14 czerwca

Nie tylko o genach

Aśkę-strasznego-babola odwiedziła dziś w pracy progenitura. Nie miałem żadnych wątpliwości, czyją zstępną jest to dziewczę, bowiem jest mamci klonem doskonałym, tyle że o dwadzieścia parę lat młodszym. Ja nie wiem, jak się tam te geny zmieszały, że z mamci wszystko, a z tatka nic. Może się nie pomieszały? Może zaraz po zapłodnieniu geny mamci zeżarły geny tatka i dlatego taka do mamci podobna? I lico krągłe, i udo potężne, i tyłek monstrualny, i oczka chytre, rozbiegane, taksujące wszystko i wszystkich wokół. Po prostu mamcia wypisz wymaluj. Zaraz po wejściu zdmuchnęła z mamcinego talerza dwa kawałki ciasta, które pożarła z marszu, popijając półlitrową colą przyniesioną z sobą. Zniknęły tak błyskawicznie, jakby je w całości połknęła, bez żucia. Jak pelikan. To też ma po mamci. Ma czternaście lat, a wygląda na trzydzieści, bo tak jest utuczona. Biedne dziecko. Tak sobie pomyślałem, jak na nią popatrzyłem, że gdyby dzieciak którejś z koleżanek wrzucił w siebie za jednym zamachem dwa kawałki ciasta, Aśka-straszny-babol miałaby temat do gadania na kilka dni: że żarłoczny, nie nauczony umiaru, itd., a u swojej własnej progenitury tego nie dostrzega…

***

Urlop zbliża się wielkimi krokami i jest tuż tuż. I całe szczęście, bo moja tolerancja spada, a wraz z nią próg wkurwu się obniża. Wiem, że koleżeństwo ma tak samo, więc zaciskając zęby żegluję po firmowym akwenie starając się omijać mielizny i rafy oraz inne okręty. I choć czasem miałbym ochotę dokonać abordażu i skopać jakąś koleżeńską dupę – myślę, że takie pragnienie jest udziałem każdego człeka od czasu do czasu – heroicznie odmawiam sobie tej przyjemności, wzruszając się sam nad sobą, żem taki wyrozumiały i empatyczny. A tak naprawdę, to od kilku dni jestem „nieprzysiadalny”, jak napisał kiedyś Marcin Świetlicki. Ta moja „nieprzysiadalność” nie wynika tylko ze zmęczenia pracą, koleżeństwem, miastem, ale również, a może przede wszystkim, z powodu rozstrajającej mnie nieco, zbliżającej się rocznicy rozstania z Szarookim. Odrobinę roluję się do środka kontemplując mały okołorocznicowy żalek i nie chcę, żeby ktoś mi ten proces zakłócał, bo robię się wtedy opryskliwy. A skoro już o Szarookim: doktoryzuje się na UŚ i w związku z tym, dość regularnie bywa w Katowicach. Ptaszki zaćwierkały, że z życia i pracy w Paryżu jest bardzo zadowolony i nie planuje powrotu do kraju. Cieszę się, że jest mu tam dobrze. Ściął króciutko włosy i nosi stale kilkudniowy zarost. Wygląda megazajebiaszczo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger