19 lipca

O wywczasie w górach. Powrót suki.

Po dwóch dniach łajdaczenia się Sonia powróciła do domu. Głód ją przygnał, bowiem największą namiętnością jej psiego żywota wcale nie jest - wbrew pozorom - zaspokajanie chuci, a oskomy. Sonia kocha jeść - zawsze, wszędzie, wszystko i w każdej ilości. Dobrze wiedziała, że po niedzielnym obiedzie zostaną pozostałości po pieczonym kurczaku, za którymi wprost przepada. Z wielką ochotą pomaga pozbyć się pozostałości po wszelkich kulinarnych działaniach również sąsiedztwu, bo jest wszystkożerna, a przynajmniej w kronice jej psiego żywota nie odnotowano, żeby kiedykolwiek pogardziła jakąkolwiek strawą. Nie jada jedynie drewna, szkła, metalu i plastiku. Ziemię i owszem zdarza się jej połknąć wraz ze znalezionymi różnymi smakowitymi rarytasami. Sonia to klasyczny szperacz podłogowy, przed którym nie ukryje się żadna, najmniejsza nawet okruszynka zdatna, bądź nie, do spożycia. A więc, jak już wspomniałem, Sonia do domu wróciła. Wieszałem na balkonie ręcznik i widziałem jej powrót. Leciała szlajać się z pompą, w towarzystwie bandy rozjazgotanych kundlów, wracała już nie tak szumnie, sama, ale zadowolona.
- O proszę, suka marnotrawna wraca - powiedziałem oparłszy się o balustradę. - Sonia i jak było na wczasach? Wyszalałaś się? - zawołałem. Sonia spojrzała, zamajtnęła dwa razy ogonem na znak, że słyszała, ale nie wdając się ze mną w dyskusję, przemknęła radosnym truchtem do furtki swojej rezydencji, sprawdziła łapą, czy jest otwarta, a że okazała się zamknięta, szczeknęła informując domowników o tym, że wróciła i oczekuje na wpuszczenie do domu. Poczekała chwilę, a że reakcji nie było, szczeknęła ponownie. Drzwi się otworzyły i ukazała się w nich sąsiadka. Sonia prewencyjnie zrobiła minę skruszoną, skuliła się i podwinęła ogon pod siebie.
- Gdzieś ty się szlajała, ty włóko, co?! - powiedziała sąsiadka otwierając furtkę. - Do domu ty cholero!
Sonia z podkulonym ogonem przyśpieszyła kroku i pomknęła do domu… 

4 komentarze:

  1. Ładne powitanie, nie ma co:)).

    OdpowiedzUsuń
  2. ale zadowolona z siebie, co tam cholery i inne takie :)

    kiss

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętam sytuację, kiedy mój pies uciekł. Mieszkam w małej wiosce, gdzie każdy każdego zna. Nasz pies był jedynym (jak wtedy myśleliśmy) rasowym psem na wsi, więc każdy wiedział, do kogo ów charakterystyczny labrador należy. Akurat, gdy uciekł w centrum mojej wioski na jednej z dróg głównych został potrącony inny labrador. Pan, który go znalazł uśpił go, bo psiak się meczył. Okazało się, że należał do pewnej znajomej rodziny, adoptowali go niedawno. Jednak gdy na wieś poszła fama o tym, że potrącono biszkoptowego labradora, proszę sobie wyobrazić nasz szok i niedowierzanie, gdy naszego psa nie było w domu... Na szczęście na drugi dzień wrócił, a nasze pogrążone w żałobie serca odżyły na nowo, a łzy przestały płynąć. Czułam się, jakby mój pies zmartwychwstał.


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobna sytuację mieliśmy z naszym wtedy już 17-lketnim, bardzo bardzo wiekowym już psem. Skorzystał z niedomkniętej furtki i wybrał się na spacer, a że już niedowidział, nie umiał trafic do domu z powrotem. Jak się potem okazało stał ponad dobę w górskim potoku, pod mostem, trzęsąc się. Sąsiadka go tam zobaczyła przypadkiem. Co to był za powrót do domu, jaka radość, piski, lizanie butów... Rok później musieliśmy go uśpić bo reumatyzm odebrał mu władzę w łapkach.

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger