13 sierpnia

[...]

- Tęsknisz za nim jeszcze? – zapytała.
- Rzadko – powiedział z wahaniem. - W jakieś tam nasze rocznice, święta. W takie dni odczuwam stratę i brakuje mi go. Całego. Tego naszego rozumienia się, wspólnego tonu w żartach, zaufania, przyjaźni, bliskości. Również tej fizycznej. Wiesz, on mi się czasem śni, że leży koło mnie, śpi, cichutko i spokojnie oddychając. Te sny są tak realistyczne, że czuję w nich jego zapach, ciepło jego ciała. Cieszę się w tych snach, że jest, a nasze rozstanie to tylko zły sen, chcę się do niego przytulić i wtedy się budzę. Leżąc bez ruchu z zamkniętymi oczyma próbuję zatrzymać wrażenie jego obecności jeszcze choć przez chwilę. Chodzę potem cały dzień taki trochę skulony do wewnątrz, mimo to lubię, jak mi się śni. To taki cień jego obecności...
- Jeszcze będzie dobrze – powiedziała cicho, przerywając milczenie. 
- Już jest – spojrzał na nią, stojącą obok i wpatrzoną w horyzont. Słońce powoli chowało się za ciemną ścianę lasu, a świeży, pachnący zielenią i rozgrzaną ziemią wiatr lekko rozwiewał jej długie, gęste, ciemne włosy. Wciąż była dziewczęca i niewiele zmieniła się od studiów. Ich przyjaźń przetrwała próbę czasu, pomimo dość rzadkiego widywania się. Bez względu na to, ile czasu minęło, zawsze kiedy się spotkali, oboje mieli wrażenie, jakby widzieli się zaledwie wczoraj.  
- Odczuwanie straty i tęsknoty w codziennym życiu nie jest ani w połowie tak dramatyczne, jak w powieściach – podjął z lekkim uśmiechem - bo codzienność je temperuje, rozprasza obowiązkami, którym trzeba się oddać i które odwracają uwagę od martyrologii tęsknienia. Jej przypływy tracą z czasem na częstotliwości i intensywności, choć co jakiś czas wracają i odchodzą, jak fale, między którymi toczy się zwyczajne życie. Można je nawet polubić, bo przypominają szczęśliwą historię, do której tylko happy end się zgubił… - zamilkł na moment zapatrzywszy się gdzieś w dal. – To źle, że pamiętam? – zapytał cicho po chwili.
- Nie. Byłeś z nim szczęśliwy, a tego się nie zapomina. I nie rób sobie wyrzutów, że w głębi duszy chcesz, żeby on też pamiętał – uśmiechnęła się widząc, jak unosi lewą brew zdziwiony. – Mam jednak nadzieję, że poznasz kogoś, bo widzisz – popatrzyła mu w oczy z powagą - samotność jest przereklamowana.
- Tak, ale oswajam myśl o niej. Prawda jest taka, że nie potrafię o nim zapomnieć, choć wiem, że tak byłoby najlepiej. Wciąż noszę go pod skórą. To zabrzmi banalnie, ale z nim było tak, jakbym dopiero wtedy zaczął naprawdę żyć. Świat się zatrzymywał, kiedy byliśmy blisko, tylko on i ja. To mnie odmieniło. Jego również. Ta niezwykła, rzadka i krucha więź… Chciałbym, żeby to się powtórzyło, ale jestem realistą. Muszę być. Szanse na poznanie kogoś, na nową miłość, gwałtownie szybują w dół. Nie młodnieję. Zresztą, ja nawet nie wiem, czy jestem jeszcze zdolny do takiego oddania się. Czasem mam wrażenie, że jestem jałową pustynią. I do tego mam stępioną empatię, jakbym funkcjonował w jakiejś selektywnej sedacji.
- Mówisz, że nie wiesz, czy jesteś jeszcze zdolny, bo czujesz się jałowy – spojrzała figlarnie. – A ja ci mówię, że jeśli poznasz kogoś, kto cię zainspiruje, wszystko może się zmienić. No chyba, że zadusisz i umordujesz w samym zarodku, to wtedy nie – powiedziała śmiejąc się. Bardzo lubił jej śmiech. Lekko odchylała głowę do tyłu i perliła ten swój dźwięczny, srebrzysty i zaraźliwy chichot, do którego nie sposób było nie dołączyć. Miała jeden z najładniejszych śmiechów jakie słyszał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger