28 czerwca

O urlopie i koleżance dyżurującej

Urlopuję się w górach. Czas zwolnił, bo nie popędza go pośpiech. Jest spokojnie i cicho. Tę rozkoszną ciszę przerywają jedynie równie rozkoszne trele ptaków. Budzę się co prawda o nieurlopowych porach, zazwyczaj skoro świt, ale nic to, bo mam – jak tu mówią – dłuższy dzień. Chłonę spokój i ciszę czując, jak powoli uchodzi ze mnie napięcie. Taki właśnie spokojny i cichy urlop lubię. Pracuję z ludźmi i ostatnią rzeczą, jakiej mi na urlopie brakuje jest ludzka ciżba. Jest fajnie, mimo snującej się gdzieś w tle małej okołorocznicowej tęsknoty.

Luśka dotrzymuje mi towarzystwa nie odstępując na krok. Dzieli się za mną swoimi zabawkami, a nawet suszonymi żwaczami, które uwielbia. W przeciwieństwie do mnie, bo śmierdzą, jak cholera. Ucina też sobie drzemki uwalając się na mnie. Tylko na noc Luśka mnie opuszcza, bo nocuje w sypialni mamy. Do niedawna spała w swoim kojcu umieszczonym obok jej łóżka, aktualnie śpi już z nią w łóżku. Mości się w nogach, na kołdrze. Rano po opuszczeniu sypialni i załatwieniu porannego siur, tudzież innych sprawin, Luśka podejmuje dyżurowanie pod moimi drzwiami. Nie dobija się, nie drapie i nie szczeka - kładzie się pod drzwiami i leży cierpliwie podsłuchując. Szał uruchamia dopiero, kiedy usłyszy ruch dobiegający z mojego pokoju i wtedy skacze, piszczy i drapie w drzwi, a po wpuszczeniu najpierw tańczy na dwóch łapkach domagając się głaskania, po wygłaskaniu zaś usiłuje zrobić mi poranną toaletę swoim języczkiem. Gdybym jej pozwolił, wylizałaby mnie całego, ale ograniczam obszar owego zabiegu tylko do dłoni. Taki nasz coranny rytuał. Właśnie odstawiłem pantomimę skierowaną do uwalającej się na mnie Luśki, bezgłośnie śpiewając: „Moja Luśka, moja śliczna!”. Patrzyła na mnie nieco podejrzliwie, a w jej oczach odbijała się myśl: „Albo ogłuchłam, albo zwariowałam”. Chcąc rozwiać swoje wątpliwości wykonała gwałtowny sus i zanim zdążyłem ją powstrzymać liznęła mnie w same usta, przeciwko czemu zaprotestowałem mówiąc „Luśka!”, co tak ją ucieszyło, że aż z tej radości usiłowała wedrzeć mi się na głowę, co niechybnie by się jej udało, gdybym jej nie powstrzymał. Tak się urlopowo z Luśką zabawiamy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger