01 maja

Herbatka

Pani Zosia hołduje zasadzie, że każda okazja, a nawet jej brak, jest doskonałym pretekstem do napicia się herbaty. Można by ją nawet posądzić o nieświadomy anglofilizm, gdyby nie fakt, że herbatę podaje na sposób zdecydowanie polski, w szklankach ze spodeczkami. Podczas wczorajszej naszej u niej wizyty, pani Zosia podała ukręcone przez siebie ciasto i herbatę. Moja szklanka na rancie miała niezbyt dokładnie zmytą szminkę. Odwróciłem ją dyskretnie. Jednak zauważyła. W trzy sekundy rozstrzygnęła wewnętrzny dylemat, czy doznać zawału i wylewu jednocześnie, czy też porwać się i wymienić szklankę na czystą. Ów proces odmalował się na jej twarzy feerią kilkunastu odcieni czerwieni, począwszy od purpury, przez cynober, na amarancie kończąc. Druga opcja przeważyła, więc zerwała się jak nastolatka, capnęła w locie moją szklankę i pogalopowała z nią do kuchni z szybkością, o jaką już od dawna bym jej nie podejrzewał. Przeszliśmy z tym wypadkiem do porządku dziennego bez słowa, bo też i nie było powodów do ekscytacji czy wzruszeń, jednak krwisty rumieniec, który jeszcze długo kwitł na policzkach pani Zosi świadczył o wzburzeniu owym uszczerbkiem na reputacji gospodyni, jaki poniosła. W swoich własnych oczach. Jakby jeszcze miała nie dość powodów do wzburzeń. Incydent ten jedynie na chwilę wytrącił panią Zosię z równowagi, zakłócając jej emocjonalną opowieść o dolegliwościach ją trapiących. Tak naprawdę pani Zosia, jak na swoją osiemdziesiątkę, trzyma się świetnie i jest w bardzo dobrej formie, bo nic jej nie dolega, prócz tego, co sobie sama wymyśli i wkręci. Aktualnie zdecydowała, że trząść się będzie jak ta osika. Wewnętrznie. Bowiem zewnętrzna powłoka za tą wewnętrzną potrzebą osikowania jednak nie podąża, co nie przeszkadza pani Zosi w snuciu grobowym głosem smętnej opowieści o owych trapiących ją permanentnie telepkach, ilustrowanej przekonywującym i szalenie efektownym demo, w postaci trzepania rękoma…

11 komentarzy:

  1. Jak człowiek sobie coś sam wkręci, to czasem bardziej niebezpieczne niż faktyczne schorzenia... Pozdrawiam serdecznie i też się napiję herbatki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zatem najlepiej wkręcać sobie tylko jakieś przyjemności:) Odpozdrawiam.

      Usuń
  2. Czyli wszystko dobrze. Pani Zosia jak zwykle w swoim zdrowotnym żywiole. Zaniepokojenie mogłoby wzbudzić ewwntualnie nagłe wyzdrowienie Pani Zosi z chorób wszelkich:-)
    Herbatkę w szklance ozdobionej z dwóch stron karminową szminką zaserwowała mi dzieści lat temu koleżanka. Herbatki było pół szklanki o temperaturze raczej letniej, ponadto szklankę zdobiły odciski czyichś paluszków w liczbie mnogiej. Mój przełyk zwęził się do przekroju słomki do picia napojów. Skończyło się na tym, że zdaniem koleżanki strzelam focha i dostałam dolewkę gorącej wody do tej samej herbatki. Mój żołądek wyszedł przez gardło i jęknął: Ratuj bo mi niedobrze. Zerwałam się jak poparzona, wymachując rękoma i wyrzucając na jednym wydechu, że o czymś ważnym zapomniałam, czy cóś...Za drzwiami wepchnęłam żołądek na miejsce i odetchnęłam z ulgą.
    Pani Zosia z racji wieku mogła czegoś nie dojrzeć, ale moja koleżanka...
    Pozdrawiam majówkowo:-)
    Marytka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może koleżanka nie włożyła okularów?

      Usuń
    2. To nie była kwestia okularów tylko jakiegoś totalnego zakręcenia:-). Zresztą było, minęło. Tak mi się tylko przypomniało, bo na punkcie dobrej herbaty byłam kiedyś nieźle zakręcona. Teraz przeszło mi na kawę:-)
      Marytka

      Usuń
  3. Jaka zgrabna opowieść, bardzo lubię Cię czytać :)

    A taka telepka wewnętrzna to prawda. Na zewnątrz nic nie widać, a w środku drży. Tylko nie pamiętam dlaczego :) Pewnie leczy się to herbatką. Bo herbatka dobra na wszystko, u mnie też jak ktoś ma zmartwienie, jak chce pogadać, źle się czuje, robi się herbatę. I to tworzy taką atmosferę, ze człowiekowi się robi na duszy porządniej. Tak to bym nazwała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, wiem, że ta wewnętrzna telepka, za którą powłoka nie nadąża to prawda i pani Zosia czasem ją miewa, jak każdy wrażliwy człowiek, jednak ona w tym się rozsmakowuje. Mam wrażenie, że odkąd przekroczyła osiemdziesiątkę to rozsmakowywanie się uległo wzmocnieniu, zyskując dodatkowy element w postaci oczekiwania tego, co kiedyś nieuniknione dla każdego z nas. Pani Zosia zamiast żyć, oczekuje i tu upatrywałbym źródła owych telepek.

      Usuń
  4. Jako żywo przed oczami stanęła mi scena z Misia - "Pani Kowalska, pani wytrze tę szminkę, bo się klient będzie pieklił!" - no, ale Ty się pewnie nie piekliłeś? Moja ciocia miała telepki, i też lubiła opowiadać jak to strasznie nią targają w momentach dramatycznych:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie piekliłem się - odwróciłem od siebie ową szminkę i miałem szczery zamiar wypić tę herbatę, jednak pani Zosia dysponująca sokolim wzrokiem do dali (do bliży musi używać okularów) wracając z kuchni z ciastem dostrzegła tę szminkę.

      Usuń
    2. A "Misia" uwielbiam, "Rozmowy kontrolowane" również:)

      Usuń
  5. o matko ... żebym na starość tylko nie była taką Panią Zosią. Strasznie to musiało być dla niej stresujące doświadczenie.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger