21 kwietnia

Takie tam...

Mam w pracy kolegę, który czuje nieodpartą potrzebę zabawiania otoczenia żartami, okraszonymi wybuchami jego mocno nadekspresyjnego śmiechu. A że jest z gatunku tych, którzy z własnych żartów śmieją się najgłośniej, a jego żarty to najczęściej straszne suchary, które nikogo poza nim nie bawią, to jego poczucie misji bywa czasem nieco uciążliwe. Uraczył mnie dziś z samego rana jednym ze swoich sucharów, z którego nieznośnie wręcz hałaśliwie się uśmiał. Toczył się we mnie jeszcze proces wybudzania się, więc tolerancję miałem niską i najmniejszej ochoty na pajacowanie.
- Spójrz na mnie – powiedziałem spokojnie. – Patrz na moją twarz.
Spojrzał, a całe jego ciało naprężyło się w oczekiwaniu na mój zabawny wkład w tę jego wesołkowatość. Był jak sportowiec w blokach startowych, gotowy wystrzelić śmiechem jeszcze głośniejszym, bardziej żywiołowym, na granicy histerii i usmarkania się. 
- Czy ja wyglądam na ubawionego? – zapytałem znudzonym tonem.
Szczęka mu literalnie opadła, a śmiech, który chciał się z niego wyrwać, uwiązł mu w gardle. Wybałuszył oczy i trwał tak przez dłuższą chwilę nie poruszając się, nie oddychając, nawet powiekami nie mrugając. Minę miał taką, jakby miał się zaraz rozpłakać – rozbawiło mnie to trochę i niechcący się uśmiechnąłem, co zostało przez kolegę odczytane jako sygnał do wybuchu żywiołowej wesołości. Nie zachęcałem, nie podsycałem, więc szybko skończył. Ku mojej uldze. Czasem jestem strasznym bitch.

***

Posadzkę będą zmieniać na moim piętrze, bo okazało się, że firma, która ją kładła półtora roku temu, pochachmęciła coś z gatunkiem kamienia. Biała na początku posadzka zrobiła się w ciągu roku szaro-bura i wygląda jak brudna, choć szwadron sprzątaczek pod komendą Heli szoruje ją codziennie. Nadszef wspomniał coś o wykonanej ekspertyzie, która wykazała, że zamiast kamienia najwyższej klasy, jak było w umowie, firma położyła najgorszy gatunek, bardzo porowaty. Kamil stwierdził, że na eksperta powołana została zmierzła Hela i to ona wykonała ową ekspertyzę. Uklękła, polizała podłogę, pociumkała w ustach próbkę jak somelier wino, wypluła przez lewe ramię, co by jakiego uroku z tego nie było i głosem nie znającym sprzeciwu, autorytarnie (sic) orzekła: „Najgorszy gatunek, bardzo porowaty! Tfu! Z Chin!”. Od orzeczeń Heli odwołania nie ma, więc będzie wymiana. Kamil jest wielkim fanem zmierzłej Heli, odkąd przepędziła go z męskiej toalety. Podłogę umyć chciała, a czekać nie przywykła…

***

Ten tydzień w robocie to regularna rzeźnia. Byle tylko przetrwać do soboty.

15 kwietnia

Masaż

Wpadłem wczoraj do mojej lekarki pierwszokontaktówki po receptę na Ortanol. Siedząc i czekając chwilę na swoją kolej pooglądałem sobie wielki, zajmujący połowę ściany plakat reklamujący masaż kamieniami, który można sobie zafundować u pani Asi, przychodnianej rehabilitantki. Z autopsji wiem, że pani Asia masuje kiepsko, za to do mistrzostwa opanowała trudną sztukę monologu, której oddaje się namiętnie i niestrudzenie, uszczęśliwiając pacjentów niekończącymi się opowieściami o wszystkim i o niczym. Głównie jednak o niczym. Pomyślałem sobie, że masaż kamieniami to akurat w sam raz dla pani Asi i moja wynaturzona wyobraźnia wyprojektowała mi od razu jeden z możliwych scenariuszy owego zabiegu:

Pani Asia niosąc na tacce kamienie, wyprowadza delikwenta przed przychodnię, gwiżdże na palcach dając w ten sposób sygnał do startu i kiedy delikwent ucieka zygzakiem, pani Asia ciska w niego owymi kamieniami. Korzyści z takiego masażu całe mnóstwo: bieg zygzakiem służy zdrowiu, celne razy kamieniami masują, a ileż odstresowującej radości z takiego ukamienowania dla pani Asi. I nie szkodzi, że zabieg ten pozostawia na ciele delikwenta siniaki i obrzęki, bo czegóż się nie robi dla zdrowotności.

Owa wizja spodobała mi się tak bardzo, że musiałem się nią podzielić z moją lekarką pierwszokontaktówką. Chyba dość plastycznie to zrobiłem, skoro popłakała się ze śmiechu...

03 kwietnia

Etiudy

- Kurrrrwaaaaa! – zajęczał Kamil, markując bicie głową w ścianę. - Dopiero zaczęliśmy, a ja już mam dość!
Zanim zdążyłem zachichotać, pochylił się w moją stronę i konspiracyjnie przyciszonym głosem dodał:
- Ty widziałeś, co Aśka-straszny-babol na siebie włożyła?
Kamil uwielbiał Aśkę-strasznego-babola wprost bezkrytycznie, odkąd naraziła mu się prawiąc mu jakieś bezinteresowne złośliwości. Musiała porządnie mu dogryźć skoro pałał żądzą zemsty. Spojrzałem w stronę Aśki-strasznego-babola i mój wzrok zderzył się z jej monstrualnym, opiętym dżinsami tyłkiem.
- No sam widzisz - podjął Kamil ze złośliwym błyskiem w oku. - Dżinsy biodrówki! Ona! Horror i makabra! Osoba mająca dupsko, którego nie udałoby się uwędzić nawet w pożarze lasu, nie powinna zakładać biodrówek! Gdyby przechodząc trochę mocniej poruszyła biodrami, rozjebałaby wszystko w promieniu dwudziestu metrów…
- Ależ Kamilu, jak możesz! Jak możesz używać takich słów! Jak możesz! – zakrzyknąłem z egzaltacją, teatralnie przyciskając prawą dłoń do serca. - Jestem kompletnie zdewastowany i straumatyzowany! Kamilu! Ja interpeluję do ciebie: bądź damą!
- A idź mi! – powiedział Kamil śmiejąc się.
- Cicho! Ja ci tu scenę zrobić próbuję, a ty mi chichotem nastrój rujnujesz!

***

Dwie godziny później:

- Powiedz to Kamilu! Widzę w twoich oczach, że chcesz to powiedzieć. Zrób to! - zakrzyknąłem teatralnie, szarpiąc go za ramię. – Zrań mnie! Ja to zniosę!
- Ale co? – zapytał rozbawiony Kamil.
- Powiedz, że gardzisz moim brzuchem!
Kamil ostentacyjnie zawiesił wzrok na wysokości mojego brzucha i śmiejąc się powiedział:
- Sam sobie powiedz!

***

Pięć minut później:

- Zeszczuplałeś…
- Ja? - zapytałem autentycznie zdziwiony.
- Ty.
- Chcesz mnie chyba ostatecznie pognębić mówiąc to.
- Ależ skąd – powiedziała niepewnie. – Wysmuklałeś.
- Chyba w uszach – odpowiedziałem śmiejąc się.
- A przynajmniej sprawiasz takie wrażenie – brnęła.
- Wrażenie może takie sprawiam, bo brzuch wciągam, ale gruby się czuję.
Zamilkła skonsternowana.
Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger