27 maja

O identyfikacji, lustracji i kompilacji

Cały wczorajszy wieczór czułem się nieswój. Brakowało mi jakiegoś elementu towarzyszącego w kontrapunkcie. Nie potrafiłem go jednak zidentyfikować, a że jego brak mi nie doskwierał, przestałem zawracać sobie tym głowę. Dziś rano sprawa wyjaśniła się sama, a w zasadzie wyjaśnił mi ją sąsiad, kiedy stałem się mimowolnym audytorium jego telefonicznych zwierzeń, snutych na balkonie przy paleniu papierosów. Mianowicie któryś z sąsiadów wreszcie nie zdzierżył jego popołudniowo-wieczornych muzycznych transmisji, którymi nas uszczęśliwiał do późna i zwrócił mu uwagę, którą on zignorował. Kiedy przedwczorajszym wieczorem ponownie obdarował nas tradycyjnym łomotem, tuż po 22 któryś z sąsiadów nasłał na niego policję. Nie powiem, że mnie to nie uradowało, bo sam wielokrotnie miałem ochotę to uczynić, kiedy moje łóżko wraz z podłogą podskakiwało w rytm aplikowanych przez niego łomotów. Mam nadzieję, że zmiana okaże się trwała.

***

Nie wiem, czy to z powodu oszołomienia ciszą, czy może dziesięciogodzinnego, cudownego wyspania się, a może z obu powodów, podczas lustracji mojej własnej, osobistej twarzy, dokonanej w łazienkowym zwierciadle dziś rano podczas mycia zębów, zakiełkowała we mnie refleksja, która prawie nigdy mi się nie zdarza, że jeszcze całkiem fajnie sobie wyglądam na gębie, nawet lepiej niż dwadzieścia lat temu. Pokrzepiony tą niespodziewaną myślą oddaliłem od siebie pokusę wielogodzinnego kontemplowania własnej urody, w celu zrobienia zapasu dobrej refleksji na gorsze poranki...

***

Robiąc kompilację piosenek do słuchania w aucie odnalazłem kilka, o których dawno zapomniałem, a kiedyś bardzo lubiłem. Tak już mam, że piosenki spinają się w mojej głowie z wydarzeniami, ludźmi, miejscami, zapachami i słuchane nawet po wielu latach uruchamiają geometrię wspomnień, czasem niewyraźnych, zamglonych, zredukowanych przez czas jedynie do poczucia niejasnego ciepła, które trudno z czymkolwiek konkretnym powiązać, a czasem pełnych kolorów, twarzy i słów zastygłych w powietrzu. „Come along” Titiyo jest właśnie jedną z tych obfitujących w barwne wspomnienia… 


3 komentarze:

  1. Trzeba było włączyć Slayera i wyjść z domu na parę godzin.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ukarać innych sąsiadów przy okazji? Nie. Jak na razie dobra zmiana trwa:)

      Usuń
    2. Może inni sąsiedzi lubią?

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger