Mamy z Lusławą taką zabawę towarzyską: ja udaję, że ją gonię, a ona udaje, że ucieka. Ja udaję bardziej, bo tylko podjudzam klaskaniem w dłonie i wypowiedziami typu „Dawać jom! Dawać mi tu tego sierściucha! Dawać jom, dawać!” siedząc na kanapie, a Lusława całkiem serio wykonuje sprintem kilka rund wokół kanapy, zakończonych efektownym wyskokiem na mnie. Oboje mamy poczucie, że poćwiczyliśmy. Dzisiejszy finał owego treningu zyskał dodatkowy walor akustyczny, bowiem Lusława entuzjastycznie prując powietrze w wyskoku otarła się była o kabel od słuchawek, co zainspirowało ją do wzniesienia się na wysokie tony. Chyba się biedaczce zdało przez moment, że może stracić peryferia. Wylądowawszy na kanapie natychmiast zlustrowała swoje tyły, a znalazłszy je kompletne dała upust swojej radości ze szczęśliwego ocalenia...
Zawsze miałam wrażenie, że w sprawie bycia, to psy są jakby bardziej. Psia ontologia jest znacznie głębsza od naszej :)
OdpowiedzUsuńZwlaszcza jeśli chodzi o sport:)
UsuńMimo wszystko, koty sa takie mięciutkie...nawet w sprincie. Jak przypomnę sobie, jak to mój faflasty zaplątał się w kabel od rutera..i ciągnął ruter, komputer, drukarkę, skaner przez cały długaśny przedpokój...na wysokie tony weszłam wtedy ja! Osobiście!
OdpowiedzUsuńLusława ma na swoim koncie zabójstwo mojego poprzedniego laptopa, którego ściągnęła ze stolika za kabel, w który zaplątała się pędząc rozsierdzona do drzwi balkonowych, żeby oszczekać kogoś lub coś. Laptop trzeba było oddać na recykling, bo jego zreanimowanie przekroczyłoby wartość zakupu nowego. Lusława jednak zapamiętała lekcję, bo od tamtej pory nie uczęszcza najkrótszą drogą do drzwi balkonowych pomiędzy fotelem a stolikiem, ale wybierą bezpieczniejszą, choć bardziej okrężną:)
UsuńKażda aktywność ruchowa jest dobra, a muzyka, choćby słuchana w nausznikach, i tak łagodzi obyczaje, podobno... Obczaj to!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam,
Obczajam:)
UsuńJa tam się psinie nie dziwię, też bym weszła na wysokie tony jakby mi co tyły zaatakowało. A podobno altem śpiewam, jak oznajmił lata temu mój dyrygent chóru.
OdpowiedzUsuńTak, tak, na peryferia uważać trzeba:)
UsuńCzysta radość :) pieskie życie w dobrym towarzystwie :)
OdpowiedzUsuńMam czasem uciechę, to fakt:)
UsuńW czasach zarazy odnajdujesz radość w rzeczach, których by się nawet nie zauważyło w normalnych okolicznościach. Mam podobnie, choć nie mam psa ani kota. Może powinnam sobie sprawić :)
OdpowiedzUsuńRaczej powoli głupieję bez dyscypliny, którą wymusza na mnie praca:)
UsuńMi póki co wystarcza gapienie się na aktywność ruchow ą wszystkich 4 futrzaków. :) Co prawda staruszka 15 letnia i 13 letni kocur mają gdzieś harce gówniarzy ale wodzą za nimi wzrokiem razem ze mną :)
OdpowiedzUsuńZe sportu ja też głównie to uprawiam:)
UsuńJaka zadowolona musi być psica :)
OdpowiedzUsuńLusława to szczęśliwa psica bez dwóch zdań:)
Usuń