30 czerwca

Wspomnienie

Pamiętam tamten wieczór drobiazgowo. Szczególnie jego bardzo smutne oczy i bladą, jakby stężałą twarz, przeoraną mokrą blizną samotnej łzy, która wypłynąwszy spod powieki, stoczyła się po jego policzku. Zupełnie inaczej niż w filmach, gdzie łzy toczą się powoli i godnie, tamta łza spłynęła szybko, pozostawiając na jego policzku lśniącą szramę... Aż trudno uwierzyć, że tyle czasu minęło. Konstatuję to z pewnym niedowierzaniem. Czas… Dostrzegam jak przyśpiesza, kurcząc się jednocześnie i zmieniając. Obserwuję tę jego niestrudzoną marszrutę również na mojej twarzy. Dni przesączają się pomiędzy moimi palcami i kapią rozpryskując się u moich stóp... Jakiś czas udawało mi się prawie o nim nie myśleć. Starannie pilnowałem, żeby nie pozwolić wspomnieniom wrócić. Upchnąłem je w ciemnym kącie i udawałem, że ich nie widzę. Przywołałem je ubiegłej jesieni… Dużo o nim myślałem w ciągu minionych jesienno-zimowych miesięcy. Dużo było dni, kiedy czas mi się jakoś tak skracał, że tęskniłem, jakbyśmy niedawno się rozstali. Tęsknota… Jest jak mgła. Zazwyczaj transparentna, niemal niezauważalna i nieodczuwalna, czasem jednak gęstnieje tak, że wchłaniając cienie i zasłaniając słońce, wdziera się wilgocią w każdy por ciała, sięgając swoimi zimnymi, mokrymi mackami aż do duszy, dławiąc nadzieję, wypłukując radość, zalewając smutkiem oczy, po czym rozprasza się, wycofuje, znika z oczu, pozwalając o sobie zapomnieć, czasem na lata całe, przyczajona aż do czasu, kiedy jakieś zdarzenie lub jakaś osoba wyzwoli kolejne jej zagęszczenie. I kolejne. I kolejne… Na szczęście z tęsknoty się nie umiera…

Mam nadzieję, że będzie mu dobrze w Paryżu i będzie tam szczęśliwy. Może kiedyś przyjdzie czas, że ja też jeszcze będę? Może kiedyś to wszystko stanie się inne? Wspomnienia stracą tęskny odcień i staną się projekcją szczęśliwych refleksji, przywołujących na twarz jedynie ciepły, serdeczny uśmiech? Może kiedyś tak się stanie. Na razie jednak… Pamiętam. Wszystko: jego spojrzenia, gesty, słowa, ciepło i zapach jego ciała, szorstkość policzka, dotyk, czuły szept, miłosne westchnienia… Byliśmy z sobą szczęśliwi, a jednak… Jest tam, gdzie mnie nie ma. Jestem tu, gdzie nie ma jego. I tak pozostanie. Na zawsze. I choć nie ma go obok mnie i już nigdy nie będzie, jest i będzie kimś dla mnie wyjątkowym, wszak nie musimy przecież być z kimś razem, żeby czuć się z nim związanym bardziej niż z kimkolwiek w świecie.* Jednocześnie mam nadzieję, że ja dla niego jestem już tylko cieniem z przeszłości i nikim więcej…
______________________________

*Thomas Bernhard Przegrany


11 komentarzy:

  1. W takim razie życzę Ci spokojniejszych kolejnych rocznic i wspomnień o tym wszystkim co związane z Szarookim. I tego kroku dalej...

    OdpowiedzUsuń
  2. A jednak czasem od tęsknoty umiera nam dusza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem kona, tak, ale nie umiera

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Dobrze, że Twoje podejście jest coraz bardziej spokojniejsze, neutralne do tego co było kiedyś, a teraz to tylko wspomnienia.
    Choć dla mnie wasze osobne drogi życiowe to nadal zagadka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojniejsze jest to fakt, ale neutralne chyba nigdy nie będzie.

      Usuń
  4. To jest ponoć oznaka prawdziwego uczucia- samemu cierpiąc, mieć nadzieję, że druga strona nie cierpi jak my...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, taką mam właśnie nadzieję.

      Usuń
  5. To nigdy nie mija, pozostaje tylko pd szronem lat... jest tylko jedno wspaniałe pocieszenie, że się zmieniamy, a z nami jednak nieco świat, jakkolwiek w to nie wierzyć niebo szykuje nam lepszy level...

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger