Wokalistka, która śpiewa tę piosenkę z plażą nad Wisłą w tle, potrzebuje pomocy. Cierpi od najmłodszych lat na poważne, zagrażające życiu problemy z kręgosłupem. Do zbioru swoich doświadczeń wlicza osiemnaście przebytych operacji, śruby wkręcane w czaszkę, niezliczenie długą listę dolegliwości, ból. W wieku dwudziestu lat przeszła operację, która miała być ostatnią. Teraz ma dwadzieścia cztery lata i okazało się, że metalowy pręt, który podtrzymywał jej sylwetkę, jest pęknięty. Wykrzywiony kręgosłup nie pełni swojej funkcji, nie utrzymuje torsu, który opada pod własnym ciężarem i miażdży narządy wewnętrzne.
Wiecie, to jedna z tych historii, gdy lekarze w Polsce rozkładają bezradnie ręce i nie obiecują zbyt wiele. Może przeżycie, ale zdrowia i sprawności na pewno już nie. Dostępne za granicą leczenie, w tym przypadku w Nowym Jorku, kosztuje niebotyczne pieniądze. Dwa i pół miliona dolarów, w złotówkach to pięć i pół miliona za możliwość zwykłego, normalnego funkcjonowania na co dzień. Takiego funkcjonowania, które większość z nas dostała zupełnie za darmo.
Nie potrafię sobie wyobrazić, co czuje osoba, która od ponad miesiąca nie wychodzi z domu, leży w łóżku, prawie się nie podnosi z bólu i lęku, by nie przygniotło jej jej własne ciało, a pęknięty pręt nie przebił któregoś z narządów. Nie może przecież uciec w żadne działanie, by choć na chwilę zapomnieć o swojej sytuacji. Nie wiem, jak ona utrzymuje równowagę psychiczną w oczekiwaniu na to, aż dobrzy ludzie uskładają pieniądze na jej operację. Takie oczekiwanie wyobrażam sobie jako ogromną torturę. Proszę, >>wpłaćcie datki<< na zbiórkę dla Mai, żeby nie musiała aż tyle czekać. I żeby miała szansę, by przeżyć i podnieść się z łóżka na własnych nogach.*
Wiecie, to jedna z tych historii, gdy lekarze w Polsce rozkładają bezradnie ręce i nie obiecują zbyt wiele. Może przeżycie, ale zdrowia i sprawności na pewno już nie. Dostępne za granicą leczenie, w tym przypadku w Nowym Jorku, kosztuje niebotyczne pieniądze. Dwa i pół miliona dolarów, w złotówkach to pięć i pół miliona za możliwość zwykłego, normalnego funkcjonowania na co dzień. Takiego funkcjonowania, które większość z nas dostała zupełnie za darmo.
Nie potrafię sobie wyobrazić, co czuje osoba, która od ponad miesiąca nie wychodzi z domu, leży w łóżku, prawie się nie podnosi z bólu i lęku, by nie przygniotło jej jej własne ciało, a pęknięty pręt nie przebił któregoś z narządów. Nie może przecież uciec w żadne działanie, by choć na chwilę zapomnieć o swojej sytuacji. Nie wiem, jak ona utrzymuje równowagę psychiczną w oczekiwaniu na to, aż dobrzy ludzie uskładają pieniądze na jej operację. Takie oczekiwanie wyobrażam sobie jako ogromną torturę. Proszę, >>wpłaćcie datki<< na zbiórkę dla Mai, żeby nie musiała aż tyle czekać. I żeby miała szansę, by przeżyć i podnieść się z łóżka na własnych nogach.*
_______________________
* za >>Edytą Tracz<<
Wiem, ale pewnie tylko trochę.
OdpowiedzUsuńWiem jak to jest leżeć trzy miesiące i nie móc nic zrobić z powodu demolki kręgosłupwej. Wiem, jak to wieloletnie zmaganie się z samą sobą wpływa na psychikę, do tej pory patrzę tęsknie, jak inni z plecakiem na plecach wyjeżdżają tam, gdzie chcą. I nawet nie zdają sobie sprawy, że jest w ogóle ktoś, kto może tylko o tym marzyć, ale ciężaru plecaka nie poczuje nigdy. Wiem jak to jest, kiedy myśl, że może się cos stać jest ciągle, nieprzerwanie w głowie. To jak życie z rakiem. Choroby narządu ruchu nie zabijąją, są okrutne.
Ja myślę, że w takich sytuacjach życiowych to ludzie którzy są w pobliżu dają nadzieję i wsparcie. Ktoś, kto sam nie dotknął takiej rzeczy nie ma pojęcia...
OdpowiedzUsuń