06 marca

Atrakcje

Miałem wczoraj w pracy ciężki dzień. W ogóle mam za sobą ciężki, pracowity tydzień, więc - by się trochę rozerwać i zresetować - odwiedziłem wczorajszym późnym popołudniem psiapsiółę ze studiów. Zamiast jednak rozerwać się, jeszcze bardziej się zmęczyłem, bo musiałem wysłuchać jej niekończącego się, monotonnego narzekania ogólnoegzystencjonalnego na wszystko i wszystkich. Gdybym wiedział, że tak to będzie wyglądało, pojechałbym po pracy prosto do domu. Z przykrością muszę się przyznać, że pożegnałem ją wczoraj z ulgą i z przyjemnością wróciłem do domu. Każdy dom (czy mieszkanie) ma swój unikalny zapach, będący częścią jego atmosfery, sprawiającej, że postrzegamy je jako przytulne lub nie. Bardzo lubię zapach mojego mieszkania. Pachnie moimi rzeczami, perfumami, płynem do płukania – moim domem. Wczoraj zaraz po wejściu do domu powitany zostałem niemiło jakimś fetorem, jakby nieświeżego jedzenia. Uruchomiłem tryb detektywistyczny i przeszukałem wszystkie kąty, ale niczego podejrzanego nie znalazłem. Coś jednak śmierdziało i co zastanawiające, tylko przy drzwiach wejściowych. Otworzyłem je, wystawiłem głowę na korytarz i zaciągnąłem się korytarzowym powietrzem, stwierdzając, że zapachowo jest ok. Obejrzałem wycieraczkę pod drzwiami, wszystkie buty, czy aby nie ma pod nimi przypadkowo wdepniętego psiego szczęścia – nie było. Na wszelki wypadek umyłem drzwi wejściowe. Obwąchałem łazienkę – też nic. Włożyłem głowę do lodówki, poniuchałem i choć zapach lodówkowy był w normie, umyłem ją w ramach prewencji. Przesunąłem też łóżko w sypialni, bo pomyślałem, że mogła mi spaść za nie jakaś przekąska. Tyle, że ostatnio na łóżku przekąszałem tak dawno, że nawet jeśli coś spadło, to powinno już było wyschnąć na nieśmierdzący wiór. Nie znalazłem za łóżkiem niczego ciekawego, prócz kurzu, który zmyłem ścierą. W całym domu podłogę zresztą umyłem, jednak przy drzwiach czuć było dalej. Pomyślałem, że może to z szafy, gdzie trzymam odkurzacz, który mógł przecież zassać coś, co się tam teraz psuje, wytrzepałem więc odkurzaczowego wora (a właściwie pojemnik, bo odkurzacz mam bezworkowy), ale też niczego podejrzanego nie znalazłem, prócz takich tam prozaicznych odkurzaczowych paprochów. Narobiłem się jak głupi, ale smrodek czuć było dalej. Poddałem się i położyłem do łóżka z myślą, że czynności detektywistyczne wznowię rano, ale i tak pół nocy nie spałem zastanawiając się, gdzie może być źródło owej perfumy. Niczego jednak nie wymyśliłem i w końcu zasnąłem. Rano sprawa sama się rozwiązała, bo chcąc włożyć do zmywarki brudny kubek, otworzyłem ją i zostałem porażony tym właśnie fetorem, który czułem przy drzwiach wejściowych do mieszkania, tylko tak skoncentrowanym, że aż mnie zatkało. Nie miałem czasu uruchomić zmywarki wczoraj rano, bo wyszedłem do pracy, wieczorem zaś byłem tak zajęty przeprowadzaniem śledztwa, że zapomniałem, a załadowana była do pełna, między innymi artefaktami sprzed trzech dni. Włożyłem w nią wczoraj po śniadaniu ostatnie możliwe do upchnięcia naczynia i pozostawiłem niedomkniętą, a że wróciłem do domu dopiero wieczorem, zdążyła uwolnić z siebie aromaty. Nastawiłem program 70 stopni i odpaliłem ją, oddychając z ulgą, bo moja wyobraźnia zaczynała już snuć wizje rozkutych ścian, wyprutych rur i ogólnego zniszczenia…

11 komentarzy:

  1. Uff! Jaka ulga. Ja to nazywam "zidentyfikowaniem smroda". U mnie zazwyczaj są to psujące się warzywa w dolnym pojemniku lodówki. Wciąż sobie obiecuję niecny ten proceder ukrócić, lecz ...siła wyższa:))

    OdpowiedzUsuń
  2. heh, ja zawsze jak wracam do domu, to zastanawiam się, jaki zapach poczuję, przyjemny czy nieprzyjemny, wszystko zależy od moich zwierzaków, które danego dnia nawiedziły kuwetę lub nie :P więc czasami wita mnie nieprzyjemna woń, wtedy raz dwa trzeba usunąć jej przyczynę, to jest priorytet po powrocie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo zmywarka, panie, to fanaberia.
    A ja miewam problemy z fetorem z kanalizacji, kiedy woda lecąca z wyższych pięter zassie i wypłucze wodę z syfonu i smród z pionu wali mi na mieszkanie. Koszmar!!! :-(((

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmywarka to moja najlepsza przyjaciółka w kuchni. Druga równie dobra przyjaciółka jest w łazience - pralka:)

      Usuń
  4. Miałeś męczący tydzień, mało przyjemne spotkanie i zamiast zrobić cokolwiek, co poprawia nastrój i tworzy stan odprężenia rzucasz się sprzątać... interesujące...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprzatać to, co dzien wczesniej posprzatane zostało. Nie lubie smrodu, zwłaszcza w domu

      Usuń
  5. Zapach, który powstał w twoim mieszkaniu był efektem działania reducentów, którzy poprawiali przekształcanie materii rozpoczęte przez konsumentów.Na końcu wszystko stanie się pożywką dla producentów.Tak wygląda wyjaśnienie tego zjawiska z punktu widzenia eksperta -ekologa. Jeżeli nie dosyć napisałem żeby chylić głowę przed jego mądrością dodam w imieniu filozofa:
    PANTA RHEI.
    przesyłam naukowe pozdrowienia
    dr biolog

    OdpowiedzUsuń
  6. A że tez od razu nie wyczułeś że to gdzieś w kuchni....
    No całe szczęście że to zmywarka, bo mogłyby to być jakieś zdechłe myszy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To dziwne, ale w kuchni nie było czuć, dopiero jak otworzyłem zmywarkę, buchnął na mnie ten smród.

      Usuń
  7. hahah, dobre. Mi tak kiedyś śmierdziało w pokoju zwłokami. Wszystkie szafki, kąty, zakamarki przejrzałem szukając trupa. Nic. Wreszcie coś mnie tknęło, żeby zajrzeć do wersalki (na której spałem). Byłą pełna książek, które nie mieściły się już na półce. Stamtąd jechało najbardziej. Wreszcie znalazłem. Pomiędzy tomem Historii filozofii Tatarkiewicza, a stertą Kajko i Kokoszów znalazłem sporych rozmiarów, przygniecioną wiedzą mysz:)
    Co do koleżanki, ja ostatnio generalnie unikam ludzi. 99% mnie męczy, tak że cię rozumiem. Takie bla bla, bez sensu, bez połączenia umysłów i serc. Wolę książkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biedna myszka. Nadmiar wiedzy ją przygniótł i zabił. Znaczy i z wiedzą przesadzać nie należy:))))))))))

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger