18 czerwca

W oczekiwaniu

Licze niecierpliwie dni do urlopu. To już za chwilę, dzięki Bogu! Bardzo już jestem zmęczony pracą, gwarem wielkiego miasta, współpracownikami. Chcę stąd uciec do siebie, w góry. Żyję w wielkim mieście od początku studiów, już ładnych parę lat. Przywykłem, choć na początku było trudno. Mam tu swoje życie, mieszkanie, pracę, przyjaciół. Jest mi tu dobrze i naprawdę doceniam swoje życie tutaj, ale… Tak naprawdę wielkie miasto to nie jest mój żywioł. Pomimo swoich zalet (m.in. anonimowość), wielkie miasto mnie męczy. Ten ciągły gwar, nieustanny pośpiech, tłok, tempo życia. Tutaj dzień za dniem śmigają z oszałamiającą szybkością. A ja daję się wessać temu pośpiechowi. Aż się dziwię, że w ogóle mam tu czas, żeby zatęsknić i rozczulić się nad sobą. Przychodzi jednak taki dzień, że mówię dość temu wariackiemu tempu. Chcę urlopu. Chcę w góry! Tęsknię za szczególną atmosferą rodzinnego domu, pachnącym powietrzem, górami, lasami, szmerem górskiego strumyka przepływającego opodal i czasem, sączącym się tam nieśpiesznie. Można się tam zatrzymać, odetchnąć pełną piersią, popatrzeć wokół siebie i zachwycić się okolicznościami przyrody. Tam jest na to czas. Nawet przywiezione z wielkiego miasta problemy zyskują tam inny wymiar, jak je górski wietrzyk przewieje. Aktualnie ten górski raj zyskał jeszcze jedną zaletę – jest daleko od Brązowookiego. A tego właśnie potrzebuję. Niech górski wiatr wywieje go z mojej głowy. Trwam w oczekiwaniu. Na urlop.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger