13 lipca

O Euro i szumie

Deklarowałem tu kilkukrotnie, że nie jestem fanem piłki nożnej, mimo to finałowy mecz obejrzałem. Ot taka fanaberia. Rozczarowany jestem wynikiem, bo kibicowałem Francuzom, którzy moim zdaniem grali lepiej od Portugalczyków, ale cóż, nie zawsze wygrywa najlepszy – czasem ten, kto ma trochę więcej szczęścia. Szarooki pochwalił się na fb, że oglądał ten mecz z trybun stadionu w Saint Denis. Z jednej strony trochę zazdroszczę bezpośredniego uczestnictwa, z drugiej jednak te dzikie rozwrzeszczane tłumy, do których cóś mnie nie ciągnie…

***

Zwykle nie komentuję bieżących wydarzeń i dziś też tego nie zrobię. Nie napiszę, że zdegustowany jestem poziomem uprawiania dziennikarstwa: manipulacjami, nierzetelnością, tendencyjnymi nadinterpretacjami, kreowaniem nieprawdziwego obrazu politycznego i innymi objawami braku etyki. Nie napiszę tego, bo nie jestem naiwny i wiem od dawna, że media nie są apolityczne, wydawało mi się jednak do niedawna, że starały się sprawiać (nie zawsze udolnie) wrażenie jakiejś bezstronności, a to, co dzieje się teraz nabiera rozmiarów rozśmieszająco zatrważających - aż strach włączać telewizor, bo nie wiadomo czy śmiać się, czy szlochać. Ta refleksja dotyczy wszystkich mediów, bez względu na wspieraną (sic!) opcję polityczną. Skąd owa refleksja? Ano z medialnego szumu po wypowiedziach Obamy na szczycie NATO. Przepychanka przekładowo-interpretacyjna, jaką zaserwowały media zdumiała mnie, jak chyba wszystkich znających na tyle angielski, żeby zrozumieć jego wypowiedzi bez pośrednictwa tłumacza. Krzepię się jednak myślą, że dopóki media się ścierają, nie jest jeszcze bardzo źle. Niech antyrządowe punktują rząd, a prorządowe opozycję, obnażając ignorancję i prywatę. Gdyby mówiły unisono, zacząłbym się bać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger