05 grudnia

Liebster po raz drugi

Zostałem nominowany do LA po raz drugi przez 5000lib prowadzącą bloga Listy i [inne] brewerie. Dziękuję. LA to rodzaj łańcuszka, w którym blogerzy nagrodzeni, nominują kolejnych blogerów w uznaniu za "dobrze wykonaną blogową robotę". Osoba wyróżniona odpowiada na zadane przez osobę nominującą pytania, a następnie również wyróżnia 11 blogów i zadaje swoje 11 pytań blogerom przez siebie nominowanym. Nie można nominować bloga, z którego otrzymało się wyróżnienie. Potraktuję te zasady nieco wybiórczo. 
Lakoniczność mam we krwi, więc przebiegle kombinuję, który temat wybrać, żeby się nie utyrać. Wiem, wiem, ale ja kiepsko obrabiam tematy zadane. Na mojej maturze, jeszcze kiedy trzeba było naprawdę się wykazać, żeby w ogóle zdać (że o zdaniu na dobrą ocenę nawet nie wspomnę), po otwarciu koperty z tematami maturalnymi uznałem, że jedynym tematem, który mnie kręcił (czyt.: w którym mógłbym się satysfakcjonująco wykazać) była analiza wiersza. I nią się zająłem. Długo nie trwała, bo po nie całej godzinie miałem pracę gotową, więc pozbierałem szpargały, wziąłem kartki w garść i pomaszerowałem do szanownej Komisji Maturalnej oddać ją. Dyrektor nie chciał jej przyjąć, apelował, żebym się nie poddawał, żebym walczył, bo na pewno coś napiszę. Wciskał mi te kartki w dłoń i kierował z powrotem do ławki, nota bene pierwszej, bo takie miejsce wylosowałem. Sekundowała mu w tym moja profesorka od polskiego, która mruknęła do mnie tonem nie znoszącym sprzeciwu, że obedrze mnie własnoręcznie ze skóry, jeśli nie zdam tej matury i to koncertowo! „Ale ja już skończyłem” powiedziałem spokojnie, nieco zdziwiony ich protestami. Zapadło pełne konsternacji milczenie. Na moich plecach poczułem wzrok blisko sześćdziesięciu abiturientów, których znakomita większość pociła się nad cholernie trudnymi tematami niemiłosiernie ściemniając, czy jak się wtedy mówiło lejąc wodę. Ich oczy zogniskowały się na mojej szyi, przesunęły się jak laser wzdłuż mojego kręgosłupa aż do kości ogonowej i wykonały skok z powrotem na moją potylicę. Co za synchronizacja! Aż mi się włoski na karku zjeżyły. Przynajmniej kilkoro z tych nieszczęśników przeszywających mnie spojrzeniami życzyło mi połamania nóg, a może i czegoś jeszcze gorszego. Wcale nie było mi ich żal, bo ja odrobiłem lekcję i pragmatycznie, na wypadek, gdyby inne tematy mi nie podeszły (a tak właśnie się stało), zapamiętałem schemat analizy wiersza, traktując to jak koło ratunkowe. Przydało się. Ową ogólną konsternację przerwał dyrektor (świetny facet) ponownym apelem o niepoddawanie się i walkę. Ten jego motywacyjny monolog przerwała moja profesorka krótkim pytaniem: „Analiza?”. Odpowiedziałem, że tak. Odebrała moją pracę i natychmiast zaczęła ją czytać – widziałem to wychodząc. Wiedziała, że skoro wybrałem analizę, to na pewno dałem radę. Po co to piszę? Nie tylko po to, żeby łechtać swoją miłość własną. To przydługi wstępniak do odpowiedzi na pytanie Rola literatury dziecięcej w życiu jak najbardziej dorosłych osób. 
No więc z tą literaturą dziecięcą, a raczej młodzieżową, to było tak... Pamiętam przygody Tomka Wilmowskiego Alfreda Szklarskiego. Miałem w wyobraźni dokładny jego obraz, z najmniejszymi szczegółami. Nie pomnę jego opisu książkowego, natomiast moje wyobrażenie wciąż pamiętam: niesforne, ciemne, lekko wijące się włosy, brązowe oczy, malutki pieprzyk w kąciku ust, rozkoszne dołeczki w policzkach, kiedy się uśmiechał i śliczne zęby, z lekko cofniętą prawą górną dwójką. Podobał mi się – był taki nieustraszony i… seksowny. Chętnie potrzymałbym się z nim za ręce. Wtedy jakoś tak bardziej zdałem sobie sprawę, że cóś mnie do facetów ciągnie, a nie do babek. Miałem jakieś osiem lat. I tu ta rola literatury dziecięcej w życiu jak najbardziej dorosłej potem osoby się objawiła. W mojej wyobraźni zawsze tworzył się drobiazgowy obraz bohaterów książkowych. Stawali się oni żywymi osobami, budzącymi moje emocje, sympatie, antypatie. Przeczytałem całą serię powieści o Ani z Zielonego Wzgórza, którą dostałem od ciotki na mikołajki. Całkiem niedawno córka znajomych mierzyła się z tą powieścią. Lektura do szkoły. Jakoś niespecjalnie jej to szło, więc żeby ją zmotywować powiedziałem, że liczę na dyskusję o Ani jak przyjadę, bo doskonale tę powieść pamiętam. Motywacja skutek miała średni, bo po kilku rozdziałach książka została odłożona, jako niestrawna. Ciekawa natomiast była reakcja znajomego, który z niedowierzaniem zapytał, czy Anię naprawdę przeczytałem i pamiętam, czy to tylko taka ściema, bo on Anię owszem, przymusowo przeczytał, ale szybko tę traumę wyparł, bo straszna była, a moją pamięć o tej traumie książce uważa za ocierającą się o nieszkodliwy masochizm*. A mnie się podobała. Najbardziej Ania na uniwersytecie. Po przeczytaniu jej zdecydowałem, że pójdę na studia, choćby nie wiem co. Miałem już wtedy nawet plan na te studia – polonistykę. Studia zrealizowałem, choć inne. Leję wodę. Bo moja odpowiedź na zadany temat jest krótka. Rola literatury dziecięcej w moim dorosłym życiu ogranicza się li tylko do roli lektora. Nie wracam do dziecięcej literatury. I nie mam tu na myśli literatury targetowanej na konkretny wiek dziecięcy, ale również tę przeczytaną w dzieciństwie. Ot i cała tajemnica. A gadania przy tym było. Mojego.  

Moje nominacje posyłam do:


Temat liebsterowego posta absolutnie dowolny. W zasadzie wystarczy wzmianka przy okazji bieżącego.
_____________________________________________
* nie powiedział tak - to moja zamierzona nadinterpretacja

15 komentarzy:

  1. Dowolny, lecz jak najbardziej obowiązkowy. Zepnę poślady i dam radę.:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie moje maniery, wróć! A podziękować nie łaska?
      Zatem dzięki stokrotne:).

      Usuń
    2. Ależ proszę Cię uprzejmie Errato:) Temat dowolny, czyli bieżący, który chodzi Ci po głowie i miałaś go opublikować.

      Usuń
  2. No nie wiem czy bym nie zawróciła i nie przeczytała wszystkiego jeszcze raz. We mnie chyba jednak łatwo zasiać niepokój :)
    Dzięki za wyróżnienie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Proszę bardzo:) Nie wróciłem, bo wiedziałem, że napisałem przynajmniej na dobry. W analizach wierszy byłem naprawdę całkiem niezły. Uciekłem od paskudnych tematów, m.in. motywu śmierci w twórczości poetów renesansowych i barokowych.

      Usuń
    2. O widzisz, dla mnie, umysłu ścisłego, każdy temat z polskiego był swego rodzaju "koszmarkiem" :)))
      Za to matematyka czysta przyjemność i łatwizna. Wszystko takie logiczne i oczywiste :)

      Usuń
  3. Tomek Wilmowski! Pamiętam, jak najbardziej, szczególnie sceny otwierające tj. odpytywanie w szkole, zamiana ról (nieudana) i spacer w Łazienkach, on mi chyba najbardziej zapadł w pamięć. :) Ani nie lubię za to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zapadło w pamięć wiele, szczególnie ten wykreowany w mojej wyobraźni jego wygląd:)

      Usuń
  4. Ciekawa jakby to było wrócić do swoich ulubionych książek z dzieciństwa. Już miałam napisać "z młodości", ale szybko zmieniłam zdanie uznając, że ta wciąż jeszcze trwa :))
    Zainspirowałeś mnie i - kto wie - może odkopię przeczytaną chyba z milion razy Karolcię Marii Krüger albo przygody Kleksa w Złocie Alaski...
    Za nominację dziękuję - postaram się wywiązać z zadania!

    OdpowiedzUsuń
  5. Nietypowa nawet nominacja jak na Liebstera :D Dziękuję, napiszę cos...pod Liebstera jakoś, pewnie nawet na dniach:)
    A ja kochałam Dzieci z Bulerbyn. Może dlatego, że sama byłam jak jedno z tych dzieciaków, co łapało raki?:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, przypomniałaś mi Frida o Dzieciach z Bulerbyn. Też lubiłem:)

      Usuń
  6. A wydawałoby się, że Anię rudzielca, kochają wszyscy, a tu proszę...

    Gratuluję nominacji :)

    OdpowiedzUsuń

Copyright © 2016 Bzdetnik , Blogger