28 czerwca

Szczerość

Szczerość czasem jednak popłaca..

W ciągu ostatnich dni przewędrowałem górami sporo kilometrów - przedwczoraj 15, a wczoraj trochę ponad 10. Powietrze, widoki, dźwięki, zapachy - wszystko super. A na drugi dzień zakwasy w udach takie, że z trudem zwlókłem się rano z łóżka. Bardzo zresztą zadowolony. W związku z tym, że dzisiejszy dzień był deszczowy i zimny, nie mogąc powłóczyć się po górach, postanowiłem pojechać do supermarketu i zrobić potrzebne zakupy.

Wybrałem się więc na te zakupy. Zaparkowałem i poszedłem do wejścia. Idąc, widziałem, że jakiś „Łazik” kręci się po parkingu. Kupiłem to, co miałem kupić i wracając do samochodu, usłyszałem za sobą głos:

- Kierowniku, kierowniku – powiedział jakiś facet. Widać było, że lubi popić, bo jego twarz miała fioletowawy odcień, zdradzający jego upodobania.
- Kierowniku, dałby kierownik złotówkę? – zapytał
Z zasady nie daję pieniędzy. Owszem, kupię jakieś jedzenie i dam, jeśli ktoś o to poprosi, ale kasy na alkohol z zasady nie daję. Gość chyba zobaczył niechęć malującą się na mojej twarzy, bo kiedy miałem mu odmówić, szybko dodał:
- Kierowniku, nie będę ściemniał – zbieram na alkohol.
Jego szczerość rozbawiła mnie i dałem mu tę złotówkę.
- Dzięki kierowniku – ucieszył się gość i szczęśliwy pognał ku wejściu do supermarketu. Widocznie do potrzebnej do zakupu jakiegoś alkoholu kwoty brakowało mu tej złotówki. Wsiadając do samochodu pomyślałem sobie, jak niewiele czasem trzeba, żeby uszczęśliwić człowieka. Czasem wystarczy tylko złotówka.

Szczerość czasem popłaca.

***

Wracając z zakupów wstąpiłem na moment do Pani Zosi coś jej podrzucić. I tu druga niespodzianka. Wizyta u lekarza rodzinnego musiała być owocna, bo Pani Zosia w bardzo dobrej formie, radosna i towarzyska. Rozśmieszyła mnie dziś swoją opowieścią. Swego czasu wraz z mężem udzielała się towarzysko i bywała na koncertach. Opowiedziała, że bardzo zawsze lubiła śpiewające męskie głosy, natomiast koloratur nie cierpiała. Cyt.: „Faceci śpiewali cudnie, natomiast te baby, jak zaczęły wyć, to myślałam, że do nieba odjadą”. Pani Zosia potrafi nazywać rzeczy po imieniu.  Co prawda ja najbardziej lubię śpiewające soprany, ale o gustach się nie dyskutuje. Pani Zosia nie wspomniała nic o chorobach, w ogóle nie narzekała. Najwidoczniej cały bagaż bolączek zostawiła u lekarza rodzinnego…

1 komentarz:

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger