27 lutego

Kolczuga i inne militaria

Drzwi się otwarły i pojawiła się w nich roziskrzona, srebrzysta postać. Migotliwe świetlne iskry, jak maleńkie błyskawice, skakały po niej oślepiając moje oczy. Anioł – pomyślałem oniemiały, kiedy świetlista postać zbliżała się w moim kierunku. Chciałem wrzasnąć, ale głos uwiązł mi w krtani. I dobrze, bo to nie był anioł tylko koleżanka przyodziana w srebrną kolczugę. Tak, w kolczugę! Zabezpieczającą ją od szyi po kolana. Usiadła na swoim miejscu odprowadzona spojrzeniami pełnymi szczerego podziwu. Zastanowiło mnie, dlaczego przy siadaniu kolczuga ta nie zazgrzytała i nie zachrzęściła, jak można byłoby się spodziewać. I jak powinna była! Brak owego chrzęstozgrzytu zrodził moje podejrzenie, że nie jest ona wykonana z metalu, a z jakiegoś innego, tajemniczego materiału. Może to owa legendarna kolczuga mości Froda, wykonana z bezcennego mithrilu, miękka jak jedwab i mocna jak kevlar połączony z włóknami aramidowymi i szybą przeciwpancerną? Frodo odpłynął za morze, więc nie jest mu już potrzebna, a dla koleżanki jak znalazł. Nawet jeśli to nie mithril, a zwykła srebrna dzianina, to i tak nie można nie docenić jej psychologicznego oddziaływania na ewentualnego zamachowca. Skąd taki wniosek? Ano stąd, że koleżanka porusza się głównie komunikacją miejską, a po przeczytaniu posta diabła w buraczkach >>KLIK<< o czyhających w niej zagrożeniach, olśniło mnie: koleżanka po prostu się zabezpiecza przed ewentualną napaścią uzbrojonych strzyg ową miejską komunikacją się przemieszczających. Choć… Znając ją, nie sądzę, żeby jakakolwiek strzyga ośmieliła się na nią targnąć ręką, szponem, tudzież innymi militariami. Po prostu, jak mówi gawiedź u mnie w górach, ręka by jej „uskła” zanim by koleżanki dosięgła. Odgryzłaby ją jej z szybkością błyskawicy. Zerkając dyskretnie na to cudo, które na siebie włożyła, pomyślałem sobie, że gdyby ją zobaczył pan Jacyków, botoks w twarzy by mu się zwarzył, zalewając jego jestestwo taką dawką zwarzonej botuliny, że zwoje mózgowe rozwinęłyby się mu i zwinęły z powrotem w odwrotnym kierunku, zmieniając go przy okazji z waginosceptyka w waginoentuzjastę, tak, że padłszy na kolana błagałby ją skamląc, by go wystylizowała i poślubiła. Paradowaliby potem razem wystrojeni po czerwonych dywanach salonów…

Ciekawe, czy w spadku po mości Frodzie otrzymała też słynną pelerynę niewidkę? Jeśli któregoś dnia w robocie ujrzę samoklikającą klawiaturę, samoprzemieszczające się powietrzem kartki papieru, tudzież samobujający się fotel (koleżanka lubi się czasem na fotelu bujnąć), będę wiedział, że to nie żadne czary mary, a dzień prezentacji owej peleryny niewidki. Skomplementuję, że bardzo twarzowa. A co…

***

Gocha zadzwoniła wczoraj, żeby pogadać. Nie jest to w tym wypadku (wyjątkowo) eufemizm, bo rzeczywiście zadzwoniła, żeby pogadać a nie, jak ma w zwyczaju, pomonologować. Miała niezmiernie rzadki napad potrzeby realizacji integrującego dialogu, żeby poczuć się częścią jakiegoś środowiska i muszę przyznać, że całkiem przyjemnie się z nią pogadało. Nie to, że szał był i tyłek urwało, nie. Konwencja pępka wszechświata zarządzającego wszystkimi i wszystkim nie była jednak dominująca, co w jej przypadku było ogromnym poświęceniem, do jakiego – zdawało mi się – nie była zdolna i już to, w konfrontacji ze zwykłą jej egocentryczną megalomanią sprawiło, że gadało się przyjemnie. Człowiek zna kogoś całe życie i wydaje mu się, że zna tego kogoś dobrze, a tu proszę, surprise, bo okazuje się, że nawet Gocha czasem potrafi swój egotyzm utrzymać na wodzy. W tym kontekście, po tym jak ją bezlitośnie obsmarowałem onegdaj – a powszechnie wiadomym jest, że prędzej język bym sobie wyrwał niż obmówił bliźniego - obiecuję rozważyć, jak tylko opublikuję tego posta, czy aby nie wyrwać sobie tego mojego niewyparzonego jęzora z jamy gębowej… 

Update (30 sekund przed publikacją)

Po głębokim namyśle postanowiłem jednak tego nie robić, bowiem z doświadczenia wiem, że egotyzm i megalomania stanowią nienaruszalne jądro osobowości Gochy, więc następny jej telefon, najprawdopodobniej doskonale wpasowujący się w zwyczajną konwencję, z obsobaczenia jej mnie rozgrzeszy…  

18 komentarzy:

  1. Miało być glitter a wyszedł punkt skupu złomu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Marcyś ona by się z Tobą nie zgodziła:)

      Usuń
    2. Ze mną jak ze mną, ale jakby ją nurki zaczęły wynosić do punktu skupu...

      Usuń
  2. Mnie po synu w domu zostały fajne biżu do tej stylizacji - kilka toporów, miecz oburęczny, dwie tarcze, nogawice, i fajna misurka. Tanio oddam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że nogawice i fajna misiurka mogłyby zyskać aprobatę koleżanki:)

      Usuń
  3. co do Gochy, ludzie podobno zmieniają się co kilka lat, może robi się bardziej świadoma, coś ją olśniło. Nie nie, nie namawiam Cię abyś dał jej szansę, tak mi przyszło do głowy. Co do materiału w srebrne cekinki, oglądałam niedawno podobne zjawisko :P hehe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że wytłumaczenie jest prostsze: nie było w jej pobliżu rodziców, którzy ją pompują i nakręcają, więc zachowywała się w miarę normalnie. W towarzystwie rodziców Gocha funkcjonuje zawsze na wysokim c - bardzo o to dbają.

      Usuń
    2. A jednak. Czyli jest jeszcze dla niej ratunek :)

      Usuń
  4. Jakby kolezanka sprzedawala ten mithril, to dasz znac? Ah, no i z golfem moze owa kolczuga jest? Bo te pazury to tak przy szyji mialam wlasnie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety bez golfa, ale jeśliby odkupić od Czarnego(w)Pieprza nogawice i zdrutować je wzdłuż, mogłyby posłużyć jako ochraniacz szyjny

      Usuń
  5. Bardzo fajnie czytało się ten post. Pozdrowienia dla autorki, bo czuć tutaj lekkie pióro. Blog również bardzo mi sie podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Strzelectwo też ma swoje boty, które ustawione na autorki... Lol

      Usuń
    2. są ustawione, a powinno być, są wycelowane w autorki :P

      Usuń
    3. Uff, użyło mi. W takim razie nic mi nie grozi:) Dzięki eM.

      Usuń
    4. No Tobie nie, ale wiesz, ja się rozglądam :P

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger