy szok się ulotnił robiąc miejsce refleksji, że ta postać kogoś mi przypomina.... Tylko kogo?... Hm… Zamyśliłem się głęboko przeczesując zasoby pamięci… Skąd ja tę postać znam?... I nagle mnie olśniło: toż to lekarka ginekolożka, która od lat przyjmuje w tej przychodni. Ale odmieniona niemal nie do rozpoznania. Do niedawna ładna, elegancka kobieta, mocno po pięćdziesiątce, a teraz postać strasząca zadziwiająca swoją ostrzykniętą botoksem, kolagenem i innym dziadostwem twarzą oraz potworną niebanalną fryzurą. Moje spojrzenie zawisło na moment na miejscu w jej twarzy, gdzie powinny były znajdować się jej usta. Nie było ich. W tym miejscu straszyły gigantyczne wary, napompowane kolagenem do absurdalnych rozmiarów, wyglądające jak przylepiony do twarzy osobny byt, uszminkowany na dodatek czerwienią w kolorze rajdowym! Również policzki wyglądały osobliwie, jakby opuchnięte. Całość sprawiała wstrząsające wrażenie, bowiem pani wyglądała tak, jakby oddała swoją twarz jakiemuś bokserowi do obicia (w miejsce worka treningowego), a skutki tego użycia (a raczej nadużycia!) pokryła jaskrawym, ostrym makijażem. Całości dopełniał ubiór w stylu młodzieżowym… Jeśli ta metamorfoza miała zwrócić na panią doktor powszechną uwagę, to spełniła swoje zadanie, bo jestem przekonany, że nie ma człowieka, który by się za nią nie obejrzał! Jeśli natomiast miała ująć jej lat, to… Cóż… W jej opinii cel został osiągnięty, bo sprawiała wrażenie bardzo z siebie zadowolonej. Nie dane mi było dłużej kontemplować tego oszałamiającego widoku, bo pani doktor w drodze powrotnej do swojego gabinetu, wyczytała z karty (usta jej zachlupotały przy tym, jakby przelewała się w nich wpompowana zawartość) nazwisko bardzo ciężarnej pani, która na to wezwanie dźwignęła swoją opadniętą szczękę z kolan, a następnie swoją ciążę i posłusznie za lekarką podreptała. A ja nie mogąc oderwać oczu od ust pani doktor, odprowadziłem je do drzwi gabinetu. A nawet jeszcze dalej. Po czym uświadomiłem sobie, że dopiero jak zniknęła z pola mojego widzenia, zacząłem ponownie oddychać. Nie tylko ja zresztą, bo siedzący obok mnie (bardzo przystojny) czterdziestoparolatek sprawiał wrażenie jeszcze bardziej ode mnie wstrząśniętego. To, co ta kobieta sobie zrobiła, to samogwałt na własnym wizerunku. Wizerunkowy samobój znaczy. Zgroza!
Przeczytałem dzisiaj gdzieś w necie: „Ja nie jestem gejem. Ja jestem waginosceptykiem”. Urzekło mnie to zdanie, szczególnie w kontekście mojej wczorajszej wizyty w przychodni. Pomyślałem sobie bowiem, że zgroza, której widokiem zostałem wczoraj porażony, może urwać poślady tudzież inne przydatki i nawet z waginoentuzjasty uczynić waginosceptyka, jeśli okaże się niewystarczająco  na takie traumy odporny…

14 komentarzy:

  1. Pozostaje Ci tylko się cieszyć, że to nie Twoja lekarka rodzinna przeszła taką wstrząsającą odnowę:)))
    Pomyśl sobie jakby wyglądało urocze tête-à-tête w zaciszu gabinetu z taką Zgrozą:)))))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matko. Chyba nie potrafiłbym z przerażenia słowa z siebie wydusić:)))

      Usuń
    2. Błyskawicznie przeszłyby Ci wszelkie dolegliwości. Cudowne ozdrowienie masz jak w banku:)

      Usuń
    3. Jakie dolegliwości? Zgaga tylko. Na samą myśl o takiej bliskiej konfrontacji, ciarka mi przechodzi po plecach:))))

      Usuń
    4. No jakby nie patrzeć ozdrowiałbyś w trzy sekundy:))))))))))))))))

      Usuń
    5. w pól, pół sekundy. Nie trzeba byłoby więcej:))))

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz na myśli trudności z mruganiem spowodowane zabotoksowaniem okolic oczu? Z tego, co zdołałem uchwycić, pani mrugała oczami. Jeszcze. Aczkolwiek gdyby jeszcze ociupinkę tego botoksu dołożyła, zaczęłaby mrugać ustami:)))))))))))

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Makabra. Ale czego sie nie robi, żeby... dobrze wyglądać...:)))

      Usuń
    4. Nie dobrze, wstrząsająco dobrze:))))))))))))))))))

      Usuń
    5. Porażająco efektownie:)))))))))))))))

      Usuń
    6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    7. Też tak myślę. rękawiczki lateksowe by jej się z takich gładkich łapek zsuwały:)))))))))))))))))))))))))

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger