15 października

Spojrzenie w przeszłość

Trzy lata temu o tej porze zostałem zawieziony na salę operacyjną. Na "żywca", bez sedacji. To była najbardziej traumatyczna podróż z wszystkich dotychczasowych. Nigdy wcześniej tak się nie bałem. W śluzie przed salą operacyjną przesiadłem się na inne łóżko na kółkach, a następnie na stół operacyjny. Zetknięcie nagiej skóry moich pleców i pośladków z niby skórą stołu operacyjnego nie było nieprzyjemne. Pielęgniarka anestezjologiczna, śliczna dziewczyna, poprosiła, żebym lewą rękę wyprostował na przygotowanej podpórce, wkłuła Venflon odwracając moją uwagę od czynności przygotowawczych opowiadaniem o swoim niedawnym powrocie z urlopu. Mówiła ze swadą, śmiejąc się. Na pewno widziała mój strach, choć trzymałem się dzielnie i z nią rozmawiałem. To wszystko trwało może pięć minut, choć mnie wydawało się, że miesiąc cały. Przyszedł anestezjolog w maseczce zakrywającej usta i nos, pochylił się nade mną, spojrzał oczyma równie błękitnymi jak moje i powiedział:
- Zaintubuję pana tak, że po ekstubacji nic pan nie poczuje. Nawet pieczenia. Po wybudzeniu również nie będzie pan miał żadnych sensacji. Proszę się nie martwić. 
- Doktorze tyle? – zapytała stojąca po lewej stronie mojej głowy pielęgniarka. Kątem oka zobaczyłem fiolkę, którą pokazała lekarzowi. Lekarz potwierdził i zaraz potem usłyszałem pyknięcie, charakterystyczny dźwięk odłamywania szklanego zamknięcia fiolki. Spojrzałem na lekarza i… film mi się urwał. 
Nie pamiętam wybudzenia. Podobno budziłem się bardzo spokojnie, bez żadnych sensacji. Pierwszą dobę po operacji również pamiętam wyrywkowo, bo wlewano we mnie leki znieczulające, które mnie ogłupiały, ale były też cholernie skuteczne. Nic mnie nie bolało. Pamiętam tylko iniekcje ketonalu przez Venflon, bo mocno szczypało, pikanie monitora, do którego byłem podpięty i mankiet, który wypełniał się powietrzem regularnie co godzinę. No i kaczuszkę pamiętam, bo wlewali we mnie tyle płynów, że kilka razy korzystałem. Całą dobę spędziłem w takim dziwnym, nierzeczywistym półśnie. Rano dnia następnego pielęgniarka pomogła mi przyjąć pozycję siedzącą, co nie było proste, bo mój błędnik szalał i świat wokół mnie wirował (okropne uczucie), opasała mnie pasem przeciwprzepuklinowym i pomogła mi też założyć spodnie od piżamy, bo nie byłem w stanie się pochylić. Zostawiła mnie siedzącego na 20 minut, w trakcie których wirowanie minęło. Pomogła zejść z łóżka i poprowadziła do sali zmiany opatrunków. Przeszedłem drogę tam i z powrotem zgięty w pół, zataczając się i trzymając za brzuch, bo wydawało mi się przy każdym kroku, że coś ze mnie wypadnie. Tuż po powrocie na salę kichnąłem. Zobaczyłem gwiazdy. Całą galaktykę. Zrobiło mi się słabo, ale szybko minęło. Całe szczęście, że już leżałem.  Leżenie było ok, bo nic mnie nie bolało, natomiast poruszanie się było nieprzyjemne, ale ruszałem się, wstawałem, chodziłem do łazienki zgięty. Doszedłem też do wniosku, że nie podoba mi się w szpitalu ani trochę. Owszem, mógłbym (chyba) pracować, gdybym był lekarzem, ale bycie pacjentem nie podobało mi się do tego stopnia, że poinformowałem lekarkę, która mnie operowała, że na drugi dzień rano wracam do domu. Uśmiechnęła się tylko i spokojnie wyliczyła mi możliwe powikłania. Teoretycznie powinienem był zostać na oddziale pięć dni po operacji, ale lekarka zawarła ze mną umowę, że wypisze mnie czwartego dnia z samego rana. Tak też się stało. W czwartą dobę po operacji o godzinie 9, trzymając w ręku wypis, wyskoczyłem ze szpitala wszystkimi czterema łapami. Tak naprawdę wyczłapałem, trzymając się za idealnie płaski (ważyłem 70 kg!) brzuch.
Operacja i pobyt w szpitalu były dla mnie taką traumą, że przez dwa lata średnio dwa, trzy razy w miesiącu miałem sen, w którym byłem wieziony na salę operacyjną i z którego budziłem się na siedząco, trzęsąc się z przerażenia. Zapytałem moją koleżankę psycholożkę, co to może oznaczać. Wyjaśniła mi, że moja głowa zapamiętała wydarzenie najbardziej traumatyczne, czyli jazdę na salę. Poradziła mi, żebym następnym razem, jak ten sen mnie nawiedzi, położył się i świadomie dośnił go do końca, aż do opuszczenia szpitala. Zrobiłem tak i ten sen mnie szczęśliwie opuścił. 

9 komentarzy:

  1. Tak się w ten Twój wpis wczułam, że aż zapragnęłam uciekać, gdzie pieprz rośnie. Boję się czekającej mnie operacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też bym się bał, wydaje mi się, że to naturalne. Z perspektywy czasu patrząc, ta obfitość traumy była nadmierna. Gdzieś w tym wszystkim zniknął cel operacji i pobytu w szpitalu - powrót do pełnego zdrowia.

      Usuń
  2. Zasadniczo, nie miałam żadnej operacji, jedynie zabiegi, takie jak nastawianie nosa choćby czy innych złamań. I znam bardziej szpital i salę operacyjną od tej drugiej strony. Od tej, która przez jakiś czas była dla mnie...domem. Więc zastanawiam się, czy miałabym taką samą traumę, skoro jestem tak oswojona ze szpitalami, zabiegami, krwią i bólem cudzym? Czy właśnie to oswaja?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z cudzym bólem zapewne tak, ale z własnym nie. Wydaje mi się, że lekarze i pielęgniarki w takich sytuacjach mogą przeżywać jeszcze większe napięcie, bo wszelkie powikłania widzieli, leczyli, a nie tylko o nich słyszeli

      Usuń
    2. Przerabiałem operację jako student. Wcześniej miałem już okazję widzieć jak to wygląda 'od środka'. Moją jedyną zachcianką było to, żeby mnie już uśpili. I niech sobie robią co chcą :P

      Usuń
  3. sen i doświadczenie są na +. to trudne przeżycie, ale żyjesz, jesteś cały, a to znaczy, że sobie poradziłeś. jedno zwycięstwo do odnotowania.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszam Cię po odbiór Wyróżnienia:
    http://errata777.blogspot.com/2015/10/kolejne-wyroznienie-zatem-dzis-sobie.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Dlatego właśnie zawsze daję pacjentom 'magiczną' tabletkę na podróż na salę operacyjną. Zdecydowanie pomaga - zwłaszcza jeśli jakiś pacjent jest nadpobudliwy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Magiczna tabletka na podróż na salę to znakomity pomysł, ja takowej nie dostałem. Nie byłem nadpobudliwy - byłem spowolniony ze strachu:)

      Usuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger