24 sierpnia

Wrocław

Miniony weekend spędziłem we Wrocławiu oddając się intensywnie zwiedzaniu i życiu towarzyskiemu. Było bardzo miło. H&D dzięki:-) Oczywiście nie obyło się bez przygód. W drodze do Wrocławia, siedzenia obok zajęła para osiemnasto-dziewiętnastolatków. Ona natychmiast, jak tylko ruszyliśmy, odpaliła jęzor i zaczęła nim mleć wypuszczając z ust kaskady słów bez znaczenia, byle tylko gadać. Robiła to z wielkim zaangażowaniem. Tokuje - pomyślałem i dyskretnie omiotłem ich spojrzeniem, przed którym nic się nie ukryje. Dziewczę okazało się zdecydowanie powyżej przeciętnej, ale niestety tylko wagowo, chłopię natomiast było wylaszczone i wymuskane tak, że włączył mi się gej radar i miałem ochotę powiedzieć dziewczęciu: kochanieńka daj sobie spokój, bo próżny twój trud! Chłopię odpowiadało krótkimi zdaniami w momentach, kiedy dziewoja robiła krótką pauzę, ale tylko po to, żeby się odpowietrzyć, bowiem jej wytrenowany łozór odpoczynku nie potrzebował. Po jakimś czasie, kiedy chłopię uznało najwidoczniej, że jego wytrzymałość na bombardowanie pustymi słowami się wyczerpała, udało, że drzemie, czym skutecznie zamknęło dziewoi usta, za co byłem mu ogromnie wdzięczny. Również droga powrotna nie obyła się bez dodatkowych atrakcji. Grupa chłopiąt dwudziestoparoletnich powracała z sobotniego wieczoru kawalerskiego. Wpadli w ostatnim momencie i zajęli ostatnie wolne miejsca, w tym jedno obok mnie, przy oknie. Choć rozstrzelili się po całym autobusie, kontynuowali imprezę dochlewając jakieś resztki wódki. Byli chwilami trochę głośni i prości, ale bez chamówy. Gość koło mnie nie pił co prawda, ale zionął kacem, a kacowe wyziewy to najobrzydliwsza obrzydliwość! Również z tego powodu nigdy nie miałem - i nie będę miał! - kaca. Szczęśliwie zdecydowawszy się na drzemkę oparł czoło o szybę i wyziewy skierował w dół na swoje uda i stopy.
Moi wrocławscy znajomi H&D zaopatrzyli mnie na drogę powrotną w szarlotkę (uwielbiam!). Dowiozłem ją do domu i schowałem w lodówce z myślą, że zjem ją rano na śniadanie do kawy. Do łóżka udałem się wcześnie, ale ta schowana szarlotka tak do mnie w wyobraźni chichotała zjedz mnie, że porwałem z lodówki jeden kawałek i uciekłem z nim do łóżka, gdzie go łapczywie pożarłem. Miałem ochotę zrobić to samo z drugim kawałkiem, ale myśl o porannej kawusi w towarzystwie szarlotki skutecznie mnie powstrzymała. Zaspokoiwszy szarlotkową oskomę pozwoliłem obłapić się Morfeuszowi…
Wracając do domu z pracy usłyszałem w radio, że we Wrocławiu ktoś wygrał mega kumulację 35 melonów w Lotto. Cholera jasna - pomyślałem - byłem w sobotę we Wrocławiu i gdybym się tam popuścił, może to ja bym wygrał...

Poniżej filmik (z YouTube) z tańcami fontannowymi pod Halą Stulecia i parę zdjęć (moich) z powrocławskich włók.
Ostrów, Piasek i Rynek:







Narodowe Forum Muzyki:



Ogród Japoński:








11 komentarzy:

  1. No trzeba się było puścić:))))
    A wygrana padła w Ziębicach, taki tam szczegół:)))

    OdpowiedzUsuń
  2. W Ziębicach mieszka moja przyjaciółka... To się narobiło z tymi zdrobnieniami :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja nikogo z Ziębic nie znam, niestety:) Odpozdrawiam

      Usuń
  3. Tyle razy byłem we Wrocławiu, ale nigdy nie zahaczyłem o Ogród Japoński..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zahacz koniecznie- jest naprawdę piękny

      Usuń
    2. Ogród Japoński to jedno z najbardziej lubianych przeze mnie miejsc we Wrocławiu.

      Usuń
    3. Enklawa spokoju w tej rozpędzonej metropolii

      Usuń
  4. Jak to miejsca mijane codziennie inaczej zupełnie na zdjęciach wyglądają... Chyba więcej detali się przez to widzi.
    Kolejnych udanych wojaży po Wrocławiu !

    OdpowiedzUsuń
  5. Haha, fajnie to opisałeś, uśmiechnąłem się:)
    A ja chociaż hetero, też mam gej radar:) Niepraktyczny, bo nic mi z niego, chyba żeby się upewnić, że w jakiejś męsko-damskiej sytuacji nie muszę się marwtić współzawodnictwem ;)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger