06 lutego

O odsapnięciu i scenie zazdrości

Szał pracy trwa, jednak postanowiłem zatrzymać się i odsapnąć chwilę. Mogę sobie na to pozwolić, bo w zasadzie wszystko ogarnąłem. Jeszcze tylko wygładzę, dopieszczę i jutro efekty mojej dwutygodniowej ciężkiej harówy mogę oddać nadszefowi. Powinien być zadowolony. Zatrzymałem się, żeby odetchnąć i… nie mam pomysłu na tego posta. Nie mam pojęcia o czym napisać. Praca tak mnie pochłonęła, że na prywatne życie czasu nie stało, więc też nic ciekawego się nie działo, o czym warto byłoby napisać. Choć nie. Stało się coś ciekawego. W pracy właśnie. Po raz pierwszy w życiu doświadczyłem sceny zazdrości w pracy. I to ze strony kolegi. To kolega na równorzędnym stanowisku. Szczerze mówiąc, zastanawiałem się już niejednokrotnie, jakim cudem ten koleś dostał to stanowisko, bo... hm... że tak to ujmę: szału nie ma. I nie ma w tej mojej ocenie nic złośliwego. Już od jakiegoś czasu zauważyłem, że kolega ma problem z tym, że nadszef liczy się z moim zdaniem. Starał się to ukrywać, z lepszym lub gorszym efektem, bo czasem nie mógł sobie odmówić jakiejś drobnej uszczypliwości skierowanej do mnie. Wczoraj jednak pękł i popłynął. Tak się wczoraj złożyło, że wchodząc do pracy, minąłem się przy wejściu z nadszefem. Po standardowym powitaniu, nadszef zwrócił się do mnie słowami: „Panie Adamie, czy byłby pan tak uprzejmy przekazać panu W. - bo zapomniałem powiedzieć sekretarce - że chciałbym z nim porozmawiać, jak wrócę? Proszę mu powiedzieć, że zapraszam go na dwunastą do mnie”. „Dobrze panie nadszefie, przekażę” odpowiedziałem. Tak też zrobiłem. W koledze zazdrość się zagotowała i wybuchła. Ale jak! Trzeba było to zobaczyć. Zaczął się wydzierać do mnie, że jest pomijany, źle traktowany, że nadszef informuje mnie o wszystkim wcześniej niż jego. Stał i wrzeszczał na mnie. To był amok trzyletniego chłopca, który awanturuje się sam nie wie o co, ciskając się i tarzając po ziemi. Poleciały nawet …rwy, tak się spienił! Poczekałem aż się zapowietrzy i jak zrobił przerwę na wdech, odesłałem go z pretensjami do nadszefa i odszedłem. Dzisiaj kolega był zawstydzony swoim wczorajszym wybuchem, ale też nadąsany, jakby to była moja wina. Nie przeprosił. No cóż… Skąd ta nagła demonstracja zazdrości? Otóż kolega ma wybujałe aspiracje, niewspółmiernie wysokie do swoich umiejętności – piszę to bez złośliwości, aczkolwiek nie bez satysfakcji. Czasem zachowuje się tak, jakby był moim przełożonym i próbuje wydawać mi polecenia, do czego nie ma prawa. To takie świadome napinanie muskułów, mające sprowokować do konfrontacji i sprawdzenia, który z nas jest mocniejszy. Ignoruję takie zaczepki. Nadszef scedował na mnie pewne swoje obowiązki, stąd te moje pracowite dwa tygodnie. Scedował je na mnie, a nie na kolegę, czym uznał, że to ja jestem mocniejszy. I bardziej kompetentny. Dlatego kolegę szlag trafił jasny i tak wczoraj popłynął. Wracam do roboty. W niedzielę rano pryskam stąd w góry. Liczę godziny!

4 komentarze:

  1. No, to będzie się działo:))!

    OdpowiedzUsuń
  2. No uwielbiam takie zachowania na poziomie trzylatka;-)
    Mógł jeszcze nóżką tupnąć i się oflagować w ramach protestu, w sumie to teraz takie na czasie;-)

    hwa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oflagowanie biurka to pikuś, gorzej jak zrobi blokadę korytarza.
      A co do naszego gospodarza, to cóż - takie są koszty bycia niezastąpionym faworytem / koniem pociągowym *) szefostwa. ;-))
      _____________
      *) niepotrzebne skreslić

      Usuń
    2. Takie są koszty bycia lewą ręką nadszefa:)))) A serio - obrabiam swoje poletko i robię to dobrze, dlatego nadszef mnie ceni. Czasem ma takie zrywy cedowania czegoś na mnie i wcale mnie tym nie uszczęśliwia. Chętnie oddałbym tę cedowaną robotę tym, któzy chcą mu się podlizać, ale niestety nie mogę tego zrobić. Dobrze wiem, teoretycznie, że łaska pańska na pstrym koniu jeździ. Dziś jestem lewą ręką nadszefa, jutro mogę zostac zdegradowany do prawej nogi, albo jeszcze gorzej. :)

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger