02 listopada

O 40 stopniach - epilog

Niedawno pisałem o zaplanowanej na przyszły rok cholecystektomii mamy. Zrobiono ją jej na cito (klasycznie) w zeszłym tygodniu, po zdiagnozowaniu w usg dorodnego, pracowicie wyhodowanego przez nią (z pomocą lekarzy) dorodnego okołopęcherzykowego ropnia. Choć przed operacją nie obyło się bez chwil grozy, bo istniał niewielki margines, że na pęcherzyku, prócz ropnia, mógł być też guz, szczęśliwie jednak wszystko kończy się dobrze. Mama jest już w domu, słaba, ale zadowolona, że jest już wyleczona. Teraz tylko musi wrócić do sił. Pielęgnujemy, zmieniamy opatrunki, gotujemy, sprzątamy, a ja na dodatek palę w piecu, czego entuzjastą jestem umiarkowanym…

9 komentarzy:

  1. Trwaj dzielnie na posterunku;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czyli dobrze i wszystko się skończyło po Twojej myśli, z piecem również, bo przecież tylko ktoś odpowiedzialny może igrać z ogniem. Przyjemnego powrotu do zdrowia dla mamy :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Całe szczęście że wszystko dobrze się skończyło - rychłego powrotu do zdrowia i nabrania sił!

    OdpowiedzUsuń
  4. widzę, że mama ma dobrą opiekę, więc szybko wróci do sił :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Trzymam kciuki i kibicuję by rekonwalescencja była krótka. Wszystkiego dobrego dla Ciebie i Mamy. Serdeczności.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger