Już wiem, jak to jest mieć obcałowany zadziec. Dowiedziałem się wczoraj. Mój wciąż jeszcze zgrabny tyłek został obcałowany przez Marikę i Maryśkę. Obcałowały w ramach naprawy stosunków po awarii (post: Odświeżająca odmiana). Wybaczyłem. Maryśka i Marika są niezwykłe, ale lubię je – nikt w pracy nie potrafi mnie tak rozbawić jak one. W przeciwieństwie do Aśki, strasznego babola. Aśka to intrygantka, bardzo nielubiana, której na przykład Maryśka i Marika boją się straszliwie. Mnie też Aśka porządnie zaszła za skórę i nie lubię jej. Niezbyt dokładnie to ukrywam i chyba dlatego jestem jedyną osobą, oprócz szefostwa, przed którą Aśka czuje respekt. Prawdopodobnie z tego powodu czasem miewa zrywy kumpelstwa, wprawiając mnie tym w zdumienie i niesmak. Wczoraj miała taki zryw i źle trafiła. Rozmawiałem z kolegą o jego prywatnej sprawie, podeszła i wcięła się w rozmowę swoim komentarzem. Głupim. Obudziła drzemiącą we mnie zimną sukę, która warknęła: „Rozmawiam!”. Ton musiał być naprawdę miażdżący, bo syknęła mi wściekła: „Nie musisz patrzeć na mnie z taką nienawiścią!” i odeszła. Pisałem w którymś poście, że lubię ludzi. Lubię, tak bez naiwności. Jednak jest kilka osób, do których czuję niechęć, m.in. właśnie Aśka straszny babol. Te osoby ciężko na tę moją niechęć zapracowały. Nie robię sobie z tego powodu wyrzutów…
Innymi słowy, dziewczyny się zrehabilitowały. Brawo!
OdpowiedzUsuńPotraktowały dosłownie słynne, dosadne powiedzonko. Fajnie jest:)).