13 grudnia

Rocznica stanu wojennego

Pamiętam stan wojenny jak przez mgłę. W zasadzie pojedyncze obrazy, bo cóż więcej mogło zapamiętać kilkuletnie dziecko. Pamiętam swoje rozczarowanie, kiedy w telewizji zamiast koguta w czołówce Teleranka ujrzałem przemawiającego Jaruzelskiego, mamę wychodzącą o 3 w nocy do kolejki do mięsnego, żeby kupić jakąś wędlinę na Święta. Nie kupiła – brakło i wróciła z niczym. O dziwo, w mojej górskiej miejscowości MO nie robiło problemu kobietom stojącym w kolejkach w nocy, czy też do tych kolejek idącym. Legitymowali je i zostawiali w spokoju. Chyba nawet oni rozumieli, że kolejka to nie demonstracja. Zresztą mieli swoje matki i żony, być może też stojące w jakichś kolejkach, choć mówiło się, że partyjni (w MO tylko nieliczni tacy nie byli) zaopatrywali się w specjalnych, niedostępnych dla zwykłego szarego obywatela sklepach. Pamiętam dziadka siedzącego przy kuchennym stole, słuchającego Wolnej Europy, w której mówili o pacyfikacji kopalni Wujek w Katowicach, szaroburość, przygnębienie, solone masło, dżem truskawkowy na chlebie bez masła, karmel zrobiony przez mamę z cukru na łyżeczce nad gazem, gazetę zamiast papieru toaletowego. Jak niesamowicie kreatywne były nasze matki ubierając nas i karmiąc tym, co było dostępne, a bardzo niewiele tego było. Wkurza mnie, gdy ktoś mówi, że wtedy było lepiej. Komu? Wkurza mnie zawłaszczanie tej znamiennej daty, wykorzystywanie jej do uprawiania politycznej hucpy, nachalnej propagandy i demagogii. Retoryka wszystkich (!) stron politycznej sceny bardzo przypomina tamtą. Choć jej nie pamiętam, to znam ją z ówczesnych gazet. Arogancja, protekcjonalność, pogarda i narzucanie swoich interesów politycznych innym. 

18 komentarzy:

  1. Ja też ledwo pamiętam. W zasadzie to głównie to, że jak były imieniny mojej babci w lutym, rodzina musiała rozejść się wcześniej niż zwykle właśnie z powodu godziny milicyjnej, ale o Teleranku jakoś nie pamiętałem i nie widziałem ani czołgów, ani koksowników.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ze stanu wojennego nie pamiętam nic - radośnie szczałam wtedy w pieluchy. Tetrowe. Prane ręcznie przez moją mamę. Pamiętam to, co było po stanie wojennym - kartki, kolejki po wszystko, szaroburość i kozaki relax. Obrzydliwe. Ale była też oranżada z torebki, którą się lizało z ręki. Były piosenki zespołu Lombard, a jak już się udało jakąś wędlinę dostać, to była naprawdę smaczna. Z opowiadań rodziny (niepartyjnej) kojarzę tylko jeden wielki plus - nikt się nie bał bezrobocia. Moja mama nie bała się decydować na ciążę ze strachu, że nie będzie dokąd wracać. Dziś każda pracująca kobieta o tym myśli. Wolny rynek jeszcze nie wpadł na to, jak zadbać o pracownice rodzaju żeńskiego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałem te obrzydliwe, wystane w wielogodzinnej kolejce przez mamę Relaxy, orenżady z torebki nie lubiłem ani na sucho ani na mokro, bo było coś lepszego, bardziej ekskluzywnego i o wiele trudniej dostępnego - Visolvit. Na sucho z ręki oczywiście. Jak go mieliśmy, udawaliśmy, że to szampan w proszku i zlizywaliśmy go w nabożnym skupieniu i ekstazie. To prawda, nikt się nie bał bezrobocia, bo funkcjonował nakaz pracy. Teraz czegoś takiego nie ma. To nie wolny rynek nie dba o pracownice-matki, bo rozwiązania prawne są w kodeksie pracy, problemem są niektórzy szefowie, dla których te zapisy to pusta litera.

      Usuń
    2. Kurczak! Oranżada, vibovit i visolvit były wciągane na sucho z większą rozkoszą niż dziś kokaina. Pojęcia nie mam, co my w tym widzieliśmy, ale było super!

      Usuń
    3. Vibovit zepsuli. Jest w sprzedaży, ale nie zostawili go w oryginalnym smaku, tylko dorzucili np aromat bananowy lub eee waniliowy.

      Usuń
    4. Visolvit królował, Vibovit wciągaliśmy tylko, jak Visolvitu nie było. Kupiłem jakiś czas temu opakowanie Visolvitu i wciągnąłem saszetkę - pycha, ale emocji już takich nie było:)

      Usuń
  3. Ja miałem na odwrót. Vibovit priorytetowo a Visolvit awaryjnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Już widzę oczami wyobraźni jak umawiamy się na mieście, stajemy w ciemnej bramie, a Ty mnie konspiracyjnym szeptem pytasz "masz?". Ja kiwam głową i wsuwam Ci w rękę zgniecioną torebeczkę Visolvitu. Oboje rozglądamy się na boki, czy nikt nas nie obserwuje, rozrywamy papierek i zaczynamy wciągać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo plastycznie opisane - ujrzałem ową scenkę jak żywą:)

      Usuń
  5. a teraz kreuja sie na oblezona twierdze i zamach stanu...
    wydaje mi sie, ze chyba maly szczerbaty zrobil jeden krok za daleko...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubię takiej personalnej, obraźliwej retoryki. Napisałem powyżej i jeszcze raz to podkreślę, że retoryka WSZYSTKICH stron sceny politycznej przypomina mi tamtą ze stanu wojennego, Nie tylko PISowska, ale również namolna retoryka KODu i skompromitowanej ośmiorniczkami PO. Powyższy wpis nie był formą opowiedzenia się za jakąkolwiek opcją polityczną.

      Usuń
    2. Nie wiem czy precyzyjnie sie wyraze. W polityce jest jak w szambie - jedne świnie chcą odgonić inne od koryta.

      Szcerbatego nadprezesa nie znosze, bo to czlowiek chory z nienawisci, jednak - co po nim, co po nich, jakie sa alternatywy? Tam ludzi czystych nie ma

      Usuń
    3. Wyraziłeś się bardzo precyzyjnie i plastycznie, co więcej, podzielam to Twoje wrażenie.

      Usuń
  6. Pamiętasz stan wojenny?? Haha, w mojej wyobraźni miales jakieś 29-31 kat:)
    Wiesz, że sniles mi się dzisiaj? Tzn. nie widziałem cię, ale w nim byłeś. Kupiłem wille w mojej rodzinnej wiosce, pod lasem.byłeś nieźle nadziany. Postanowiłem cię odwiedzić, bo, jak pomyślałem we śnie, fajnie byłoby mieć bogatego i oczytanego przyjaciela geja :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiles wille, nie kupiłem. Autokorekta.

      Usuń
    2. Tak Marcyś, pamiętam stan wojenny. Trudno w to uwierzyć, mnie również, ale już od jakiegoś czasu nie mam lat 29 ani 31:) Podoba mi się Twój sen. Nieźle nadziany? Ha ha ha. Nie miałbym nic przeciwko. Obiecuję, że jak stanę się nadziany i kupię willę, gdziekolwiek by to było, zaproszę Cię:)

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger