16 czerwca

Brązowooki (2)

Minęliśmy się znowu. Miesiąc temu. Tym razem na koncercie. Spodziewałem się, że Brązowooki na tym koncercie będzie i czekałem niecierpliwie. W trakcie koncertu zerkałem na Niego dyskretnie. Wydał mi się zmęczony – podpierał głowę dłonią i chwilami zamykał oczy. W przerwie wszyscy wyszli do foyer. Ja również. Zamierzałem znaleźć znajomych, żeby podzielić się wrażeniami. Schodząc schodami na parter zauważyłem, że tuż przy schodach, w grupce swoich znajomych stoi Brązowooki. Zamierzałem odważnie się przywitać – no przecież byłoby niegrzecznie udawać, że Go nie poznaję. Brązowooki odwrócił głowę i szybko spojrzał przez ramię na mnie schodzącego po schodach i uśmiechającego się jak zawsze, kiedy Go widziałem. Zanim jednak wyciągnąłem rękę na powitanie, przemieścił się do innej grupki swoich znajomych, na drugim końcu foyer, w bezpiecznej odległości ode mnie. Znalazłem swoich znajomych i wesoło zacząłem z nimi rozmawiać. Kątem oka widziałem Brązowego i dostrzegłem, że ten kilkakrotnie dyskretnie na mnie spojrzał. Skinąłem głową, Brązowy się odkłonił, ale natychmiast uciekł ze spojrzeniem.
- Nie rozumiem tego – pomyślałem zawiedziony.
Liczyłem, że się z Nim przywitam i wymienię kilka kurtuazyjnych zdań. Po koncercie ponownie minęliśmy się, tym razem przy wyjściu – Brązowooki spojrzał tylko smutno i poszedł. W jego spojrzeniu była samotność… Znałem to spojrzenie. Tak kiedyś patrzył Szarooki.
Skonstatowałem ze zdziwieniem, że w sytuacjach 1 na 1, Brązowy uśmiechał się i nawiązywał kontakt wzrokowy, natomiast w obecności innych osób w ogóle kontaktu wzrokowego nie nawiązywał, ba, starannie go unikał.
- Dziwne to wszystko – myślałem – nie wiem co o tym myśleć.
Dziwne to, że będąc człowiekiem towarzyskim, łatwo nawiązującym kontakt i bynajmniej nie nieśmiałym, pod spojrzeniem tych brązowych oczu robiłem się jakiś taki…hm…trochę onieśmielony i nie bardzo wiedziałem jak do Niego zagadać. Najdziwniejsze zaś dla mnie było wrażenie, że On, „lew salonowy”, w stosunku do mnie wykazywał podobny defekt.
- Hm… Cóś jakby było na rzecy, jak mawiają Górale – pomyślałem.
Zamierzam to zbadać…
Łatwe to nie będzie. Funkcjonujemy w dwóch zupełnie różnych hermetycznych środowiskach zawodowych i stykamy się jedynie kilka razy w roku, kiedy nasze zawodowe drogi się krzyżują, nie mamy wspólnych znajomych. Brązowooki to inteligentna bestia…
Słyszałem Go przemawiającego do audytorium. Szczerze zazdrościłem Mu swobody wypowiedzi. A mówił znakomicie. Miewam przebłyski inteligencji i wypowiedzieć się potrafię, jednak zawsze publiczne przemowy są dla mnie stresujące i nie czuję się w takich sytuacjach zbyt komfortowo. Za to spostrzegawczy jestem jak rzadko.
Może nic nas nie łączy oprócz tego, że on również czasem czuje się samotny. W każdym człowieku żyje ogromne pragnienie oddawania się drugiemu człowiekowi i otrzymywania z drugiego człowieka, potrzeba bezgranicznego zaufania i bliskości. Jeśli ten błysk zainteresowania, który ujrzałem w jego oczach nie był wytworem mojej wyobraźni, na pewno okazja do zbadania będzie.
Uspokojony tą myślą dojechałem do domu. Przed położeniem się do łóżka zapytałem wujka Google o Brązowookiego i otrzymałem odpowiedź… Dowiedziałem się mianowicie z wywiadu, jakiego udzielił, że ulubioną jego książką jest „Władca Pierścieni” Tolkiena. To mnie nie dziwi. Przecież on sam wygląda jak Aragorn. Tyle, że brązowooki…

1 komentarz:

  1. Gdy na kimś bardzo nam zależy, do głosu dochodzi niepewność, prowadząc do skrępowania.

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger