18 marca

Pamięć

Mój biedny kilkuletni laptop zaczął wykazywać objawy niewydolności. Aplikacje uruchamiały się bardzo długo, a strony w przeglądarce ładowały wiek cały. Zwierzyłem się kumpeli, której mąż – w przeciwieństwie do mnie - jest dobry w komputerowe klocki. Wypożyczyła mi go przez zdalny pulpit, by obejrzał mojego laptopa i przeprowadził diagnostykę, co też uczynił. Okazało się, że po przejściu z Windows 7 na 10 pamięć operacyjna przestała wyrabiać i dławiła się, bo za chudziutka była. Poradził, co zrobić, żeby temu problemowi zaradzić, nawet stronę pokazał ze sklepem, gdzie można nabyć lekarstwo ze zdjęciem onego. Wystarczyło tylko kliknąć i kupić. Kliknięcie odłożyłem na dzień następny, spisawszy sobie nazwę kostki pamięci, którą miałem kupić. Następnego dnia zakupu dokonałem i zmotywowany zapewnieniem męża kumpeli, że sobie poradzę, ambitnie postanowiłem samodzielnie część tę wymienić. Przybyła do mnie rankiem kolejnego dnia, rozpakowałem ją, obejrzałem ze wszystkich stron i przez moją głowę przeleciała myśl, że jak na kostkę do laptopa, to jest trochę duża. Nie to, żebym uważał się za znawcę, nie. Po prostu wydawało mi się, że części do laptopa są mniejsze od tych do kompa stacjonarnego. Nic to – pomyślałem i podjąłem czynności operacyjne. Laptopa rozkręciłem, zajrzałem do środka w jego bebechy i pomyślałem WTF, przecież nie ma tam podobnej części, którą mógłbym wymienić. Ta, którą miałem w ręku zdecydowanie nie pasowała do żadnego elementu bebechów laptopowych. Poprzyglądałem się organom wewnętrznym lapa i moją uwagę zwróciła naklejka "Memory" przyklejona na element wzbudzający od początku moje podejrzenia. Trzeba było jednak od razu kliknąć i dokonać zakupu, bo robiąc to następnego dnia kupiłem pamięć o niemal identycznej nazwie, ale przeznaczoną do komputerów stacjonarnych. Skląłem w myślach swoją głupotę, ale refleksja, która na mnie spłynęła przeszkodziła mi w tym, bowiem pragmatycznie pomyślałem, że skoro tę kość do stacjonarnego już mam, to czemu jej nie wykorzystać. Rozkręciłem kompa stacjonarnego i spróbowałem dokonać wymiany, jednak kość nie pasowała do slotu, więc się nie udało. Spakowałem ją i odesłałem do sklepu, w którym ją nabyłem. Czekam na zwrot pieniędzy, bo tania nie była. Zakupiłem też właściwą kość pamięci do mojego laptopa i własnymi ręcami (tak, tak, aż się sam nad sobą wzruszyłem) wymieniłem ją. Laptop odzyskał młodzieńczy wigor, jakby łyknął całe opakowanie Viagry i hula aż miło. Jak nowy.

5 komentarzy:

  1. Też mnie to niechybnie czeka.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam do grupy tematycznej na FB "Laptopy, Notebooki, Ultrabooki - Porady / Testy / Recenzje"
    https://www.facebook.com/groups/laptop.nieidealny.plk

    OdpowiedzUsuń
  3. Chwilę się zastanawialiśmy jak Ci się udało kupić niewłaściwą pamięć:)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger