03 maja

B-Day

B-Day za mną. Jak przewidywałem nic się nie zadziało, bo też i nic zadziać się nie mogło. Nie było szans - on uziemiony przy swoim nadszefie, ja przy moim, a więc zero ruchu. Czupryna przyprószyła mu się trochę siwizną i ma rozczulające pasmo siwych włosów nad czołem. Wygląda świetnie, choć wydaje się zmęczony. 
23 następny B-Day. Może będzie jakaś okazja. Nie nastawiam się jednak, nie planuję, nie oczekuję. Będzie co będzie.
Co prawda dziś B-Day, czyli dzień Brązowookiego, ale będzie on musiał się pogodzić z faktem, że dzisiejszy B-Day należy jednak do Szarookiego. Wczoraj, kiedy ja wspominałem naszą majówkę, on wędrował po Paryżu. Poleciał tam przedwczoraj. Wujek FB doniósł, pokazując dowody jego grasowania po Paryżu: zdjęcia z knajpki Cafe de 2 moulins, w której pracowała filmowa „Amelia”, wieży Eiffla, Luwru i katedry Notre Dame. Na kilku zdjęciach Szarooki prezentuje również siebie, zadowolonego i uśmiechniętego, na tle paryskich zabytków. Za trzy miesiące zacznie tam nowe życie. To już bardzo niedługo. Myślę, że załatwia tam sprawy przed przeprowadzką, może mieszkaniowe. Jego przyjaciel ze studiów mieszka i pracuje w Paryżu już od kilku lat, więc przypuszczam, że u niego się zatrzymał. Może nawet przewiózł już jakieś drobne klamoty, żeby czekały tam na niego do sierpnia. Klamoty – tak mawiał o swoich rzeczach. Przyznam, że trochę trudno mi w tę jego emigrację uwierzyć – wydaje mi się to takie jakieś nierealne. A przecież to postanowione i pewne. Napisał na FB: „Od sierpnia Paryż stanie się moim domem. To już definitywnie postanowione.”. Nie powinno mnie to wszystko już w ogóle ruszać, a jednak te jego słowa, że Paryż stanie się jego domem, poraziły mnie nieuchronnością tego faktu. Za trzy miesiące on zaczyna nowe życie w Paryżu, a ja? Wspominam naszą majówkę i tęsknię za nim – za kimś, kogo nie ma już w moim życiu. To takie… żałosne. Cieszę się, że on się cieszy Paryżem. Chcę, żeby był szczęśliwy i mam nadzieję, że ta zmiana da mu wiele radości i w jakiś sposób będzie mu rekompensować inne niedostatki. A przynajmniej będzie od tych niedostatków odwracać skutecznie jego uwagę. Nie chodzi o to, że on może się mieć lepiej ode mnie dzięki tej zmianie, ale o to, że on jeszcze bardziej się ode mnie oddali - aż o 1600 km. Choć nie jesteśmy razem, to ja wciąż postrzegam go jako kogoś bardzo mi bliskiego i drogiego. To wciąż mój mężczyzna. To absurdalne, ale tak właśnie jest. Obiektywnie patrząc, to bez różnicy czy dzieli nas 5, czy 400, czy też 1600 km, bo bez względu na odległość jest równie niedostępny. Jednak odległość ma ogromne znaczenie dla żyjącego gdzieś w najgłębszym zakamarku mnie złudzenia, że wpadniemy  na siebie przypadkiem i wszystko wróci, i będzie jak dawniej. 

Muszę się z tym ogarnąć. Muszę ponownie uwierzyć w moją świetlistość. Szarooki mawiał, że jestem świetlisty. Muszę na nowo w to uwierzyć. Muszę odnaleźć w sobie nową świetlistość, bo poprzednia powlokła się za Szarookim jak smutny pies i nie wróci. Może jak odnajdę w sobie nową... 


Obaj uwielbiamy ekranizację Władcy pierścieni Jacksona. To jeden z naszych ulubionych filmów. 

What can you see on the horizon?

3 komentarze:

  1. O, rozmarzyłam się...
    Dlaczego tak często wątpimy w tę swoją świetlistość.

    OdpowiedzUsuń
  2. jesteś świetlisty nadal, może troszkę inaczej, dojrzalej, ale niewątpliwie nadal i to nigdy nie zniknie. Czasem tylko ciężko w pośpiechu, ambicjach i jakimś absurdalnym pędzie to dostrzec w człowieku, w oczach, sami zresztą niejednokrotnie zakładamy maski...ale to nie znaczy, że wszystko gdzieś zniknęło. Szarooki wziął z Ciebie jej nieco, ale dzięki temu sam jest mocniejszy, tak już jest,że takim pięknem dzielimy się jak miłością..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Michaś. Podoba mi się Twoja teoria.

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger