09 września

O przybyciu jesieni i dubeltowym grzechu ciężkim

Jesień przylazła. Jest już. Mam na to dwa niezbite dowody:

1. Tryb mi się zmienił z ranny ptaszek na śpioch. Budzik drąc mordę o 7 rano zadaje mi gwałt wyrywając mnie brutalnie z głębokiego snu. Oszołomiony czynię heroiczny wysiłek, żeby otworzyć oczy, bo powieki nie chcą się unieść, co jest konieczne dla obudzenia oczu, bo za nimi podąży reszta ciała. Próbuję więc unieść powieki, co nie bardzo się udaje, bo są jak z ołowiu i nie chcą współpracować, mając na poranek inny, lepszy plan: dalsze spanie. Dobrze, że mocując się z nimi, jakimś nadludzkim wysiłkiem siadam, bo postawione przed faktem dokonanym unoszą się, budząc oczy i dając mi w ten sposób szansę na wygramolenie się z łóżka. Wstawanie to bohaterstwo. Szczęśliwie takie pobudkowe martyrologium potrwa jedynie kilka dni i się wyrówna, bo gdyby trwało całą jesień i zimę, mogłoby wykończyć psychicznie.

2. Tryb wiosenno-letniego niewinnego podjadania, objawiającego się łapaniem w przelocie i przegryzaniem jakichś drobiażdżków, zmienił się na tryb jesienno-zimowej żarłocznej oskomy, objawiający się pielgrzymowaniem do kuchni, łapaniem w pazury wszystkiego co jadalne i kompulsywnym pożeraniem. To też potrwa tylko kilka dni. I całe szczęście, bo gdyby potrwało dłużej… Strach pomyśleć. Moja koleżanka ze studiów mawiała, że jedni tyją w brzuch, inni w tyłek, a jeszcze inni w cycki. Niedawno przekonałem się, że z tych trzech opcji, ta pierwsza nie jest najgorsza…

***

Całkiem niedawno jeden z Blogerów, którego bardzo lubię czytać, napisał w komentarzu pod jednym z moich postów, że nigdy nie przekraczam cienkiej granicy między liryczną ironią, a cynicznym sarkazmem, czym pochlebił mi ogromnie. Zgadzam się z Nim, a nawet w pochlebnej autorefleksji pójdę dalej: prędzej język bym sobie odgryzł niż obmówił bliźniego. Jednak omówienie to co innego. Do rzeczy zatem. Spotkałem ową wspomnianą wyżej koleżankę ze studiów niedawno na mieście. Choć nie byliśmy jakimiś bliskimi przyjaciółmi, nawet jakoś szczególnie nie zakumplowaliśmy się, mieliśmy jednak dla siebie sporo sympatii. Po studiach kontakt się urwał, jednak Katowice to nie Nowy Jork i co jakiś czas wpadamy na siebie przypadkiem. Te nasze okazyjne spotkania zawsze są bardzo miłe. Ostatnio z Olą spotkaliśmy się na zakupach, a że upalne lato jeszcze było, włożyła przewiewną sukienkę i – to takie moje domniemanie, bo inaczej nie potrafię sobie tego wytłumaczyć – nie okiełznała swojego zawsze obfitego biustu pancerną uprzężą, ale poszła na żywioł i puściła go wolno... Bardzo wielki błąd, zwłaszcza w sytuacji, kiedy słowo biust jest nieadekwatnym eufemizmem na opisanie dźwiganego dubeltowego grzechu ciężkiego! Sorry za dosadność, ale w życiu takich cycków nie widziałem! Gdyby zamajtnęła jednym, sam pęd powietrza wybiłby wszystkie okna i zęby istotom żywym w promieniu 100 metrów. Gdyby zaś uruchomiła nieopatrznie oba, rozgruzowałaby połowę miasta, zabijając przy okazji wszystko co się rusza, z sobą włącznie. Ten jej gigantyczny biust na codzień ogarnięty uprzężą, nie robi takiego porażającego wrażenia, jak w tym zastanym wtedy przeze mnie stanie swobodnego rozchełstania i budzącej grozę chlupotliwości. A swoją drogą, ciekawe jak ona go porządkuje, żeby zmieścić w uprząż? Zwija i upycha? Biedna Ola. Nosić taki ciężar… Śląskie chopy lubią takie walory, lubią jak jedna waży tona, a druga niezważona. Nie zamierzam z nimi polemizować, bo... nie używam. Nie przyswoiłem śląskiej gwary i nawet nie próbuję przyswoić, bo uważam, że w ustach kogoś spoza, nieautochtona, brzmi nieprawdziwie, jednak wiem, co to cycyhalter. Zapamiętałem, bo jak usłyszałem to słowo pierwszy raz, przez tydzień tarzałem się po podłodze w amoku niepohamowanej wesołości. Biust mi nie straszny, bo żaden mi nic nie zrobił. Nie jestem nim zainteresowany, ani doń uprzedzony. Uważam jednak, że wynikającą z owej bizantyjskiej nadobfitości, arogancko chlupotliwą niesubordynację jego stanu przyrodzonego należy spacyfikować, poskromić i okiełznać maszynerią do tego przeznaczoną, żeby ludzi nie straszyć. W takim wypadku cycyhalter to kwestia nie tylko estetyki, ale również bezpieczeństwa. Publicznego.

9 komentarzy:

  1. Adamie, jestem zdruzgotana Twoją dosadną dosłownością, czy też dosłowną dosadnością, albo jakoś tak.
    Nigdy nie przekraczasz granicy delikatności, a tu dziś takie cuś:)).
    Nie znam stanu faktycznego, ale po kobiecemu sądzę, że nie jest z tą Olą jeszcze tak źle, skoro w ogóle jej biust nadaje się do nieokiełznanego pokazania. Taki prawdziwie duży (zapewniam Cię) nie nadawałby się do podobnej ekspozycji. W tej liczbie również i mój, jeśli już o tym mowa. również. Muszę przyznać, że nie lubię u mężczyzn tego typu retoryki. Być może Twój ogląd sprawy ma związek z preferencjami. Cóż, de gustibus...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miła Errato rozbawił mnie Twój komentarz, szczególnie jego puenta. Dziękuję. Zdarzyło mi się tu na blogu przekroczyć granicę delikatności już parę razy. Jednak to mój blog i mogę się tu bawić jak chcę, niekoniecznie zawsze delikatnie. Zapewniam Cię, że biust Oli nadaje się do wyniesienia z domu wyłącznie na uwięzi, ponieważ stan faktyczny, tak delikatnie przeze mnie opisany, jest taki, że prawy biust niemal sięga prawego biodra, a lewy lewego. Albo odwrotnie, bo wstrząśnięty nie przypatrzyłem się dokładnie, ponieważ skupiłem wzrok na twarzy Oli. Nie powiedziałem jej tego, co znaczy, że jestem przesadnie wręcz delikatny. To miłe, że ujęłaś się za biustem mojej koleżanki i stanęłaś w jego obronie. Niepotrzebnie jednak - Ola świetnie sobie radzi. Z biustem również. Uznaj moja droga, że powyższy post jest dla męskiej części widowni, zwłaszcza tej rozmiłowanej w obfitych biustach. Serdeczności

      Usuń
  2. Adama, jak na faceta który "drives on the other side of the road", to ten biust opisałeś wyjątkowo smakowicie, sam bym lepiej nie zrobił. Myślę, że podświadome ciągotki zciebie wyszły :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zrobiłbyś to lepiej, zrobiłbyś i wiesz o tym równie dobrze jak ja:)

      Usuń
  3. O, też zaczynam mieć problemy z porannym wstawaniem. Zawsze mi się właśnie tak zegar biologiczny przestawiam i po tym też odczuwam, że mogę w pełni powiedzieć "jesień przyszła":)
    Wiesz, ploteczki i obmawianie można różnie definiować... XD A śląską gwarę kocham ale..naturalnie to wychodzi mi tylko moja, wielkopolska XDI dzięki za porządną dawkę śmiechu XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obmową się brzydzę, dlatego nie obmawiam. Omawiam jedynie, a to już zupełnie insza inszość.

      Usuń
  4. oj tam, po prostu nie potrafisz docenić użyteczności takiego biustu :] myślę, że każdy facet hetero doceniłby taki biust ;)
    a co do porannego wstawania, łączę się w bólu, mam tak samo :>

    OdpowiedzUsuń
  5. Hehe, poszło jej w cycki, no tak bywa :) lubię jak kobiety z dużym pięknym biustem, latem, chodzą bez biustonoszy, w takich zwiewnych właśnie sukienkach, nie ma piękniejszego widoku :)

    Pozdrawiam ciepło Adamie.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger