01 września

O odlocie i innych sprawinach

Szarooki odleciał tydzień temu do Paryża rozpocząć nowy rozdział swojego życia. I... Nic. Wybrałem się do parku, schodziłem wszystkie ulubione miejsca, posiedziałem na ulubionej ławeczce nad stawem i… Znowu nic. Ulubione miejsca już nie są nasze,  również ławeczka nasza już nie jest. Jest moja. Martyrologium się skończyło. Dożałowałem to, co było niedożałowane, dotęskniłem, co było niedotęsknione. Upchanie żałoby w kącie i przycupnięcie na niej, żeby się lepiej ugniotła sprawia, że znika z pola widzenia, ale nie z wnętrza, w którym trwa przyczajona, żeby znienacka któregoś dnia wyskoczyć jak wściekle rudy clown na sprężynie z pudełka w kratkę, waląc z dyńki prosto w splot słoneczny. Nie wiem, kiedy to się stało, bo tak jakoś bez mojego udziału, ale tlący się we mnie żal wypalił się i poczułem się wolny. To wspaniałe uczucie…
***
Mam pourlopowego lenia. Ciężka sprawa, ale pocieszam się myślą, że jak wlazł, tak i wylezie. Robota go przepędzi. Zabawne, że moje własne wrodzone lenistwo motywuje mnie czasem do tak efektywnego wysiłku, że potrafię w parę dni zrobić więcej niż niejeden w miesiąc, a to tylko po to, żeby wrócić do ulubionego stanu lenistwa. Myśl o tym, ile mógłbym osiągnąć, gdybym stale wykorzystywał tę moją efektowną efektywność, a nie tylko dla świętego spokoju, starannie odsuwam…
***
Lato rozdaje ostatnie upały, wypalając się w słońcu. Cieszę się i napawam, bo w tych ostatnich podrygach lata jest już zapowiedź jesieni. Poranki są cudownie rześkie, z rosą na szybach samochodu, wieczory też już nie tak ciepłe… Czuję w powietrzu przedjesień i na nią również się cieszę…

2 komentarze:

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger